Szukaj
Konto

"Lalka" z Netflixa wg prof. Zdzisława Krasnodębskiego

"Lalka" z Netflixa wg prof. Zdzisława Krasnodębskiego
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Zdzisław Krasnodębski
Nieszczęśliwie zakochanych mamy w literaturze i w kulturze w ogóle, bez liku, bez miłości, także – a może przede wszystkim – bez miłości nieszczęśliwej, nie byłoby wielu wspaniałych dzieł. Także „Lalka” to powieść o nieszczęśliwej miłości. Stanisław Wokulski jest jedną z najbardziej żałosnych postaci w polskiej literaturze. Jego egzaltacja miłosna jest śmieszna i denerwująca. I wcale nie tylko dlatego jesteśmy mało wyrozumiali dla jego miłosnych uniesień, że w przeciwieństwie do Wertera nie jest młody. Ma lat 46, co w tamtych czasach oznaczało niemal próg starości, a Izabela jest o 20 lat młodsza. No cóż, zdarza się. Przecież autor „Wertera” zakochał się w 19-letniej Ulrike von Levetzow i poprosił ją o rękę w wieku lat 72. Dzięki temu, że go – oczywiście – odtrąciła, mamy „Elegię marienbadzką”.
Co musisz wiedzieć:
  • „Lalka” pokazuje, jak romantyczna idealizacja miłości i kobiety prowadzi Wokulskiego od fascynacji Izabelą do rozczarowania i cynizmu.
  • Autor odczytuje los Wokulskiego jako obraz szerszej przemiany Zachodu.
  • Współczesna ekranizacja „Lalki” ma być przykładem tego cynicznego świata, przedstawiając relacje międzyludzkie jako brutalną walkę interesów.

Przyczyny nieszczęścia w miłości bywają różne. Według Bolesława Prusa główną przyczyną udręki Wokulskiego są bariery i przesądy stanowe (skądinąd wówczas już upadające, o czym świadczy choćby postać baronowej Krzeszowskiej), a także ogólna atmosfera i sytuacja ówczesnej Warszawy, co sprawia, że „Lalka” nie jest tylko dramatem miłosnym, lecz także społecznym – gorzką analizą ówczesnego polskiego społeczeństwa, które Wokulskiego więzi i upokarza, nie pozwala rozwinąć się jego talentom. Warszawa go dusi – w przeciwieństwie do Syberii, Moskwy i Paryża. Wokulski jest przekonany, że w Paryżu nie tylko rozwinąłby swoje talenty naukowe, nie tylko stałby się bogaczem, nie tylko zyskałby prestiż społeczny, ale i miłość każdej kobiety, o którą zechciałby się ubiegać. Izabela powinna więc była nagrodzić niespełnionego geniusza nie tylko małżeństwem, ale miłością i nieskazitelną cnotą.

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

 

Głupie życie

„Lalka” była także w zamierzeniu autora dziełem krytycznym wobec romantyzmu, ma więc znaczenie ogólniejsze, wykraczające poza utyskiwanie na polskie społeczeństwo, na indolencję jego warstw wyższych i wykazywanie, jak rozsądne byłoby handlowanie z Rosją, a jak niedorzeczne są powstania narodowe. Wokulski cierpi nie tylko z powodu dyskryminacyjnych przesądów społecznych. Z nimi sobie ostatecznie poradził. Przecież w zasadzie osiąga swój cel – zaręcza się z Izabelą, tworzy spółkę z ówczesną socjetą, zyskuje uznanie i pozycję towarzyską itd. Ale – jak pokazuje Prus – musi walczyć przede wszystkim z wrogiem wewnętrznym, z wbitą mu do głowy przez romantyzm idealizacją miłości i kobiety. Cały czas irytująco zmaga się ze sobą, oscylując między idealizującym romantyzmem a biologizującym cynizmem, przechodząc z jednej skrajności w drugą. W chwilach rozczarowań uznaje się za głupca:

„Głupie życie!… Po ziemi gonimy marę, którą każdy nosi we własnym sercu, i dopiero gdy stamtąd ucieknie, poznajemy, że to był obłęd…?”.

W Paryżu rzuca tomem poezji Mickiewicza:

„«Zmarnowaliście życie moje… Zatruliście dwa pokolenia!… – szepnął. – Oto skutki waszych sentymentalnych poglądów na miłość». – Złożył książkę i cisnął nią w kąt pokoju, aż rozleciały się kartki. Książka odbiła się od ściany, spadła na umywalnię i ze smutnym szelestem stoczyła się na podłogę”.

 

Tym gorzej dla świata

Ponosi klęskę życiową, bo mimo sygnałów ostrzegawczych nie potrafi uwolnić się od romantycznej obsesji. Załamany z powodu igraszek Izabeli i Starskiego z medalionem dochodzi do wniosku, że: 

„Trzeba było poznawać kobiety nie przez okulary Mickiewiczów, Krasińskich albo Słowackich, ale ze statystyki, która uczy, że każdy biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką; no i jeżeli spotkałoby cię rozczarowanie, to choć przyjemne”.

Rozgoryczony uznaje się za ofiarę:

„Świat niekiedy zyskuje, jeżeli jakiś naiwny prostak wpada w obłęd zwany miłością idealną i za cenę największych niebezpieczeństw zdobywa majątek, aby go złożyć u stóp swego ideału… Ale świat czasem traci, jeżeli ten wariat, odkrywszy mistyfikację, upada złamany, do niczego niezdolny… Świat traci, jedno zabite szczęście, jeden zwichnięty umysł, a może i człowieka, który mógł coś zrobić…”.

Tym gorzej więc dla świata.

 

Wyzwolony z ideału

Komentator i analityk perypetii miłosnych Wokulskiego, mizogin dr Szuman, o którym Rzecki sądzi, iż ma on 

„rozum tego gatunku, że łatwiej mu sto rzeczy wyśmiać i zepsuć, aniżeli jedną zbudować”,

sądzi, że wreszcie zaczyna patrzeć na miłość realistycznie, jako zjawisko naturalne. Ta naturalność została zniszczona w naszej cywilizacji zachodniej.

„Miłość – tłumaczył Szuman Rzeckiemu – jest rzeczą zwyczajną wobec natury, a nawet, jeżeli chcesz, wobec Boga. Ale wasza głupia cywilizacja, oparta na poglądach rzymskich, dawno już zmarłych i pogrzebanych, na interesach papiestwa, na trubadurach, ascetyzmie, kastowości i tym podobnych bredniach, z naturalnego uczucia zrobiła… wiesz co?… Zrobiła nerwową chorobę!… Wasza niby to miłość rycersko-kościelno-romantyczna jest naprawdę obrzydliwym handlem opartym na oszustwie, które bardzo słusznie karze się dożywotnimi galerami, zwanymi małżeństwem”.

Wyzwolony z ideału romantycznej miłości Wokulski dochodzi do pan-cynizmu:

„jeżeli cały świat składa się z bydląt, to nie ma dobrej racji ani szaleć za jednym z nich, ani gniewać się za to, że jest zwierzęciem, nie lepszym i zapewne nie gorszym od innych... Ideały – to malowane żłoby, w których jest malowana trawa, niezdolna nikogo nasycić!… Więc co się poświęcać dla jednych albo uganiać za drugimi?… Po prostu trzeba się wyleczyć, a potem na odmianę jadać polędwicę albo ładne kobiety i popijać to dobrym winem”.

 

Pogoń za naukową mrzonką

Nie ma w „Lalce” zwycięstwa obowiązku nad uczuciem i namiętnością, interesu nad miłością, jak choćby w „Buddenbrookach”, gdzie i Tonia i Tom podporządkowują – daremnie – swoje uczucia interesom rodzinnego przedsiębiorstwa, czy jak w „Cierpieniach młodego Wertera”, gdzie Charlotta, która – jak przekonywająco pokazał w swym eseju o tym dziele Thomas Mann – kochała Wertera, ale odpowiedzialność i przyzwoitość sprawiły, że ani romans, ani małżeństwo z nim nawet przez chwilę nie wchodziły w grę. Nie ma też w „Lalce” przebaczenia.

„Za jeden błąd, zresztą niewinny, poniewierasz pan niegdyś ukochaną kobietę?”

– pyta Wokulskiego pani Wąsowska, którą zaczyna się interesować zaraz po tym, gdy Izabela strasznie go rozczarowała. A przecież na tle wielu postaci kobiecych – licznych szczególnie w literaturze francuskiej, jak np. Manon Lescaut, Emma Bovary, pani de Rênal czy nawet Madame Arnoux, nie mówiąc już o Albertynie Simonet – Izabela ze swym feblikiem do Starskiego, z dziewczęcymi fantazjami erotycznymi, fascynacją włoskim aktorem czy skrzypkiem, uprawiająca flirt jak zabawę towarzyską, jaśnieje cnotą.

Na plus należy jej zapisać, że nie chciała być kupiona, że

„gardziła Wokulskim, serce jej zamierało na samo przypuszczenie, że ten człowiek mógł zapłacić za srebra więcej, niż były warte”.

Gdy Wokulski zachowuje się zgodnie z wzorem romantycznego kochanka, gdy pokazuje swą silną osobowość, wzbudza jej głębsze uczucia. Izabela przeżywa bardzo zerwanie, czuje się winna, bo wbrew autorowi, który ją powołał do życia, nie jest lalką bez sumienia; w końcu wstępuje do klasztoru; jego zaś losy nie do końca są znane – albo popełnia samobójstwo, albo udaje się w pogoń za inną – naukową – mrzonką, którą Prus uważał za racjonalną.

Jak przewidywał dr Szuman: 

„Romantycy muszą wyginąć, to darmo; dzisiejszy świat nie dla nich… Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić”.

Od tego czasu jawność jeszcze się zwiększyła dzięki rozwojowi mediów i technice komunikacji i obserwacji. Nie tylko wiara w „anielskość kobiety” zanikła, wszystkie ideały to „malowane żłoby”. Nasza cywilizacja nie ma, jak się nas przekonuje, być nadal „głupio” oparta na – powtórzmy –

„poglądach rzymskich, dawno już zmarłych i pogrzebanych, na interesach papiestwa, na trubadurach, ascetyzmie, kastowości”

– dokonało się wyzwolenie, każde pożądanie jest naturalne, wszyscy są równi.

 

Równanie w dół

Polska jak zbiorowy Wokulski przeszła z fazy idealizmu (starsi z nas pamiętają jeszcze opozycję demokratyczną, bohaterów podziemia i autorytety moralne) do czasów cynizmu, tak adekwatnie, choć mimowolnie, zobrazowanego w serialu Netflixa, nawiązującego do „Lalki” Prusa nazwiskami bohaterów.

Ten sprawnie nakręcony, przyrządzony według obowiązującej ideologii, produkt pokazuje nie Warszawę lat 1878–1879, nie Warszawę wyobrażoną przez Prusa, lecz współczesną, przebraną w historyczne kostiumy. Odbija się w nim światopogląd i sposób życia współczesnych polskich elit, tych z Pałacyku Sobańskich i tych ze SPATiF-u, nie mniej zależnych w swoim dobrobycie od zagranicznych dobroczyńców i przyjaciół jak Wokulski od Suzina.

Izabela Łęcka jest w nim agresywną, wulgarną harpią, wspierającą towarzyszki skupione w walce o wyzwolenie kobiet wokół przemawiającej jak Wanda Wasilewska Elizy Orzeszkowej, Wokulski okazuje się typem perwersyjnego stalkera, pijusa, karierowicza, Tomasz Łęcki – menelem itd. Kobiety i mężczyźni są w tym serialu siebie godni w swym chamstwie, łajdactwie, wulgaryzmach. Walka interesów jest bezwzględna, a równość ma być cywilizacyjnym i kulturowym równaniem w dół. To, że od czasu do czasu zamożni w ramach czegoś w rodzaju świątecznej pomocy zobowiązani są „pochylić się” nad ludem, a uczucia niemalże miłosne czasami przebijają się przez potok wyzwisk, nie czyni tego wizerunku mniej odpychającym.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.09.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność 39/2026, oprac. Ludwik Pęzioł