Szukaj
Konto

Gra wideo. Film. Recenzja nowego Resident Evil

Gra wideo. Film. Recenzja nowego Resident Evil
Źródło: Resident Evil | Autor: Screenshot z Resident Evil | Licencja: Resident Evil | Krzyczący mężczyzna
Seria gier „Resident Evil” nie miała szczęścia do ekranizacji. Pierwsze podejście (z 2002 roku, autorstwa Paula W.S. Andersona) może i miało szlachetne intencje, ale wybrukowało nimi piekło pięciu sequeli, które materiał źródłowy traktowały jak znalezione na strychu graty z wyprzedaży garażowej. Powstały tym sposobem fabularny miszmasz uporządkować mogła jedynie bomba atomowa, czyli „Ostatni rozdział” – podpisany również przez Andersona produkt filmopodobny, który pogrzebał „Residenta” pod radioaktywnym pyłem wstydu i zniesławienia.
Co musisz wiedzieć:
  • Kolejne ekranizacje „Resident Evil” zawodziły, bo albo zbyt luźno, albo zbyt wiernie przenosiły gry na ekran.
  • Zach Cregger stawia na własną historię, wykorzystując przede wszystkim mechanikę i strukturę gier survival horror.
  • Film jest sprawnie zrealizowany i trzyma w napięciu, ale nadmiar humoru osłabia grozę i poważniejszy wątek lęku przed ojcostwem.

Padlinożercy przyszli szybko, ledwie po kilku latach. „Witajcie w Raccoon City” z założenia miał być remedium na ułańską fantazję Andersona i czymś na kształt przeprosin dla całej społeczności za zszarganą reputację oryginału. Reżyser Johannes Roberts poszedł po linii najmniejszego oporu: skleił fabułę dwóch pierwszych części gry, zebrał jej głównych bohaterów i włączył kamerę. Niestety, postawa Dedala przyniosła efekt Ikara: przywiązanie do materiału źródłowego z oczywistej zalety stało się oczywistą wadą. 

Drogi czytelniku

Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 06.10.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność 40/2026, oprac. Ludwik Pęzioł