Ludzie za burtą, czyli krajobraz po PGR-ach

- Likwidacja PGR-ów pozostawiła tysiące ludzi bez pracy i perspektyw, skazując ich na biedę, długi i społeczne wykluczenie.
- Państwo ograniczało pomoc i środki na aktywizację zawodową, przez co byli pracownicy PGR-ów nie mieli realnych szans na powrót do pracy.
- Transformacja ustrojowa miała swoją zapomnianą ofiarę – ludzi, których państwo pozbawiło dotychczasowego życia, a potem zostawiło samym sobie.
W ciągu roku na walkę z bezrobociem wydajemy ponad 5 mld złotych, czyli ponad miliard dolarów. Trzy czwarte tej sumy idzie na zasiłki i zapomogi. Inaczej mówiąc, jest po prostu przejadana.
– Żeby tylko robota była – rozkłada sękate dłonie Jan Pietruszkiewicz – to ja bym dniem i nocą robił. Siłę mam, zdrowie mam. A tak co – wegetacja.
Janina i Jan Pietruszkiewiczowie mają trójkę dzieci w wieku szkolnym: Justynę, Renatę i najmłodszego Wojtka. Przez ostatnie trzy miesiące cała rodzina żyła za 200 zł miesięcznie: 90 zł z pomocy społecznej i 110 zł z zasiłku rodzinnego. Za samo światło płacą 80–90 zł, a jeszcze opłata za wodę, podatek gruntowy raz na kwartał.
– Latem brałam dzieci – wspomina Janina Pietruszkiewicz – i jechaliśmy do lasu. Przez dzień zebrało się wiadro jagód, kosz grzybów. 20 złotych dziennie można było zarobić. Ale co te dzieci winne – ociera oczy – że męża po 18 latach pracy w PGR tak jakby wyrzucili na śmietnik?
Drogi czytelniku
Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.




