Szukaj
Konto

Prezydent przedzierał się przez płot pod TK. Ekspert ostro o policji

Trybunał Konstytucyjny
Źródło: pap | Autor: Paweł Supernak | Licencja: umowa licencyjna | Trybunał Konstytucyjny
Prezydent Karol Nawrocki musiał iść po cokole ogrodzenia, a przy wejściu do Trybunału Konstytucyjnego doszło do niebezpiecznych przepychanek. Zdaniem byłego funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu płk. Karola Szydłowskiego sytuacja ujawniła poważne problemy we współpracy policji ze Służbą Ochrony Państwa. W rozmowie z Wirtualną Polską ekspert wskazał, co zawiodło podczas zabezpieczenia wizyty głowy państwa i kto powinien odpowiedzieć na pytania dotyczące organizacji całej operacji.
Co musisz wiedzieć:
  • Prezydent Karol Nawrocki musiał iść po cokole ogrodzenia, aby dostać się do TK.

  • Były oficer BOR krytykuje brak odpowiedniej współpracy policji i SOP.

  • Płk Karol Szydłowski chwali funkcjonariuszy bezpośrednio chroniących prezydenta.

Prezydent musiał przechodzić przez płot. Były oficer BOR wskazuje błędy

Piątkowe wydarzenia przed Trybunałem Konstytucyjnym wywołały falę komentarzy. Nagrania przedstawiające przepychanki oraz sposób, w jaki prezydent Karol Nawrocki dostał się do budynku, obiegły media. O ocenę zabezpieczenia wizyty głowy państwa Wirtualna Polska poprosiła płk. Karola Szydłowskiego, emerytowanego funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu, czyli poprzednika Służby Ochrony Państwa. Ekspert nie kryje zastrzeżeń do organizacji działań służb. Jego zdaniem największym problemem okazał się brak odpowiedniej koordynacji między policją a SOP.

"Kluczowym problemem podczas zabezpieczenia wizyty prezydenta była, moim zdaniem, widoczna luka we współpracy między Służbą Ochrony Państwa a policją. Nie można dopuszczać do sytuacji, w której głowa państwa zmuszona jest przechodzić przez płot" - powiedział płk Szydłowski w rozmowie z Wirtualną Polską.

Były funkcjonariusz BOR zwrócił uwagę na kilka kwestii wymagających wyjaśnienia. Przede wszystkim postawił pytanie, dlaczego nie przygotowano odpowiedniego przejścia dla prezydenta. Wskazał również na sposób rozmieszczenia policyjnego kordonu, który jego zdaniem powinien znajdować się na zewnątrz obiektu, tworząc tzw. worek bezpieczeństwa, a nie wewnątrz.

"Zastanawiające jest również, dlaczego funkcjonariusze nie zareagowali na sytuację, w której osoby postronne, używając szlifierki, zaczęły przecinać zabezpieczenia" - stwierdził płk Szydłowski.

 

Niebezpieczne przepychanki przy wejściu do TK

Zdaniem byłego oficera BOR policja miała wystarczająco dużo czasu na odpowiednie przygotowanie zabezpieczenia, ponieważ wiedziała o planowanym przybyciu prezydenta Karola Nawrockiego. Szydłowski podkreślił, że to nie funkcjonariusze bezpośrednio chroniący głowę państwa powinni odpowiadać za uzgadnianie z policją kwestii związanych z jej przyjazdem. Szczególnie niebezpieczne okazały się przepychanki w pobliżu wejścia do budynku Trybunału.

"To najbardziej niebezpieczny moment. Wyobraźmy sobie, że prezydent stoi w drzwiach, a z tłumu leci jakiś przedmiot - nie musi to być od razu granat, ale choćby petarda, butelka czy nawet jajko. O prowokację bardzo łatwo. Wobec głowy państwa i wobec całego państwa jako takiego" - wskazał ekspert. W ocenie płk. Szydłowskiego nie powinno dochodzić do sytuacji, w której prezydent znajduje się w tłumie, a jego ochrona musi reagować na zagrożenia w bezpośrednim sąsiedztwie wejścia do budynku.

 

Były oficer BOR chwali ochronę prezydenta Nawrockiego

Mimo krytycznej oceny organizacji zabezpieczenia wizyty płk Szydłowski pozytywnie wypowiedział się o funkcjonariuszach SOP, którzy bezpośrednio towarzyszyli prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Jego zdaniem grupa ochronna zachowała profesjonalizm i skoncentrowała się na swoim najważniejszym zadaniu, czyli zapewnieniu bezpieczeństwa głowie państwa.

Były funkcjonariusz BOR uważa, że prezydent został wcześniej poinformowany przez szefa ochrony o sytuacji na miejscu i możliwych zagrożeniach. Istotna okazała się także decyzja o powrocie do Pałacu Prezydenckiego, dzięki której funkcjonariusze odpowiedzialni za zabezpieczenie mogli dotrzeć na miejsce i rozpoznać sytuację. "Widać, że prezydent zaufał swoim oficerom ochrony i podporządkował się ich zaleceniom. To właśnie na tym polega właściwe funkcjonowanie ochrony osobistej" - ocenił płk Szydłowski.

 

Kto odpowiadał za zabezpieczenie wizyty prezydenta?

Zastrzeżenia byłego oficera BOR dotyczą przede wszystkim sposobu przygotowania i koordynowania działań służb. Jak wskazał, jeżeli operacją dowodził pierwszy zastępca komendanta stołecznego policji, insp. Tomasz Znajdek, powinien wyjaśnić, dlaczego nie zapewniono odpowiedniej współpracy między policją a SOP. Szydłowski przypomniał, że obie formacje mają odrębne obowiązki. Policja odpowiada za zabezpieczenie terenu, kontrolowanie dostępu do obiektu oraz utrzymywanie porządku. Zadaniem Służby Ochrony Państwa jest natomiast bezpośrednia ochrona prezydenta i podejmowanie decyzji niezbędnych dla jego bezpieczeństwa.

"Skuteczność tych działań wymaga ścisłej współpracy. W tym przypadku właśnie tego elementu, moim zdaniem, zabrakło" - ocenił Szydłowski. Według eksperta w zaistniałych okolicznościach SOP zdecydowała się na dynamiczne wejście do budynku. Funkcjonariusze grupy ochronnej musieli działać pod presją czasu i w warunkach bezpośredniego zagrożenia.

"Ich podstawowym zadaniem było zapewnienie bezpieczeństwa prezydentowi i z tego obowiązku się wywiązali. Ostatecznie najważniejsze jest to, że prezydent pozostał bezpieczny. Za realizację tego zadania funkcjonariuszom SOP należą się słowa uznania" - podsumował emerytowany funkcjonariusz BOR.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 01.11.2026 09:26
Źródło: wp.pl