Gra wideo. Film. Recenzja nowego Resident Evil

- Kolejne ekranizacje „Resident Evil” zawodziły, bo albo zbyt luźno, albo zbyt wiernie przenosiły gry na ekran.
- Zach Cregger stawia na własną historię, wykorzystując przede wszystkim mechanikę i strukturę gier survival horror.
- Film jest sprawnie zrealizowany i trzyma w napięciu, ale nadmiar humoru osłabia grozę i poważniejszy wątek lęku przed ojcostwem.
Padlinożercy przyszli szybko, ledwie po kilku latach. „Witajcie w Raccoon City” z założenia miał być remedium na ułańską fantazję Andersona i czymś na kształt przeprosin dla całej społeczności za zszarganą reputację oryginału. Reżyser Johannes Roberts poszedł po linii najmniejszego oporu: skleił fabułę dwóch pierwszych części gry, zebrał jej głównych bohaterów i włączył kamerę. Niestety, postawa Dedala przyniosła efekt Ikara: przywiązanie do materiału źródłowego z oczywistej zalety stało się oczywistą wadą.
Drogi czytelniku
Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.




