Szukaj
Konto

Wspólna lista ratunkiem dla Tuska? Nawet to może nie wystarczyć

Liderzy ugrupowań tworzących rząd - Włodzimierz Czarzasty, Szymon Hołownia, Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz
Źródło: Wikipedia | Autor: Klub Lewicy | Licencja: Domena Publiczna | Liderzy ugrupowań tworzących rząd - Włodzimierz Czarzasty, Szymon Hołownia, Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz
Wspólny start wszystkich ugrupowań obecnej koalicji rządzącej może być dla Donalda Tuska jedyną szansą na walkę o utrzymanie władzy po wyborach parlamentarnych. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski pokazuje, że przy osobnym starcie partii prawica uzyskałaby zdecydowaną większość w Sejmie. Nawet zjednoczenie KO, Lewicy, PSL i Polski 2050 nie zapewniłoby jednak premierowi zwycięstwa.
Co musisz wiedzieć:
  • Prawica zdobyłaby 243 mandaty przy osobnym starcie partii koalicji.

  • Wspólna lista ugrupowań Tuska mogłaby uzyskać 228 mandatów.

  • Nawet po zjednoczeniu prawica zachowałaby minimalną większość.

Osobny start oznacza porażkę koalicji Tuska

Z sondażu United Surveys by IBRiS przeprowadzonego dla Wirtualnej Polski wynika, że obecny obóz rządzący ma poważny problem z utrzymaniem większości parlamentarnej. Choć Koalicja Obywatelska pozostaje liderem poparcia, jej mniejsi partnerzy nie są w stanie samodzielnie przekroczyć progu wyborczego. W wariancie zakładającym osobny start ugrupowań KO uzyskuje 29,7 proc. poparcia. Znacznie gorzej wypadają PSL i Polska 2050, na które chce głosować odpowiednio 4,4 proc. i 0,4 proc. badanych. Oznacza to, że niemal 5 proc. głosów oddanych na te ugrupowania nie przełożyłoby się na mandaty.

Według przedstawionej przez WP symulacji podział miejsc w Sejmie wyglądałby następująco:

Łącznie KO i Lewica dysponowałyby 217 mandatami, czyli o 14 mniej, niż wynosi większość sejmowa. Tymczasem PiS, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej oraz Rozwój Plus mogłyby zdobyć razem 243 mandaty. Oznaczałoby to przewagę prawicy nad obecnym obozem rządzącym wynoszącą 26 mandatów. W takim układzie Donald Tusk nie miałby większości pozwalającej na dalsze sprawowanie władzy.

 

Wspólna lista ostatnią szansą Donalda Tuska?

Sytuacja zmienia się, gdy KO, Lewica, PSL i Polska 2050 występują pod jednym szyldem - Koalicji 15 października. W takim wariancie wspólna lista zdobyłaby 39,4 proc. głosów, wyprzedzając pozostałe ugrupowania. To o 9,7 pkt proc. więcej niż poparcie samej Koalicji Obywatelskiej przy osobnym starcie.

Na drugim miejscu znalazłoby się Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 19,5 proc., co oznacza wzrost o 2,3 pkt proc. w porównaniu z wariantem osobnych list. Konfederacja mogłaby liczyć na 13,9 proc. poparcia, Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna na 10,8 proc., a Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego na 5,5 proc.

Poza Sejmem znalazłaby się Partia Razem, która uzyskałaby 4,1 proc. głosów. Jednocześnie odsetek niezdecydowanych wyborców zmniejszyłby się z 8,4 do 6,8 proc. Przeliczenie tych wyników na mandaty daje następujący podział:

Wspólna lista przyniosłaby więc ugrupowaniom Donalda Tuska dodatkowe 11 mandatów. Jednocześnie prawica straciłaby dokładnie tyle samo miejsc w porównaniu z wariantem osobnego startu partii koalicji. Mimo tego zjednoczony obóz rządzący nadal nie miałby większości. Prawica dysponowałaby 232 mandatami, czyli o jeden więcej, niż potrzeba do samodzielnego rządzenia. Różnica między obydwoma blokami zmniejszyłaby się jednak z 26 do zaledwie czterech mandatów. Autorzy analizy zaznaczają, że tak niewielka przewaga mieści się w granicach błędu zastosowanej metody przeliczania głosów. Wspólna lista nie zapewnia zatem Donaldowi Tuskowi zwycięstwa, ale daje mu szansę na rywalizację o większość.

Zjednoczenie nie przyciąga nowych wyborców

Co istotne, wspólny start nie oznacza automatycznego zwiększenia poparcia dla ugrupowań obecnej koalicji. Wręcz przeciwnie - część wyborców mogłaby zrezygnować z głosowania na zjednoczony blok. Przy osobnym starcie KO, Lewica, PSL i Polska 2050 uzyskują łącznie 41,8 proc. poparcia. Tymczasem jedna lista tych samych partii może liczyć na 39,4 proc., czyli o 2,4 pkt proc. mniej. Skąd zatem dodatkowe mandaty? Przede wszystkim z korzystniejszego przeliczania głosów na miejsca w Sejmie. Przy wspólnym starcie poparcie dla PSL i Polski 2050 nie przepada z powodu nieprzekroczenia progu wyborczego.

Dodatkowo metoda D'Hondta premiuje większe komitety wyborcze. W obu analizowanych wariantach obecna koalicja uzyskuje około 44 proc. głosów oddanych na ugrupowania, które przekroczyły próg wyborczy. Jednak skupienie tych głosów na jednej liście pozwala zdobyć więcej mandatów. Efekt ten jest widoczny również po stronie prawicy. Jej łączne poparcie przy wspólnej liście ugrupowań rządzących wzrasta z 46,6 do 49,7 proc., a mimo to liczba zdobywanych mandatów spada o 11.

Wyborcy PSL nie chcą wspólnej listy z KO?

Sondaż pokazuje również, jak na ewentualne zjednoczenie zareagowaliby wyborcy poszczególnych ugrupowań. Elektorat Koalicji Obywatelskiej w całości deklaruje poparcie dla wspólnej listy. W przypadku Lewicy taką decyzję podjęłoby 91 proc. jej wyborców, natomiast pozostałe 9 proc. przeniosłoby swoje głosy na Partię Razem. Zdecydowanie inaczej wygląda sytuacja w Polskim Stronnictwie Ludowym. Zaledwie 55 proc. wyborców tej partii poparłoby wspólną listę pod szyldem Koalicji 15 października. Pozostali wskazują ugrupowania prawicowe. Aż 21 proc. wyborców PSL zagłosowałoby na Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego, 19 proc. na Konfederację, a 5 proc. na Prawo i Sprawiedliwość.

W skali całego elektoratu oznaczałoby to przepływ około 2 pkt proc. poparcia do prawicy. To właśnie odpływ części wyborców ludowców odpowiada za większość różnicy między łącznym wynikiem czterech partii a poparciem dla ich wspólnej listy.

Niezdecydowani nie garną się do koalicji Tuska

Zjednoczenie ugrupowań rządzących nie przekonuje również większości osób, które nie wiedzą jeszcze, na kogo oddać głos. Spośród wyborców niezdecydowanych w wariancie osobnych list aż 77 proc. nadal nie potrafi wskazać preferowanego ugrupowania, gdy przedstawia im się możliwość wspólnego startu koalicji. Na Koalicję 15 października zdecydowałoby się jedynie 5 proc. tej grupy. Większe zainteresowanie wzbudzają Konfederacja, którą wskazuje 6 proc., oraz Partia Razem z wynikiem 7 proc. Jednocześnie wśród wyborców Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego widoczny jest przepływ poparcia do PiS. Przy wariancie wspólnej listy obozu rządzącego 70 proc. elektoratu Rozwoju Plus pozostaje przy swoim ugrupowaniu, ale 23 proc. wybiera Prawo i Sprawiedliwość. To jeden z głównych powodów wzrostu poparcia dla partii Jarosława Kaczyńskiego z 17,2 do 19,5 proc.

Autorzy badania zastrzegają jednak, że wyborcy PSL oraz ugrupowania Mateusza Morawieckiego stanowią niewielkie grupy w próbie liczącej 1000 respondentów. Dlatego przedstawione przepływy elektoratu należy traktować orientacyjnie.

Problemy Polski 2050. Powraca pomysł jednej listy

Dyskusja o wspólnym starcie obecnej koalicji nabrała znaczenia po kolejnych wydarzeniach w Polsce 2050. W ubiegły czwartek Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ogłosiła rezygnację z funkcji ministry funduszy i polityki regionalnej w rządzie Donalda Tuska. Zdecydowała również o przekazaniu kierownictwa Polski 2050 założycielowi ugrupowania, Szymonowi Hołowni. To kolejny wstrząs w partii, która w wyborach parlamentarnych w 2023 roku wspólnie z PSL tworzyła Trzecią Drogę i przyczyniła się do uzyskania większości przez obecną koalicję.

Wcześniej z Polski 2050 odeszła grupa parlamentarzystów, która powołała klub Centrum. Obecnie ugrupowanie notuje bardzo niskie poparcie, a samodzielny start PSL również nie gwarantuje ludowcom przekroczenia progu wyborczego. W tej sytuacji ponownie pojawia się koncepcja wystawienia jednej listy wszystkich partii tworzących obecny obóz rządzący.

Wyniki badania wskazują jednak, że nawet taki scenariusz nie zapewnia Donaldowi Tuskowi utrzymania większości w Sejmie. Zmniejsza jedynie przewagę prawicy i sprawia, że wynik wyborów staje się znacznie trudniejszy do przewidzenia.

Kiedy przeprowadzono sondaż?

Badanie United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski zrealizowano w dniach 16-18 października 2026 roku metodą wywiadów telefonicznych i internetowych (CATI i CAWI) na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych Polaków. Podział mandatów oszacowano za pomocą kalkulatora prof. Jarosława Flisa z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Model opiera się na danych historycznych, a typowy błąd szacowania wynosi od 3 do 5 mandatów. Oznacza to, że niewielkie różnice w liczbie mandatów między blokami nie przesądzają o ostatecznym wyniku wyborów.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 27.10.2026 07:36
Źródło: wp.pl