Szukaj
Konto

Rafał Woś: Sala BHP. Tu wciąż bije serce Solidarności

Rafał Woś
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Rafał Woś
Sala BHP Stoczni Gdańskiej to nie tylko miejsce podpisania Porozumień Sierpniowych, lecz także żywe świadectwo pracowniczego i patriotycznego dziedzictwa Solidarności. Rafał Woś przypomina, dlaczego warto dziś wracać do miejsca, w którym narodził się ruch łączący walkę o wolność obywatelską z obroną godności pracy.

Tych, którzy jeszcze nie byli, zapraszamy do historycznej Sali BHP. To tam, dokładnie w tym miejscu dawnej Stoczni Gdańskiej, urodziła się Solidarność. Tam biło serce strajku z sierpnia 1980 roku. Tam przywódcy strajku negocjowali z krążącymi między Wybrzeżem a Warszawą przedstawicielami rządu PRL. Co ważne, działo się to na oczach strajkującego „stoczniowego ludu”, otaczającego ten niewielki, jednopiętrowy budynek ze wszystkich stron – co nadawało strajkowi jeszcze większą demokratyczną dynamikę. To także tam doszło do podpisania Porozumień Sierpniowych, które dały początek niezależnemu samorządnemu związkowi zawodowemu o nazwie „Solidarność”. I to kilka kroków od Sali BHP znajdowała się słynna – i uwieczniona na tylu zdjęciach oraz nagraniach – brama stoczni, pod którą gromadzili się w czasie trwania strajku ludzie w geście solidarności z Solidarnością.

Dziś stoczniowa topografia wygląda zupełnie inaczej. Faktyczną produkcję dawno już wygasili liberałowie. Po jednej stronie pejzaż zdominowany został przez masywny budynek Europejskiego Centrum Solidarności – wielkiego muzeum, w którym rządzący na Pomorzu (także liberałowie) za wiele milionów publicznych pieniędzy upowszechniają swoją wersję historii „S” – od początku bardzo specyficzną w swej europejskiej poprawności, mdłym kosmopolityzmie i wypraniu z prawdziwej pracowniczo-ludowej tożsamości. Po drugiej stronie rosną kolejne nowe i drogie apartamenty, coraz mocniej wgryzając się w świetnie położone i cenne tereny postoczniowe. Z prawdziwej „S” pozostała tylko brama witająca gości przybywających od strony miasta, widok starych żurawi na horyzoncie oraz właśnie Sala BHP – śmiesznie mała i łatwa do przeoczenia w opisanym powyżej nowym, fajnopolackim i „europejskim” otoczeniu, ale za to prawdziwa na dwa sposoby. Nie tylko zachowująca wiele ze swojego oryginalnego wystroju, lecz także uparcie i wbrew aktualnym modom broniąca ciągłości dziedzictwa Solidarności, łącząc prostą linią bez zygzaków rok 1980 z naszymi czasami. To opowieść o Solidarności, która powstała jako związek zawodowy, będący jednocześnie i pracowniczy, i patriotyczny – co widać w 21 postulatach z sierpnia 1980 roku, w których obok siebie stały zarówno „uwolnienie więźniów politycznych”, „obniżka wieku emerytalnego”, jak i „wolne soboty”.

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

Wizyta w Sali BHP pozwala zrozumieć, że Solidarność cały czas dopasowuje walkę o wolność obywatela i godność pracy do nowych wyzwań: do walki z antypracowniczymi skutkami unijnych polityk klimatycznych czy tępienia działalności związkowej w warunkach realnego kapitalizmu.

Wizyta w Sali BHP pozwala zrozumieć, że Solidarność pozostaje pełnoprawnym dziedzicem tamtego dorobku i cały czas dopasowuje tamtą walkę o wolność obywatela i godność pracy do nowych wyzwań: do walki z antypracowniczymi skutkami unijnych polityk klimatycznych czy tępienia działalności związkowej w warunkach realnego kapitalizmu. Mylą się zaś ci, którzy uważają, że historyczna rola „S” skończyła się wraz z rokiem 1989, a teraz chcą, by pamięć o tamtym ludowym polskim powstaniu uschła w relikwię wśród kadzideł palonych w nieodległym geograficznie, ale służącym przecież zupełnie innej politycznej narracji ECS-ie.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 01.09.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność 35/2026