Szukaj
Konto

Wiedeń, którego nie chcielibyście znać

Wiedeń, którego nie chcielibyście znać
Źródło: Wikimedia Commons | Autor: Albertus teolog | Licencja: Wikimedia Commons | Pomnik J. Straussa, Wiedeń
Komu marzy się raj we współczesności – prosimy bardzo, oto król rankingów na najbardziej przyjazne miasto świata: Wiedeń.
Co musisz wiedzieć:
  • Monika Małkowska w tekście pt. "Wiedeń, którego nie chcielibyście znać" oprowadza czytelnika po mniej znanych zakamarkach miasta.
  • Autorka kreśli skróconą historię Wiednia, zastanawiając się, ile z dawnego charakteru miasta przetrwało do czasów współczesnych.

Wygodne, bo małe

Od lat idzie łeb w łeb z Kopenhagą w konkurencji o życiowy komfort. W tym roku naddunajska stolica zajęła miejsce drugie, ale w 2019, 2022, 2023, 2024 była jedynką. Tych dwóch liderów to nieduże miasta, ok. 2 mln mieszkańców (Wiedeń na początku 2026 r. liczył 2,042 mln), z wyśrubowanym zapleczem socjalnym. Łatwo się po nich poruszać pieszo, rowerem bądź komunikacją miejską. To skupiska wielokulturowe, oferujące mieszkania komunalne lub współfinansowane przez miasto. Jednak stolica Danii nie ma podskoku wobec hubu Habsburgów, jeśli chodzi o zasoby dzieł sztuki czy zabytki architektury. 

Już szykują struclę

Teraz szybki wstęp do moich/naszych wielokrotnych wiedeńskich pobytów: lot na Schwechat z Chopina trwa ledwie 50 minut – i już jesteś nad Dunajem, o której to rzece pan Johann Strauss w 1867 r. napisał słynny na cały świat utwór. Miasto położone nad pięknym modrym Dunajem to jedna z najchętniej odwiedzanych przez turystów europejskich metropolii, w 2001 r. wpisana na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Historyczna starówka nadziana jest zabytkami jak słynna bożonarodzeniowa strucla (Weihnachtsstollen) bakaliami i marcepanem (na marginesie – oni zaczynają ją wypiekać już pod koniec października, żeby wszystkie smaki dobrze się przegryzły).

Jeśli przybyliście do Wiednia premierowo, to błagam, nie gońcie za wszystkimi „must see”. Zwolnijcie! Dla rozsmakowania się – może najpierw Hofburg, taneczne popisy lipicanów, opera, starówka z uliczką Herrengasse, czyli zaułkiem arystokratów (istniejącym od czasów rzymskich, pierwsza wzmianka w 1216 r.). Mnie zawsze pchało do Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu (Kunsthistorisches Museum Wien), jednej z największych na świecie „składnic” arcydzieł. Tamże, w posuwistym rytmie walca należy pokonać monumentalne, lecz wygodne nawet dla starców schody. I w salach mistrzów kolana same uginają się w przyklęku adoracji przed cyklem „Pór roku” Bruegla, „Futrzanym płaszczem” Rubensa i tymi wszystkimi Dürerami, Rafaelami, Tycjanami, Rembrandtami, Velázquezami… 

Ku pamięci

W obliczu powalającej kolekcji Habsburgów zapominasz, że jesteś w mieście, w którym pan Adolf H. zaczął swą karierę. Siedem wieków wcześniej Wiedeń uzyskał prawa miejskie w 1221 r. (ładna symetryczna data), stając się jednym z najważniejszych ośrodków Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a po upadku tegoż – stolicą cesarstwa Habsburgów. A gdy i ono w 1918 r. przeszło do historii, dla miasta zaczął się nowy rozdział: stało się stolicą Republiki Austriackiej.

Radykalne odbicie w lewo dokonało się w latach 20. i 30., kiedy gród przeobraził się w bastion socjalizmu, zyskując przydomek „czerwony Wiedeń”. W 1938 r. pewien eksmalarz przekonał Austriaków, że w ich interesie jest przyłączyć się do Rzeszy. Po tej operacji Wiedeń stracił na znaczeniu, obsuwając się na pozycję prowincji wobec stołecznego Berlina. I oto w 1945 r. dzięki udanej ofensywie Związku Radzieckiego Wiedeń oddano Austrii oraz przywrócono mu stołeczną pozycję.

Czy można się dziwić, że wdzięczność Austriaków zyskała materialny wyraz w postaci Pomnika Bohaterów Armii Czerwonej (wykon natychmiast po wyzwoleniu, odsłonięcie 19 sierpnia 1945 r.) upamiętniającego poległych żołnierzy z kraju wyzwolicieli? Na kamiennej tablicy napis po rosyjsku i niemiecku głosi chwałę sołdatów, którzy „wyzwolili Austrię od nazizmu”. Monument stojący w centralnym punkcie przy Placu Schwarzenberg był kilkakrotnie dewastowany, a obecnie zyskał ironiczno-przewrotną wymowę: całą kolumnadę, otaczającą łukiem pomnik, zakrywa wielometrowa flaga ukraińska. 

Trochę do tańca 

Wiedeń zawsze nieustannie zaprasza do tańca – jednak nie tylko na najsłynniejszy bal w Operze Wiedeńskiej (Opernball). Szpan i snobizm ku pamięci cesarstwa! To najważniejsza impreza karnawału odbywająca się od czasów kongresów wiedeńskich w tłusty czwartek z udziałem 180 par debiutantów oraz wierchuszki ze świata polityki, biznesu i kultury, transmitowana na żywo przez ORF.

Inne tego typu fety, nagłośnione przez media, organizowane są w sylwestra w pałacu Hofburg i w wiedeńskim Ratuszu. Są też wydarzenia alternatywne. Równolegle podczas balu w Operze organizowany jest Winner Rosenball, a także Opferball (bal ofiar), zabawa bezdomnych, z inicjatywy sprzedawców gazetek „Augustin” (krążą wszędzie, ale nie są nachalni).

Chcę jednak słowo o imprezie, w której uczestniczyłam, a która już zniknęła z kalendarza imprezowego Wiednia. Life Ball to była największa w Europie charytatywna gala walcząca z HIV i AIDS, przełamująca tabu wokół tej choroby. Odbywała się od 1993 r., ale w 2000 r. bal po raz pierwszy zorganizowany został w Ratuszu i parku przed nim (wtedy ja tam byłam, nie pamiętam, co piłam, tańczyłam wszędzie, ze wszystkimi). To była naprawdę nieagresywna, wspólnotowa impreza bez politycznego podtekstu. Wspaniałe kreacje, przebrania, inscenizacje, pokazy mody. I co? Skończyło się 8 czerwca 2019 r. Wtedy to Life Ball zakończył swą 26-letnią historię z braku sponsorów i… braku politycznych linków dla imprezy. 

Sposób na zamieszki

Jest też Wiedeń, do którego turysta nie zagląda, bo i nie ma po co. W tych nieatrakcyjnych dzielnicach za dnia nie bywa niebezpiecznie, choć po zmroku jest mniej miło. Odwiedziłam nowe dystrykty (najnowszy wciąż w budowie) uważane za „eksperymentalne”, zlokalizowane po lewej stronie Dunaju. Rzeka, wyjątkowo szeroka w tym miejscu, stanowi swego rodzaju „fosę” odgraniczającą „tych gorszych” od świata, do którego nie mają szans aspirować. Ani też z nim się integrować. Toteż żadne „żółte kamizelki” tu nie zdewastują spokoju. Austriacy nie doświadczą społecznych burd na skalę Paryża, Mediolanu czy Brukseli. Oni wymyślili sposób na spacyfikowanie frustracji i malkontenctwa biedniejszych, emigranckich warstw społecznych, oferując im iluzję komfortu. 

Granice miasta

Są tacy, dla których prawdziwy Wiedeń zamyka się w obrębie Ringu (Ringstraße), czyli bulwaru powstałego za czasów Franciszka Józefa, w miejscu dawnych murów obronnych (5,3 km długości) otaczających wiedeńskie historyczne serce. Jak zbadać wiedeńskie „Herz”? Pieszo. Bo to dystans nie większy niż 20-minutowy spacer do/od Placu św. Szczepana (Stephansplatz). Taki luksus mieszkaniowy jest mało komu finansowo dostępny. Innere Stadt (administracyjna jedynka) zamieszkuje ledwie 16–17 tysięcy ludzi, jako że dominują tu zabytki i drogie (lub sieciowe) sklepy tudzież knajpy i biura. Przyjemnie też zajmować willę w trzynastce (Hietzing), zielonej, ekskluzywnej dzielnicy wśród lasów i ogrodów wokół Pałacu Schönbrunn. No, ale to zarezerwowane dla majętnych. 

Egalitaryzm przy winie

Powodem, żeby wypuścić się poza Ring, może być wizyta w jakiejś renomowanej „heuriger” dla zdegustowania lokalnego wina, zagryzanego czymś prostym, świeżym a smacznym, serwowanym w bezpretensjonalnej atmosferze gospody. Wiedeń to jedyne duże miasto w Europie, w którym produkuje się wino.

To tradycja: w 1784 r. cesarz Józef II dekretem przyzwolił wytwórcom win (i innych specjałów) serwować wyrabiane domowo wino, soki i dania własnej produkcji w lokalach czynnych najczęściej na obrzeżach miast, w tym także poza Wiedniem. Kiedyś w takich gospodach goście, degustując lokalne wina, konsumowali przynoszone z domu jedzenie. Ale w końcu zezwolono producentom win wziąć lokale w dzierżawę i zaproponować własne menu w celu zwiększenia zysków.

Od końca XVIII wieku niewiele się w nich zmieniło. W oberżach tych atmosfera jest przytulna, swojska, sprzyjająca brataniu się – duże, długie stoły, ławy do siedzenia, dania domowe, bez ekstrawagancji ani pretensji do wielkiej kuchni. Chcecie kawał świniaka prosto z pieca? Sałatkę kartoflaną? Śledzia z ciepłym pieczywem? Pycha! W okolicy Wiednia całorocznych „haurigerów” sporo, jednak wczesną jesienią tłok największy. Wydawało by się, że to lokale egalitarne. Bynajmniej. Ciemnych twarzy tu nie zobaczycie. Przypadkowych gości też nie. Stoły trzeba zamawiać z wyprzedzeniem, szczególnie w weekendy, bywalcami zaś są w miarę zasobni mieszczanie, którym marzy się kulinarna podróż w przeszłość.

Gdzie jest nieładnie

Jak większość miast nadrzecznych tak i Wiedeń robi z Dunaju wieloraki użytek. Jednak „piękny modry” jest pod Wiedniem wyjątkowo szeroki (ponad 800 m), co sprawia, że oferta jest wyjątkowa. Mieszczą się tu zarówno marina, ośrodek sportów wodnych, plaże i podesty do opalania oraz nurkowania czy po prostu letnich nadwodnych rekreacji. Śródlądowe jezioro Alte Donau łączy dzielnicę 21. i 22., ale to już nie jest Wiedeń.

Pośrodku rozlewiska leży sztucznie stworzona wyspa Donauinsel, licząca 21 km długości, gdzie w sezonie wiosenno-letnim odbywają się koncerty. Ekskluzywne miejsce do mieszkania, lecz nade wszystko teren wypoczynku, rowerowych rajdów i psich spacerów. Po drugiej stronie rzeki mamy inny świat: wiedeński Manhattan.

Najważniejszy przykład nowoczesnej architektury w Wiedniu: UNO City, jedna z czterech oficjalnych światowych siedzib Organizacji Narodów Zjednoczonych. Kompleks sześciu biurowców o różnej wysokości, z których najwyższy mierzy 120 m i liczy 28 pięter. Wizualny kontrast wobec tradycyjnej zabudowy Wiednia!

Oficjalna inauguracja odbyła się 1 stycznia 1980 r. i zapoczątkowała nową erę Wiednia, który doszlusował do nowoczesności. VIC (lub UNO City) posiada status eksterytorialny. To miejsce pracy dla ok. 5000 osób; ma własną stację metra i niewielki kościół. Ponad 40 lat temu UNO było rewelacją – ale wokół niego wyrosła dzielnica, która nie ma żadnego oryginalnego charakteru. Najwyższy drapacz chmur mierzy 250 m i liczy 60 pięter; dookoła są biurowce i niskie domy mieszkalne. I – co za ciekawostka – zasobni urzędnicy jakoś nie chcą tu mieszkać. 

Wieden_mapa

Wieden_legenda

Drogi czytelniku

Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.11.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność