Szukaj
Konto

Mąż zamordowanej woźnej oskarża służby. "Nikt się nawet u nas nie pojawił"

Leszczydół-Nowiny szkoła straż pożarna
Źródło: pap | Autor: Marcin Obara | Licencja: umowa licencyjna | Leszczydół-Nowiny Szkoła Podstawowa
Mąż 37-letniej Darii, która zginęła w ataku nożownika na szkołę w Leszczydół-Nowinach, zarzuca służbom brak informacji i pomocy dla jego rodziny. Jak twierdzi, mimo zapewnień o wsparciu psychologicznym nikt nie pojawił się w jego domu. Mężczyzna został sam z dwójką synów, z których młodszy nie wie jeszcze o śmierci matki.
Co musisz wiedzieć:
  • Mąż zamordowanej 37-latki twierdzi, że o tragedii dowiadywał się głównie z mediów.

  • Rodzina miała zostać objęta pomocą psychologiczną, ale według mężczyzny wsparcie nie dotarło.

  • W internecie uruchomiono zbiórkę dla osieroconych chłopców i ich ojca.

Mąż zamordowanej woźnej krytykuje służby

Daniel, mąż zamordowanej pracownicy szkoły w Leszczydół-Nowinach, w rozmowie z "Faktem" opowiedział o wydarzeniach, które rozegrały się po ataku nożownika. Mężczyzna nie kryje rozgoryczenia postawą służb, którym zarzuca brak komunikacji z rodziną ofiary. W chwili tragedii przebywał w pracy w Warszawie. Gdy dotarły do niego pierwsze wiadomości o ataku w szkole, natychmiast wyruszył do Leszczydół-Nowin. Na miejscu nie uzyskał jednak informacji o stanie swojej żony ani okolicznościach jej śmierci.

"Moja żona leżała w szkole. Nie wiedziałem, ile razy została ugodzona, czy otrzymała ciosy w głowę, czy w serce. Nie dostałem kompletnie żadnych informacji. Nawet mnie do niej nie wpuścili" - relacjonował pan Daniel w rozmowie z "Faktem". Jak podkreśla, wiadomości dotyczące dramatycznych wydarzeń w placówce czerpał przede wszystkim z doniesień medialnych, a nie od służb pracujących na miejscu tragedii.

 

"Gadali bzdury". Rodzina nie otrzymała obiecanej pomocy?

Mąż zabitej 37-latki odniósł się również do pojawiających się w mediach informacji o pomocy psychologicznej, którą miała zostać objęta jego rodzina. Według jego relacji zapewnienia te nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości. Mężczyzna twierdzi, że nikt nie pojawił się u niego, aby udzielić wsparcia jemu i dzieciom.

"W telewizji podawali, że nasza rodzina jest otoczona opieką psychologa. Gadali bzdury. Nikt się nawet u nas nie pojawił" - powiedział pan Daniel "Faktowi".

 

Został sam z dwójką synów. "Całe moje życie wywróciło się o 180 stopni"

Śmierć pani Darii pozostawiła jej rodzinę w dramatycznej sytuacji. Kobieta osierociła dwóch synów, a ich ojciec musi teraz sam zmierzyć się z wychowaniem dzieci i konsekwencjami tragedii.

"Zostałem teraz sam z dwójką dzieci. Całe moje życie wywróciło się o 180 stopni. Zabił mi ukochaną żonę i zabrał matkę moim synom" - mówił mąż zamordowanej kobiety. Jak przekazał, młodszy z chłopców nie został jeszcze poinformowany o śmierci matki. Starszy syn bardzo ciężko przeżył tragedię i znalazł się w poważnym kryzysie emocjonalnym.

Pan Daniel zapowiada, że będzie domagał się jak najsurowszej kary dla sprawcy. Ujawnił również, że jego żona znała napastnika, jednak nie przypuszczała, że nastolatek mógłby pojawić się w szkole z zamiarem zaatakowania kogokolwiek.

 

Atak nożownika w szkole. Nie żyje 37-letnia woźna

Do tragedii doszło w czwartek, 8 października, w miejscowości Leszczydół-Nowiny na Mazowszu. Według przekazanych informacji do budynku szkoły wtargnął 15-letni Wiktor, były uczeń placówki. Nastolatek był uzbrojony w nóż, którym zaatakował osoby znajdujące się wewnątrz.

W wyniku ataku ranne zostały trzy osoby. Obrażenia jednej z nich okazały się śmiertelne. Ofiarą była 37-letnia Daria, pracująca w szkole jako woźna.

 

Ruszyła zbiórka na pomoc rodzinie zamordowanej kobiety

Po tragedii w internecie zorganizowano zbiórkę pieniędzy na rzecz bliskich pani Darii. Zebrane środki mają pomóc jej mężowi oraz dwóm osieroconym synom. Akcja spotkała się z dużym odzewem. W momencie przygotowywania pierwotnej informacji na koncie zbiórki znajdowało się już blisko 100 tys. zł.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 10.10.2026 08:55
Źródło: fakt