Zamach stanu w Zimbabwe? Wojsko dementuje
15.11.2017 13:04

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Na ulice Zimbabwe wjechały czołgi. Agencja Reutera podaje, że w południowoafrykańskim kraju doszło do wojskowej rewolty. Generał miejscowej armii dementuje te doniesienia.
Agencja Reutera podała, że w Zimbabwe, południowoafrykańskim pastwie doszło do zamachu stanu. - Wojsko przejęło władzę, żołnierze zablokowali dojazd do budynków rządowych i sądów - informuje agencja.
Z doniesień wynika, że na ulicach Zimbabwe pojawiły się czołgi i transportery opancerzone. Żołnierze mieli kierować się do stolicy kraju - Harare. Jednak tuż przed miastem zjechały z drogi i skierowały się do bazy Gwardii Prezydenckiej, której zadaniem jest ochrona 93-letniego prezydenta Roberta Mugabe.
Generał armii Zimbabwe Sibusiso Moyo wydał w tej sprawie oświadczenie. W wystąpieniu transmitowanym w radiu i telewizji przekonywał, że sytuacja w kraju jest pod kontrolą i wojsko nie przeprowadziło żadnego zamachu stanu, lecz akcję przeciwko "kryminalistom", którzy otaczaj prezydenta Mugabe.
- To korekta państwa, które staczało się z urwiska. To koniec bardzo bolesnego i smutnego rozdziału w historii młodego narodu, którego starzejący się dyktator oddał władzę gangowi stworzonemu wokół jego żony - wyjaśnił Chris Mutsvangwa, lider związku kombatantów w Zimbabwe, cytowany przez agencję Reutera.
Źródło: Agencja Reutera
MK
Z doniesień wynika, że na ulicach Zimbabwe pojawiły się czołgi i transportery opancerzone. Żołnierze mieli kierować się do stolicy kraju - Harare. Jednak tuż przed miastem zjechały z drogi i skierowały się do bazy Gwardii Prezydenckiej, której zadaniem jest ochrona 93-letniego prezydenta Roberta Mugabe.
Generał armii Zimbabwe Sibusiso Moyo wydał w tej sprawie oświadczenie. W wystąpieniu transmitowanym w radiu i telewizji przekonywał, że sytuacja w kraju jest pod kontrolą i wojsko nie przeprowadziło żadnego zamachu stanu, lecz akcję przeciwko "kryminalistom", którzy otaczaj prezydenta Mugabe.
- To korekta państwa, które staczało się z urwiska. To koniec bardzo bolesnego i smutnego rozdziału w historii młodego narodu, którego starzejący się dyktator oddał władzę gangowi stworzonemu wokół jego żony - wyjaśnił Chris Mutsvangwa, lider związku kombatantów w Zimbabwe, cytowany przez agencję Reutera.
Źródło: Agencja Reutera
MK

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 15.11.2017 13:04