Wstrząsająca relacja Włocha, który uratował 20 osób z pożaru w Crans-Montana. „Tego nie da się wymazać”

- Do tragedii doszło w sylwestrową noc w barze Le Constellation w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana.
- Zginęło około 40 osób, wiele innych zostało rannych.
- Według włoskiej agencji Ansa, w lokalu znajdowały się łatwopalne elementy wystroju, w tym piankowe ścianki i nisko zawieszony sufit.
- Pożar miał najprawdopodobniej związek z ogniami bengalskimi używanymi podczas toastów.
- W barze były tylko jedne drzwi ewakuacyjne, mimo że mógł pomieścić nawet 400 osób.
- Właściciele zaprzeczają nieprawidłowościom i twierdzą, że lokal spełniał wszystkie normy.
“Zamknięte drzwi. A potem piekło. Leżę na szpitalnym łóżku w Zion, moje płuca wciąż wypełnione dymem, a głos łamie się za każdym razem, gdy próbuję opowiedzieć tę historię. Mam 55 lat, mieszkam w Crans-Montana z partnerką i 17-letnią córką. Do tej nocy moje życie było normalne, spokojne. Następnie o 1.20 rano na Capodanno wszystko się zatrzymało"
- rozpoczyna relację, którą opublikowała na platformie X jedna z włoskich komentatorek.
- Prognoza IMGW: Nadciągają arktyczne mrozy. Nawet -20°C
- Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego
- Pilny komunikat dla odbiorców energii z PGE
- Awaria ciepłownicza w Gdańsku. Setki osób bez ogrzewania
- PKP Intercity wydał pilny komunikat
- Energa wydała pilny komunikat dla woj. warmińsko-mazurskiego
- Pilny apel szefa MSWiA: Polacy powinni unikać podróży w najbliższych godzinach
- Ważny komunikat dla mieszkańców Gdańska
- Niemcy sięgają po Arktykę. Sześć punktów niemieckiej strategii
- Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat
- Trudna sytuacja na drogach i liniach kolejowych. Jest najnowszy komunikat ministerstwa infrastruktury
- Znika trzecia największa marka bankowa w Polsce
- "Polacy czerpali korzyści z mordowania Żydów". Tej skandalicznej książki nie wolno ignorować
"Telefon od córki zmroził moją krew"
"Byłem w domu, kiedy zobaczyłem płomienie wydobywające się z okien Le Constellation. Zaraz potem zadzwoniła moja córka. Jeden z tych telefonów, które mrożą twoją krew: ogień, rany, masakra. Wybiegłem na ulicę z gaśnicą, ale od razu wiedziałem, że to nie pomoże. Dym był czarny, gęsty, nie do oddychania. Spalanie było bardzo szybkie i gwałtowne. W ciągu kilku minut zużył się cały tlen. Wewnątrz nie dało się oddychać"
- mówił.
"Znalazłem moją córkę na zewnątrz, nieruchomą, w stanie szoku. Czekającą na swojego chłopaka, który został za drzwiami"
- kontynuował dodając, iż chłopakowi udało się przeżyć i obecnie przebywa w szpitalu w Bazylei w bardzo poważnym stanie, z ciężkimi oparzeniami.
"Konstrukcja stała się pułapką"
"Wezwałem pomoc, starając się nie stracić rozumu. Wtedy zdałem sobie sprawę, że muszę coś zrobić. Szukałem alternatywnego wyjścia. Z tyłu zobaczyłem zamknięte drzwi, zablokowane od wewnątrz. Za szybą widziałem stopy, ręce i ciała na ziemi. Konstrukcja nie zawaliła się, ale wewnątrz stała się pułapką"
- nie krył emocji.
"Z pomocą nieznajomego, który przybył po usłyszeniu ryku, wyważyliśmy te drzwi, ciągnąc z całą siłą, jaką mieliśmy. Nie mieliśmy narzędzi, nie mieliśmy czasu. Przychodzili strażacy, ale każda sekunda decydowała o życiu lub śmierci"
- podkreślał.
"Żywi, spaleni, pijani"
"Kiedy drzwi się otworzyły, ciała spadły na nas. Chłopcy żywi, spaleni, pijani. Niektórzy świadomi, niektórzy nie. Błagali mnie, żebym im pomógł, w wielu językach. Również po włosku. Byli bardzo młodzi. Miejsce to odwiedzali głównie nieletni. Widziałem dziewczyny w minispódniczkach i eleganckich topach, ogień wciąż na ich skórze"
- wspominał.
"Wyciągałem je jeden po drugim, gołymi rękami. Nie myśląc o bólu, paleniu, ryzyku. Wyciągnęliśmy je i zostawiliśmy na ziemi w punkcie zbiórki. Krzyczeli. A w mojej głowie była tylko jedna myśl: to mogą być moje dzieci"
- mówił.
"Nie było innych wyjść"
"Nie było innych wyjść. Nie było możliwości przejścia. Ten, kto pozostał w środku, nie miał ucieczki"
- przyznał.
"Pośród horroru widziałem także człowieczeństwo"
"Jednak pośród tego horroru widziałem także człowieczeństwo. Pobliskie lokale zostały przekształcone w prowizoryczne punkty pomocy. Powitali rannych, kazali im usiąść, pomogli im oddychać, nie zemdleć. Nigdy nie zapomnę tej solidarności"
- nie ukrywał wzruszenia.
"Wiedzieli, że umierają"
"Pozostały mi tylko spojrzenia. Rozpaczliwa jasność umysłu tych, którzy wiedzą, że umierają. Spaleni ludzie patrzą na ciebie i proszą, żebyś ich tam nie zostawiał. To coś, czego nie da się wymazać"
- mówił.
Pożar w Le Constellatione
Paolo Campolo trafił do szpitala z powodu zatrucia. Udało mu się uratować co najmniej 20 osób. Pożar pochłonął ponad 40 ludzkich żyć. Ponad 100 osób odniosło ciężkie obrażenia. Szwajcaria pogrążona jest w narodowej żałobie.
🔥CRANS MONTANA🔥
“Una porta chiusa. Poi l’inferno.
Sono disteso su un letto d’ospedale a Sion, con i polmoni ancora pieni di fumo e la voce che si spezza ogni volta che provo a raccontare. Ho 55 anni, vivo a #CransMontana con la mia compagna e mia figlia di 17 anni. Fino a… pic.twitter.com/bWOehEBQAK— ALESSANDRA FONTANA (@alexiafontana) January 2, 2026
Komentarze
Limit 10 mln mieszkańców. Szwajcarzy głosują nad ograniczeniem imigracji

Szwajcaria chce limitu mieszkańców. Niemcy pierwsi do wyrzucenia
Gigantyczny pożar na Mazowszu. Trwa dogaszanie 300 hektarów spalonego lasu

Ogromny pożar pod Warszawą. Pilny komunikat dla kierowców

Ogromny pożar pod Warszawą. Nowe informacje


