Toksyny niszczące polski katolicyzm. Rozmowa z Tomaszem Rowińskim

- Tomasz Rowiński krytykuje liberalizację polskiego katolicyzmu.
- Zdaniem autora po 1989 roku część katolickich elit uznała liberalizm za nieuchronny model cywilizacyjny.
- Rowiński ostrzega, że katolicka apolityczność pozostawia przestrzeń dla politycznych ideologii, które przejmują rolę duchowego i moralnego przewodnictwa.
Jakub Pacan ("Tygodnik Solidarność"): Świat przechodzi przez proces desekularyzacji, mamy globalny powrót do religii. W socjologii religii teza sekularyzacyjna jest podważana od 40 lat. Za to katolicka inteligencja w Polsce i znaczna część hierarchów wciąż z uporem wierzą, że lewica musi wygrać, więc trzeba się z nią układać.
Tomasz Rowiński: Katolicka inteligencja uwierzyła po 1989 roku, że rewolucja liberalna ostatecznie wygrała i jest jakimś rodzajem końca historii. Zapanowało nawet przekonanie wyrosłe wprawdzie nie w łonie katolicyzmu, lecz przez katolicką inteligencję przyjęte, że cywilizacja liberalna jest faktycznie lepszą formą cywilizacji katolickiej. Środowiska te, a za nimi wielu zwykłych katolików, żyją w pomieszaniu myśli, w którym katolickość to tylko dodatek do świeckiego humanitaryzmu. Historycznie inteligencja katolicka zaangażowana w walkę z komunizmem w sojuszu ze środowiskami lewicy laickiej dała się mentalnie skolonizować.
Religia liberalna
– Podajesz przykład Leszka Kołakowskiego. Dlaczego uznałeś, że jego zapomniana już nieco postać zasługuje na osobny rozdział w Twojej książce? On nadal jest aż tak emblematyczny w tym środowisku?
– Kołakowski jest postacią bardzo żywą jako intelektualny wzorzec. Jego dziedzictwo żyje też w kolejnych pokoleniach. Jakiś czas temu Znak wydał biografię intelektualną autora młodszego, Huberta Czyżewskiego: „Kołakowski i poszukiwanie pewności”. Opublikowano też potężny zbiór tekstów Kołakowskiego o religii, który zatytułowano po prostu „Chrześcijaństwo”. Wykład Kołakowskiego na temat chrześcijaństwa jest w jakiś sposób wzorcowym wykładem dla środowisk liberalnego katolicyzmu. Kołakowski dał inteligencji katolickiej wzór buntu wobec instytucji Kościoła w analogii do własnego buntu wobec partii.
– A widzisz już w Polsce proces, w którym sekularyzacja podważająca wiarygodność religii zmusza ją do „samousprawiedliwiania” się?
– To, co jest zauważalne w publicystyce środowisk liberalnego katolicyzmu czy też lewicy katolickiej, to nieustanna próba dopasowania religii do dogmatów liberalnych i takie przepisywanie historii Kościoła, by rzekoma synteza katolickości z tzw. postępem wyglądała na oczywistą. Służą temu różne hasła. Bardzo często Sobór Watykański II przedstawia się jako początek Kościoła liberalnego, w którym niestety wciąż pozostają jakieś tradycjonalistyczne czy konserwatywne złogi. Mamy do czynienia z nieustannymi wysiłkami zmiany nauczania Kościoła pod kreskę ideologii, ale co równie ważne – z próbą mentalnego przeciągnięcia polskich katolików na stronę religii liberalnej. Niestety znaczna część kościelnych elit to ludzie o takiej właśnie formacji – zarówno w Polsce, jak i globalnie.
Chrystianofobia i personalizm
– Czy elity polityczne Polski i te w UE są jeszcze w stanie zrozumieć, czym jest wolność religijna dla chrześcijan, ile kosztuje ich chrystianofobia?
– Prawie na pewno nie. Elity polityczne postrzegają religię jako rezyduum przeszłości, bez wartości i raczej niebezpieczne dla siebie. Czasem tylko użyteczne. Dzisiejsze elity żyją w przekonaniu, że wystarczy „technologia” społeczna, tymczasem w religii wciąż zawarty jest opór przed domykaniem systemu politycznego.
– W książce znalazła się ważna krytyka personalizmu. Piszesz: „Personalizm okazał się wehikułem, na którym rewolucja wjechała do samego serca Kościoła”.
– Personalizm nie wyrósł jako ruch stricte katolicki, ale jako reakcja na nowoczesne zagubienie jednostki. Personaliści na nowo postawili osobę w samym centrum, ale nie dali podstaw filozoficznych do samorozumienia człowieka. Katoliccy personaliści chcieli wziąć tę wyemancypowaną osobę i umieścić ją w centrum katolickiego myślenia i doświadczenia. Tyle tylko że w tym koncepcie pozostała istota rewolucji liberalnej. Człowiek liberalny sam określa, kim jest i jaka metafora opisuje jego życie, katolik uznaje, że istnieje Bóg jako dawca niezmiennej prawdy, ale też reguł dobrego życia. Ponieważ w personalizmie granica pomiędzy katolickością a rewolucją, prawdą a metaforą, zaciera się, dla wielu – mniej czujnych wierzących – prawdziwa religia stała się ostatecznie także metaforą. Dlatego dziś widzimy próby zmiany – „reinterpretacji” – treści nauczania katolickiego, szczególnie moralnego, i oburzenie, że Kościół jednak trzyma się swojego.
– Czy te okoliczności nie oddalają nas od obowiązku, obowiązku – podkreślam – publicznego oddawania czci Bogu, czy w ogóle oddawania czci Bogu?
– Oczywiście, jeśli każdy ma swoją metaforę życia, to każdy też ma swojego boga. W konsekwencji przestaje się widzieć dobro i zło, a jedynie preferencje, które rywalizują o uznanie społeczne i państwowe. Zasadą życia społecznego staje się mniej lub bardziej otwarta przemoc. Ocena takich spraw jak zabijanie nienarodzonych, chorych i sędziwych, strukturalne ubóstwo materialne i kulturowe okazują się jedynie funkcją samorealizacji silnych jednostek. Katolickim obowiązkiem jest stałe przypominanie właściwej miary w zakresie sprawiedliwości społecznej i tego, kto jest jej dawcą.
Wielki nieobecny
– Piszesz, że nie da się już bronić sojuszu liberalizmu z katolicyzmem. Ale skoro tak, to czy Kościół w Polsce, ale i Europie jest jeszcze w stanie być znakiem sprzeciwu?
– Relacje między Kościołem a światem nie są zero-jedynkowe. Nie mamy sytuacji – jak w XIX w. – kiedy Kościół pod wodzą papieży stał się partią kontrrewolucyjną. Dzisiaj świat jest tożsamościowo poszatkowany i znaki protestu często się mienią. Niedawna wizyta Leona XIV we Francji pod wieloma względami była znakiem asertywności Kościoła. Papież w sprawach publicznych jasno zdystansował się wobec pewnych form ideologii państwa francuskiego, skrytykował praktyczne sposoby realizacji zasady świeckości.
– Katolicyzm polityczny to wielki nieobecny dzisiejszych czasów. Jak w książce diagnozujesz jego kryzys?
– W książce napisałem, że katolicy głoszący apolityczność albo są cyniczni, albo nie zdają sobie sprawy z konsekwencji takiego programowego wycofania. Zwykle prowadzi ono do tego, że wierzący wspierają siły już dominujące w systemie politycznej przemocy. W obecnych czasach jest to partia rozkładu niechętna wzmacnianiu polskiego życia narodowego i państwowego. Ideologia katolickiej apolityczności prowadzi chrześcijan ku fałszywemu przekonaniu, że liberalna ideologia stanowi neutralny fundament wszelkiej polityki. Życie nie lubi pustki, ludzie potrzebują duchowego i moralnego przewodnictwa także w polityce. W momencie, kiedy Kościół wycofuje się jako głos nauczający z życia publicznego, to partie polityczne stają się „Kościołami”. Czy nie przypomina to ponownej pogańskiej sakralizacji polityki?
Tomasz Rowiński, „Toksyny. O pięciu złych duchach niszczących życie katolickie”, wyd. Dębogóra, Dębogóra 2026.
Bio:
Tomasz Rowiński (1981), historyk idei, redaktor naczelny pisma „Christianitas”, sekretarz redakcji polskiej edycji portalu Aleteia, współpracownik „Gościa Niedzielnego” i „Tygodnika Solidarność”. Opublikował m.in. „Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej” (2018), „Turbopapiestwo” (2022), a ostatnio „Toksyny. O pięciu złych duchach niszczących życie katolickie” (2026).
[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]






