Szukaj
Konto

Makabra sylwestrowa w Szwajcarii. Prokuratura podała przyczynę pożaru 

02.01.2026 15:59
Szwajcaria, upamiętnienie ofiar pożaru w Crans-Montana
Źródło: PAP/EPA/JEAN-CHRISTOPHE BOTT
Komentarzy: 0
Pożar w barze w szwajcarskiej miejscowości Crans-Montana najprawdopodobniej wywołały zimne ognie umieszczone na butelce od szampana i odpalone zbyt blisko sufitu - powiedziała w piątek na konferencji prasowej prokuratorka generalna kantonu Valais Beatrice Pilloud.
Co musisz wiedzieć
  • Według prokuratury kantonu Valais ogień w barze w Crans-Montana miał zostać wywołany przez zimne ognie odpalone zbyt blisko sufitu.
  • Prokurator generalna Beatrice Pilloud zastrzegła, że są to ustalenia wstępne i dopiero dalsze dochodzenie pokaże, czy komuś zostaną postawione zarzuty karne.
  • Świadek tragedii opisywał "makabryczne sceny", krzyki rannych i ofiary z ciężkimi poparzeniami; wnętrze lokalu było całkowicie wypełnione dymem i ogniem.
  • Jedna z największych tragedii w historii Szwajcarii - w pożarze baru w noc sylwestrową zginęło 47 osób, a 115 zostało rannych, co czyni zdarzenie jedną z najtragiczniejszych katastrof w kraju.

 

Prokuratura podała wstępne przyczyny pożaru

Prokurator zastrzegła, że są to wyniki wstępnego śledztwa, które trwa. Dochodzenie pokaże, czy będą podstawy do postawienia komuś zarzutów karnych - dodała.

"Widzieliśmy makabryczne sceny"

Widzieliśmy ogień, makabryczne sceny, słyszeliśmy, jak ludzie wołają o pomoc - powiedział w rozmowie z PAP młody Włoch Flavio, świadek pożaru w szwajcarskim kurorcie w Crans-Montanie, gdzie w noc sylwestrową w pożarze baru zginęło 47 osób, a 115 zostało rannych.

- Przyjechaliśmy (do Crans-Montany - PAP) z kolegami na sylwestra. Byliśmy pod barem Le Constellation, zanim doszło do tej tragedii. Chcieliśmy tam wejść, ale spotkaliśmy grupę Szwajcarów, którzy namówili nas, byśmy poszli do innego lokalu. Zgodziliśmy się, ale tamten bar nam się nie spodobał i dlatego postanowiliśmy wrócić tutaj - powiedział Flavio, Włoch polskiego pochodzenia, podczas rozmowy w pobliżu miejsca tragedii.

- Kiedy tam dotarliśmy, zobaczyliśmy ogień, makabryczne sceny. Widziałem i słyszałem, jak młode dziewczyny wzywały pomocy. Zaraz potem przyjechała straż pożarna i pogotowie. To, co zobaczyłem, to było coś strasznego. Ludzie leżeli na ziemi, potwornie poparzeni, bez kawałków skóry - relacjonował. Jak dodał, "niektórzy byli w tak strasznym stanie, że nie można było ich rozpoznać".

"Ludzie krzyczeli, płakali, rozpaczali"

Część osób na zewnątrz chciała pomóc, ale "nie można było podejść pod bar, bo był ogromny dym i jeszcze dużo ognia, to było zbyt niebezpieczne" - dodał Flavio, mieszkający w miejscowości Bracciano pod Rzymem.

- Nie było nic widać wewnątrz baru. A przed (lokalem - PAP) ludzie krzyczeli, płakali, rozpaczali - wspomniał.

- Trudno mi sobie uświadomić, że mogłem być w tym barze. Przyjechaliśmy tu, bo nasz kolega ma tu obok dom, a nagle znaleźliśmy się w środku nieszczęścia - powiedział.

To jedna z najtragiczniejszych katastrof w historii Szwajcarii.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 02.01.2026 15:59
Źródło: PAP/opracowanie własne