Szukaj
Konto

Karnkowski: Warszawa jest inna

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski
Źródło: Platforma Obywatelska Flickr.com | Autor: Platforma Obywatelska | Licencja: Domena Publiczna | Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski
24 maja w referendum mieszkańcom Krakowa udało się odwołać prezydenta Aleksandra Miszalskiego. To bardzo duży sukces dla polskiej demokracji bezpośredniej, tym cenniejszy, że odniesiony w chwili, gdy nasza demokracja znalazła się w największym od 1989 roku kryzysie. To, co stało się w Krakowie, rozpaliło emocje również w innych miastach. W wielu z nich zaczęto rozmawiać o lokalnych inicjatywach mających na celu odwołanie miejscowych prezydentów. Jak dotąd sprawy najdalej zaszły w Warszawie, jednak nawet pierwszego celu nie udało się osiągnąć. W stolicy referendum nie będzie.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor artykułu przedstawia przyczyny nieudanego referendum w Warszawie oraz pokazuje różnice między stolicą a Krakowem, gdzie w referendum udało się odwołać prezydenta miasta
  • Po udanej akcji referendalnej w Krakowie w Polsce nastała wręcz moda na podobne akcje mające odwołać prezydentów dużych miast
  • W Warszawie zabrakło podobnego do krakowskiego zaplecza medialnego

Dlaczego w Warszawie niemożliwe okazało się to, co udało się w dawnej stolicy? Odpowiedzi na to pytanie jest kilka i chyba wszystkie są prawdziwe. Nie mamy do czynienia z niemożliwą do rozwiązania zagadką. Ot, inne nastroje społeczne, inne zaangażowanie po stronie zmiany. Gdy Kraków stał się na pewien czas miastem buntu, Warszawy nie ruszyła nawet poważna przecież afera związana ze Szpitalem Południowym. Jednak nawet gdyby nastroje w mieście były inne, pozostaje jeszcze druga sprawa – potrzeba kogoś, kto będzie umiał wznieść się na ich fali. Kogoś, kto będzie naturalnym pretendentem, mniej lub bardziej oczywistym następcą lub przynajmniej sensowną alternatywa dla tego, co było.

Nie oszukujmy się – Warszawiacy takiej oferty nie dostali. Była determinacja wolontariuszy, był osamotniony organizator. Nie było pospolitego ruszenia, nie było też budującego je i towarzyszącego mu medialnego zrywu. Nie było wreszcie Łukasza Gibały.

Drogi czytelniku

Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 13.10.2026 06:00