Szukaj
Konto

Współczesny intelektualista poucza "ciemny lud"

Współczesny intelektualista poucza "ciemny lud"
Źródło: Gemini | Autor: Proj. L. P., wykonanie Gemini | Licencja: Gemini | Osioł przy biurku
Ciemny lud, przede wszystkim PiS-owski, konserwatywny, katolicki, jednym słowem – prawicowy – powinien czerpać garściami z wypowiedzi intelektualistów, którzy tłumaczą mu, jak myśleć, ubierać się, co jeść i jak, na kogo głosować lub przede wszystkim nie głosować, co oglądać i czytać, czego słuchać i kogo. Oni, ci intelektualiści, w odróżnieniu od hołoty to wiedzą, a ich altruizm jest tak głęboki i humanitarny (bynajmniej nie chrześcijański), że swą wiedzą dzielą się z maluczkimi.
Co musisz wiedzieć:
  • Współczesny intelektualista poucza „ciemny lud”, jak ma myśleć i na kogo głosować, gardząc przy tym prawicą.
  • Autor zarzuca mu podwójne standardy.
  • Zdaniem autora intelektualista jest przede wszystkim konformistą szukającym aprobaty swojego środowiska.

Kiedyś mieli od tego tylko media tradycyjne, zaprzyjaźnione gazety i telewizje oraz książki, zarówno wspomnieniowe, jak i tzw. wywiady rzeki. Dziś mają również media społecznościowe, więc głupi lud może czerpać z ich mądrości garściami przez 24 godziny na dobę i siedem dni w tygodniu.

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

 

Wulgaryzm nierówny wulgaryzmowi

Typowy polski intelektualista nie musi mieć określonego wieku, ale musi jedno – musi walczyć z trzema wrogami zaczynającymi się na literę „k”. Musi więc walić, niczym w przysłowiowy bęben, w „kaczym”, Kościół (koniecznie pisany małą literą) i konserwatyzm. Intelektualista nie stroni przy tym od wulgaryzmów, ponieważ wie, że to dopuszczalna norma, gdy walczy się z zamordyzmem. Można więc swych adwersarzy spokojnie „je…ć” i kazać im „wyp…ć”.

Ponadto, gdy grają hymn państwowy, lud ma w tym czasie podrygiwać, palić szlugi, czasami hajlować, co jest wskazane, gdyż to dowód na to, że wyznawcy „kaczyzmu” są „naziolami”, niczym „kibol”, „ćpun”, „bramkarz” i „sutener”, który jest prezydentem „wąskiej, skrajnie prawicowej i nacjonalistycznej grupki” – jak to niedawno powiedział Marcin Bosacki, polityk Koalicji Obywatelskiej i wiceminister spraw zagranicznych.
Jeżeli zaś chodzi o naszą biało-czerwoną flagę, intelektualisty nie oburza jej profanacja, gdyż jest ona elementem artystycznego performance’u, takim samym jak chociażby publiczne niszczenie Biblii przez Adama Darskiego ksywka „Nergal”.
Intelektualiści mają więc w sobie nie tylko akceptację wobec wszelakich przejawów antypolskości i antyklerykalizmu, ale też to coś, co każe im pouczać maluczkich, a przy okazji robić w życiu rzeczy paskudne, obecnie i w przeszłości.

Dodać należy, że wyższą formą intelektualisty jest autorytet moralny. Ten – jak mawia młodzież i wykształcona kadra naszych uniwerków – co to zna sześć lub jeszcze więcej języków obcych – jest o „level” wyżej.

 

Intelektualista pisze listy

Andrzej Seweryn miał się niedawno dziwnie zachowywać podczas odgrywania Mazurka Dąbrowskiego. Aktor zaprzecza temu, co widać na filmiku opublikowanym w internecie. Może i tak jest, że to tzw. fejk, czyli fałszywka, nie wiem. Wiem jednak, że już temu, co kiedyś mówił na innym nagraniu znany aktor, zaprzeczyć nie można. A mówił tak:

„Drogie dziecko, pamiętaj, twoim zadaniem jest im przyp…lić. Jesteś młody, na razie nie rozumiesz, co do ciebie mówię, ale szybko zrozumiesz, jak będziesz miał kilkanaście lat albo wcześniej, zrozumiesz, komu trzeba przyp…ć. I nie zważać na nic!”, „tym wszystkim Trumpom, Kaczyńskim, Orbanom pier…m trzeba przyp…lić”.

Tutaj sprawdza się to, co pisałem o „wulgaryzmach”, które nimi nie są, gdy mowa o prawicowcach, na przykład w zawołaniu matołków: „Je…ć PiS!”. 

Seweryn dodawał, że przy tym nie może być

„żadnych dialogów chrześcijańskich, żadnego tam, wiesz, rozumienia, debaty, porozumienia. Nie, k…a! Przyp…ć. Faszystom trzeba przyp…ć, a nie dyskutować z nimi”.

Mówił to wszystko aktor, który swego czasu korespondował z człowiekiem będącym emanacją totalitaryzmu; człowiekiem odpowiedzialnym za tysiące połamanych życiorysów, za krzywdę ludzi szantażowanych, inwigilowanych, zmuszonych do emigracji, zabitych w czasie strajków i demonstracji, porywanych oraz mordowanych.
Aktor w wazeliniarską epistołę, pisaną 18 lutego 1990 r. i adresowaną do „Wielce Szanownego Pana Premiera” Czesława Kiszczaka, włożył całą swą kindersztubę i nie ma w niej ani jednego wulgaryzmu. No ale wiadomo, generał nie miał nic wspólnego ze zbrodniczą Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą oraz jej „tarczą i mieczem”, czyli Służbą Bezpieczeństwa.

Zresztą okazuje się, że bezpieka nie narobiła „tyle gnoju”, co Jarosław Kaczyński. To nie moje słowa, a muzyka Zbigniewa Hołdysa, który raczył swego czasu stwierdzić:

„Żaden ubek znany mi z imienia i nazwiska nie narobił tyle gnoju w relacjach między Polakami, co ten posraniec”.

To niejedyna inwektywa posłana w kierunku prezesa PiS przez muzyka, bo Kaczyński to ponadto „ponury średniowieczny ch…j”.

 

Podziękowania dla Kiszczaka

Wracając do wspomnianego listu, w pierwszym zdaniu aktor dziękował Kiszczakowi za „niezwykły list”, który od niego otrzymał, a który sprawił Sewerynowi „wiele radości”. Ten jakże bardzo zajęty człowiek znalazł czas, by obejrzeć „Ryszarda III”, a potem jeszcze napisać do Seweryna.

„Cieszy mnie niezmiernie Pańska pozytywna ocena pracy reżysera przedstawienia, kolegów, jak również mojej pracy. Proszę mi wierzyć, że Szekspir jest tak wielkim dramaturgiem i poetą, iż jego postaci, sytuacje dramatyczne, głębia problematyki i wzorowe wręcz konstrukcje dramaturgiczne unoszą po prostu aktora, kierując jego intelekt, emocje i ciało. Tak «uskrzydlonemu» aktorowi łatwiej zagrać Hamleta…”.

Dalej aktor pisał o tym, jak szanuje Kiszczaka:

„Nie kryję również, Szanowny Panie Premierze, że inny aspekt Pana listu napełnił mnie radością i nadzieją. Sposób, w jaki mówi Pan o problemie władzy, Pańskie refleksje na temat samego Ryszarda, tak mi bliskie, są, jak sądzę, jeszcze jednym dowodem na to, jak wiele zmieniło się w naszym kraju. Obserwując to wszystko, co dzieje się w Polsce, i zdając sobie sprawę z grożących nam niebezpieczeństw, pragnę wyrazić mój najgłębszy szacunek dla tych, którzy decydują dziś o losach naszej Ojczyzny”.

Inny aktor, zresztą kolega Seweryna z planu „Ziemi obiecanej” – Daniel Olbrychski – przyznawał w jednym z wywiadów, że w PRL był „ostrym przeciwnikiem tego, co się działo w Polsce”. I takie można odnieść wrażenie, znając jego życiorys. Olbrychski m.in. grał najważniejszą rolę w „Tragedii Romantycznej”, spektaklu finansowanym przez śląsko-zagłębiowską Solidarność; to on czytał apel poległych podczas odsłonięcia Pomnika Poległych Stoczniowców 1970 w Gdańsku. Jednak z drugiej strony aktor z rozbrajającą szczerością palnął we wspomnianym wywiadzie:

„Za czasów komuny napisałem list do generała Jaruzelskiego i reakcja była niemal natychmiastowa”.

Dwóch aktorów pisało więc do dwóch generałów, głównych twórców stanu wojennego, i nie widzą w tym nic zdrożnego.

 

Faszyzm gorszy od komunizmu

Według współczesnego polskiego intelektualisty, karmionego chociażby przez jedynie słuszne telewizje, portale i gazety, na szczególną edukację zasługuje ciemny lud, czyli mieszkańcy małych wsi i miasteczek, którzy notorycznie głosują na Kaczyńskiego. Są to bowiem biedni ludzie, nałogowo psioczący na Unię Europejską, „kierownika” Donalda Tuska, a w niedzielę chodzący do kościoła zamiast np. do kina, a jeszcze lepiej – do galerii sztuki współczesnej lub awangardowego teatru.
Mają się oni edukować, by w ten sposób wyjść z ciemnogrodu i wejść do krainy liberalizmu, elgiebetyzmu, antyklerykalizmu, relatywizmu i postmodernizmu, czyli mówiąc po ludzku – debilizmu.

Właśnie takie życzenie wyraził niedawno wspomniany już Zbigniew Hołdys, który w przededniu rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych oznajmił urbi et orbi, że:

„Mieszkańcy mniejszych miejscowości, zwłaszcza wsi, są zwolennikami PiS, Zondazydenta i jego Zondalandu. Nie wiadomo, czy z braku informacji, czy z pewnej konserwatywnej tradycji”.

Skąd to wiadomo? Ano dlatego, że

„to widać także na poziomie kulturowym. W dużych miastach jest dużo jazzu, muzyki klasycznej, poezji śpiewanej i wszelkiej awangardy (także w sztukach plastycznych) oraz duże koncerty popowe (stadiony) – w miejscowościach mniejszych dominuje muzyka taneczna z gatunku disco polo, Skolim, festyny, nie ma tam galerii i awangardowych teatrów”.

No nie ma, przyznaję, bo wiem, co piszę, gdyż sam jestem ze wsi. Na wsiach nie ma też połączeń autobusowych do okolicznych miast, miasteczek i wsi. No, ale to mniejszy problem niż brak awangardowego teatru i stadionu.

Jeżeli ciemna masa, mająca gdzieś Rafała Trzaskowskiego ksywka „Dupiarz” (sam tak o sobie powiedział pięciominutowy prezydent RP), partię „kierownika” i jej przybudówki, nie przyjmie do wiadomości mądrości intelektualistów, przepoczwarzy się w regularnych faszystów. Przewidział to nieżyjący już bp Tadeusz Pieronek, który powiedział kilka lat temu, że

„w Polsce rodzi się faszyzm i rasizm, cały świat to widzi, a rządzący bagatelizują problem. Smród faszyzmu nas kiedyś podusi”.

Wiadomo, że ci, którzy kroczą co roku 11 listopada w Marszu Niepodległości, to pierwszej wody faszyści/naziści/szowiniści/nacjonaliści. Określeń do wyboru, do koloru i wszystkie pejoratywne, bo według intelektualistów faszyzm jest gorszy od komunizmu, ponieważ ten, choć miał błędy i wypaczenia, nie był taki zły. Wiedzieli już o tym pisarze, poeci oraz dziennikarze produkujący się w czasach PRL o wielkości Stalina, Bieruta, Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego, Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa, KBW, partii i jej członków.

 

Konformista szuka aprobaty

Przemysł pogardy nakręcony wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego był permanentny i wredny. Zarówno za jego prezydentury, jak też – a raczej przede wszystkim – po jego śmierci, kiedy polski intelektualista objawił się pod krzyżem ustawionym przed Pałacem Prezydenckim. Idiotyczne fotki, rechot, sikanie na znicze, popijanie „zimnego Lecha”, czyli regularne chamstwo zagościło na Krakowskim Przedmieściu.

Żaden wcześniejszy prezydent tego nie doświadczył: ani Lech Wałęsa, który w latach 70. współpracował z SB, ani były prominentny członek PZPR Aleksander Kwaśniewski, notorycznie cierpiący na pourazowy zespół przeciążeniowy goleni prawej, który powoduje, że dotknięty nim osobnik wiecznie wygląda na porządnie narąbanego. Dzieje się tak bez względu na czas i miejsce akcji: czy to cmentarz polskich oficerów zamordowanych przez sowieckie NKWD w Charkowie, czy sala wykładowa w Kijowie. Ośmieszania i opluwania doświadczył za to prezydent Andrzej Duda, którego pisarz Jakub Żulczyk zwał „debilem”, ale już nie jego poprzednik. Bronisław Komorowski gadający farmazony o polskim bigosie, tłumaczący Barackowi Obamie, jak postępować z żoną, czy nieokrzesaniec stający na fotelu przewodniczącego japońskiego parlamentu nie doczekał się takiego rechotu jak Andrzej Duda, a po nim prezydent Karol Nawrocki.

 

Strzeżmy się

Z Karola Nawrockiego można rechotać oraz obrzucać go kalumniami, bo to się opłaca, daje internetowe zasięgi i przychylność rządzących. Serdeczny kolega wspomnianego „Dupiarza” – aktor Michał Żebrowski robi to notorycznie. Notorycznie też wspierał w kolejnych wyborach Trzaskowskiego, ale to wsparcie nic nie dawało i permanentnie facet przegrywał. Udało mu się za to w Warszawie, co zresztą nie było trudne, bo stolica to duże miasto, pełne wykształconych osobników, w tym bab głosujących na „Dupiarza” i gdzieś mających jego seksistowską grypserę. Żebrowski tokował kiedyś w czasie kampanii, że pójdzie na wybory, bo chciałby, aby

„polskim prezydentem nie został bramkarz z polskiego kasyna i polskiej agencji towarzyskiej, tylko polski nauczyciel, polski wykładowca akademicki z ponad trzydziestoletnim stażem, mówiący sześcioma językami obcymi, znany w Polsce, Unii Europejskiej, w świecie, a nie wyłącznie w trójmiejskim półświatku”.

Chciałoby się wejść w rolę Żebrowskiego i krzyknąć:

„Mając takiego kandydata, ponad 10 milionów frajerów oddało głos na «bramkarza», gdzie ci ludzie mieli oczy?!”.

No, ale to tak jest, kiedy mamy do czynienia z „kretynami”. To nie moje słowa, tylko innego aktora. Łukasz Płoszajski wali w Nawrockiego i jego wyborców, zwąc go kretynem, którego wybrali inni tacy sami kretyni. Ten greps często powtarza się we wpisach intelektualistów lub podczas wywiadów z nimi.

Przed takimi jak oni ostrzegał Paul Johnson w swym dziele zatytułowanym „Intelektualiści”: „Nie traktujcie poważnie ich opinii na temat przywódców politycznych i ważnych wydarzeń” i dodawał:

„Intelektualiści bowiem, dalecy od stania się wielkimi indywidualistami lub nonkonformistami, stosują się do pewnych utartych wzorów postępowania. Traktowani jako grupa często są skrajnymi konformistami, poruszającymi się w obrębie nakreślonego przez tych, których aprobaty szukają i cenią”.

Strzeżmy się intelektualistów, bo wiedzą, co czynią.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 08.09.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 36/2026, oprac. Ludwik Pęzioł