Mąż zamordowanej woźnej oskarża służby. "Nikt się nawet u nas nie pojawił"

-
Mąż zamordowanej 37-latki twierdzi, że o tragedii dowiadywał się głównie z mediów.
-
Rodzina miała zostać objęta pomocą psychologiczną, ale według mężczyzny wsparcie nie dotarło.
-
W internecie uruchomiono zbiórkę dla osieroconych chłopców i ich ojca.
Mąż zamordowanej woźnej krytykuje służby
Daniel, mąż zamordowanej pracownicy szkoły w Leszczydół-Nowinach, w rozmowie z "Faktem" opowiedział o wydarzeniach, które rozegrały się po ataku nożownika. Mężczyzna nie kryje rozgoryczenia postawą służb, którym zarzuca brak komunikacji z rodziną ofiary. W chwili tragedii przebywał w pracy w Warszawie. Gdy dotarły do niego pierwsze wiadomości o ataku w szkole, natychmiast wyruszył do Leszczydół-Nowin. Na miejscu nie uzyskał jednak informacji o stanie swojej żony ani okolicznościach jej śmierci.
"Moja żona leżała w szkole. Nie wiedziałem, ile razy została ugodzona, czy otrzymała ciosy w głowę, czy w serce. Nie dostałem kompletnie żadnych informacji. Nawet mnie do niej nie wpuścili" - relacjonował pan Daniel w rozmowie z "Faktem". Jak podkreśla, wiadomości dotyczące dramatycznych wydarzeń w placówce czerpał przede wszystkim z doniesień medialnych, a nie od służb pracujących na miejscu tragedii.
"Gadali bzdury". Rodzina nie otrzymała obiecanej pomocy?
Mąż zabitej 37-latki odniósł się również do pojawiających się w mediach informacji o pomocy psychologicznej, którą miała zostać objęta jego rodzina. Według jego relacji zapewnienia te nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości. Mężczyzna twierdzi, że nikt nie pojawił się u niego, aby udzielić wsparcia jemu i dzieciom.
"W telewizji podawali, że nasza rodzina jest otoczona opieką psychologa. Gadali bzdury. Nikt się nawet u nas nie pojawił" - powiedział pan Daniel "Faktowi".
Został sam z dwójką synów. "Całe moje życie wywróciło się o 180 stopni"
Śmierć pani Darii pozostawiła jej rodzinę w dramatycznej sytuacji. Kobieta osierociła dwóch synów, a ich ojciec musi teraz sam zmierzyć się z wychowaniem dzieci i konsekwencjami tragedii.
"Zostałem teraz sam z dwójką dzieci. Całe moje życie wywróciło się o 180 stopni. Zabił mi ukochaną żonę i zabrał matkę moim synom" - mówił mąż zamordowanej kobiety. Jak przekazał, młodszy z chłopców nie został jeszcze poinformowany o śmierci matki. Starszy syn bardzo ciężko przeżył tragedię i znalazł się w poważnym kryzysie emocjonalnym.
Pan Daniel zapowiada, że będzie domagał się jak najsurowszej kary dla sprawcy. Ujawnił również, że jego żona znała napastnika, jednak nie przypuszczała, że nastolatek mógłby pojawić się w szkole z zamiarem zaatakowania kogokolwiek.
Atak nożownika w szkole. Nie żyje 37-letnia woźna
Do tragedii doszło w czwartek, 8 października, w miejscowości Leszczydół-Nowiny na Mazowszu. Według przekazanych informacji do budynku szkoły wtargnął 15-letni Wiktor, były uczeń placówki. Nastolatek był uzbrojony w nóż, którym zaatakował osoby znajdujące się wewnątrz.
W wyniku ataku ranne zostały trzy osoby. Obrażenia jednej z nich okazały się śmiertelne. Ofiarą była 37-letnia Daria, pracująca w szkole jako woźna.
Ruszyła zbiórka na pomoc rodzinie zamordowanej kobiety
Po tragedii w internecie zorganizowano zbiórkę pieniędzy na rzecz bliskich pani Darii. Zebrane środki mają pomóc jej mężowi oraz dwóm osieroconym synom. Akcja spotkała się z dużym odzewem. W momencie przygotowywania pierwotnej informacji na koncie zbiórki znajdowało się już blisko 100 tys. zł.
Komentarze
Trump po rozmowie z Putinem. Padły konkretne ustalenia w sprawie paliwa

Trzęsienie ziemi w Panamie. Wstrząsy odczuwalne w wielu miejscach
ZUS wydał ważny komunikat

Gigantyczny wyciek danych w Danii. Wszystko przez banalne hasło

Atak na uczniów i nauczycieli w Ostrołęce. 19-latek z zarzutami








