Orwell dzieciom. Recenzja nowego "Folwarku Zwierzęcego"

- Nowa animacja „Folwarku zwierzęcego” odchodzi od oryginału Orwella.
- Film zastępuje konkretną alegorię stalinizmu bardziej uniwersalną opowieścią.
- Mimo infantylizacji i politycznych uproszczeń ekranizacja może być dobrym wprowadzeniem młodych widzów do świata Orwella.
Wszystkie duże animacje na podstawie „Folwarku” kończą się lepiej niż książka. Pierwsza ekranizacja z 1954 roku (reż. John Halas i Joy Batchelor) jest jej bliska klimatem, lecz kończy się drugą rewolucją. Twórcy wpisali się w logikę rozkręcającej się dookoła zimnej wojny. Niebezinteresownie. Ich prace po cichu wspierała CIA, widząc tu szansę na wykreowanie odpowiedniego przekazu propagandowego. To najbardziej mroczna i surowa ekranizacja, a przy tym, inaczej niż później, antykomunizm jest tu postawiony w samym centrum przekazu. Tu nikt nie bawi się w uniwersalną krytykę władzy, można by więc uznać, że w jakimś stopniu jest to teza, której film Serkisa stał się antytezą.
Po drodze mamy jeszcze bliższą współczesności produkcję Johna Stephensona z 1999 roku z udziałem ludzi i prawdziwych zwierząt. Tu też zmieniono zakończenie, które bliskie jest porównywanej czasem z dziełem Orwella książce „Bunt” Władysława Reymonta. Reżim upada, a gospodarstwo wraca w ręce ludzi, tym razem na szczęście trochę lepszych.
Drogi czytelniku
Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.





