Szukaj
Konto

Sławomir Jastrzębowski: Obrona Rutkowskiego

Sławomir Jastrzębowski: Obrona Rutkowskiego
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Sławomir Jastrzębowski
W poczuciu odpowiedzialności przed historią oraz wykonując zaiste karkołomne zadanie sofistyczne, podejmuję się tu, przed Państwem, świadomy praw i obowiązków, ale przede wszystkim ryzyka, obrony detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Mniej może jako osoby, ale jako zjawiska i fenomenu bronić go poniekąd zamierzam. Zadanie wydaje mi się kompletnie bezsensowne, ponieważ on tej obrony całkiem, ale to całkiem nie potrzebuje. Nic a nic. Bardzo to przykre, ale świetnie sam sobie radzi niestety, opinię publiczną wodząc za nos.
Co musisz wiedzieć:
  • Krzysztof Rutkowski świadomie wykorzystuje wizerunek kontrowersyjnego celebryty, by przyciągać uwagę mediów i zarabiać na popularności.
  • Angażując się w sprawę Michała Kołodziejczaka, odwrócił uwagę opinii publicznej od poważnych zarzutów ciążących na byłym wiceministrze.
  • Wyśmiewając Rutkowskiego, nie dostrzegamy, że jego medialny spektakl działa, zapewniając mu rozgłos i pieniądze.

O! Znowu wyskoczył! Znowu wyskoczył z okienka telewizora, komputera czy telefonu. Ten Rutkowski, znowu wyskoczył! No, ludzie! Przecież nie chcemy go oglądać, przecież mamy dość, jego i tej jego tandety, tego jego „lansiarstwa”, to jest takie płytkie i niepoważne. No, ludzie…

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

 

Ale chwilkę, chwileczkę, zerknę tylko, jaką ma teraz fryzurę. To chyba peruka, a może przeszczep? Weź jeszcze pokaż. Żadnego siwego włosa? Może farbuje? A w ogóle to przecież miał inną fryzurę, taką kwadratową. Wszyscy się z niej śmiali, ale rzeczywiście niezwykła ta fryzura. Jak on ją robił? A co mnie to obchodzi? Eee, dajcie mi z tym lansiarzem już spokój. Jaki to detektyw? Ma w ogóle licencję? Nie ma. A nie, już ma licencję, ale nie miał, ale już ma. Oddali mu, czy tam zdobył od nowa. W mediach pokazali, że ma? A, pokazali. A to weź pokaż. A rzeczywiście ma, ale miał, ale ma. Dobra, co mnie to obchodzi, dajcie mi z nim spokój, nie mam zamiaru na niego patrzeć. Ty, ale te ząbki to ma ładne. W Turcji robił? Chyba w Turcji. Implanty? No, przecież by sobie sztucznej szczęki nie zakładał. Za dużo ma pieniędzy. Lanser. Celebryta.

A weź go, co mnie on obchodzi? A ile ma tych pieniędzy? Ty, że go stać na takie samochody, a widziałeś, czym on jeździ? No czym? Weź pokaż, pokaż. O kurczę, no to to musi kosztować miliony. Synkowi kupił „bumkę”, jak chłopak był dopiero u komunii? W głowie mu się przewraca, im wszystkim w ogóle, celebryci. Kto im płaci i za co. Lansiarz. I jeszcze ta jego żona. A co mnie obchodzi jego żona? Weź daj mi z nią spokój. Ale, że co? Że fajna? Weź pokaż. No niezła, dużo młodsza od niego, ale też lansik, lansik i jeszcze te kosmetyki i nie tylko kosmetyki reklamuje bezwstydnie w internecie. Weź. Ale czekaj, jaki krem pokazuje? A, ten, moja znajoma mówiła, że dobry. Może by kupić? Dobra kupię, zobaczymy…

Kończąc ten wątek: my wszyscy jesteśmy od Rutkowskiego lepsi, mądrzejsi i w ogóle.

 

Czy aby na pewno?

Ku zdziwieniu, a także częściowo rozbawieniu, Krzysztof Rutkowski wyskoczył nam ostatnio z okienka w dość nietypowej roli jako adwokat Michała Kołodziejczaka. Były szef części zbuntowanych rolników znalazł się w gigantycznych opałach z powodu narkotyków, przemocy i wykorzystywania seksualnego. Czy jest winny? O winie zdecyduje sąd, ale sam Kołodziejczak pomógł zdecydować opinii publicznej o tym, co ma o nim myśleć. Pytany przez dziennikarzy, czy zażywał narkotyki, czy udostępniał podwładnej narkotyki, czy podał narkotyki nieświadomej tego kobiecie w czasie wymuszonego aktu seksualnego, miał dwie możliwości.

Po pierwsze – mógł odpowiedzieć na pytanie w czasie rzeczywistym, natychmiast, kiedy był pytany. Ale uciekł. Po drugie pierwsze – mógł odpowiedzieć na zarzuty, kiedy zostały sprecyzowane nagraną i wyemitowaną z nim rozmową. Mógł zaprzeczyć, zaprzeczyć częściowo, mówić na przykład o manipulacji albo potwierdzić częściowo, potwierdzić całkowicie, uderzyć się w pierś, wziąć odpowiedzialność czy częściową odpowiedzialność. Po drugie – mógł uciec. Wybrał drugie, uciekł, a to bez wątpienia działa na jego niekorzyść.

Postanowił jednak – tu nie musimy się oszukiwać – w akcie ostatecznej desperacji skorzystać z usług Krzysztofa Rutkowskiego. No, ale Rutkowski jest detektywem, który co do zasady śledzi przestępców i przestępstwa, a w tym przypadku raczej wchodzi w rolę adwokata, więc o co chodzi?

 

Nie ma Kołodziejczaka

Już tłumaczę. Chodzi o dwie sprawy. Michałowi Kołodziejczakowi chodzi o odwrócenie uwagi i kupienie sobie czasu. Nikt nie jest w stanie lepiej odwrócić uwagi od kryminalnych, narkotykowych problemów byłego wiceministra rolnictwa w rządzie Donalda Tuska niż Krzysztof Rutkowski. I on to zrobił. Na co może być potrzebny czas Kołodziejczakowi? Na uspokojenie mediów, które zaraz mogą zająć się innymi sprawami, na oszacowanie strat i ewentualnych konsekwencji, a być może także na mediacje z pokrzywdzonymi, świadkami, żeby minimalizować rozmiary katastrofy.
To się już częściowo udało. Udało się odwrócić uwagę od najważniejszych problemów dzięki spektaklowi w kilku odsłonach, który Rutkowski starannie wyreżyserował. Że spektakl był żałosny? Być może, ale go oglądaliście, a o to właśnie chodziło.

Oglądali Państwo zapewne, jak Krzysztof Rutkowski z Michałem Kołodziejczakiem podjeżdżają pod siedzibę łódzkiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, żeby złożyć zawiadomienie. Czy to Rutkowski informował media, kiedy i gdzie będzie? Może. Czy dziennikarze śmiali się z tego? Może. Dlaczego więc przyjechali i filmowali? Bo dzięki Rutkowskiemu i jego spektaklowi z opancerzonymi samochodami, fryzurą z Bollywood, złotem na klatce piersiowej ich stacje mają zagwarantowaną wysoką oglądalność. A oglądalność to reklamy, a reklamy to pieniądze. Pieniądze…

Rutkowski wie doskonale, że dla dużej części opinii publicznej jego błyszczące, nachalne celebryctwo jest nieakceptowalne i śmieszne. Wie, że jest wdzięcznym obiektem memów, prześmiewczych filmików i szyderstw. No i? No i efekt jest taki, że wchodzi do Sejmu ze swoimi ludźmi, powtórzę – do Sejmu ze swoimi ludźmi – w którym Michał Kołodziejczak ma mieć konferencję, tyle że nie ma Kołodziejczaka, ale są kamery, są dziennikarze i jest detektyw Rutkowski, który informuje o sprawie powściągliwie, ale przy okazji apeluje do ewentualnego dilera, który miałby sprzedawać Kołodziejczakowi narkotyki o kontakt, a on zapewnia anonimowość. A teraz najważniejsze: Rutkowski podaje na żywo prosty numer telefonu do swojego biura i powtarza ten numer na żywo przy wielomilionowej oglądalności. Czy wszystko jest już jasne?

Kończąc, kiedy z wyższością śmiejecie się z Rutkowskiego, to powinniście mieć świadomość, że on na tym poważnie zarabia. W taką gra grę. Zna zasady.

[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 20.10.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność 42/2026, oprac. Ludwik Pęzioł