Dzieciofobia gorsza od faszyzmu

Dzieci to najbardziej dyskryminowana mniejszość w systemie liberalnym. Podobnie jak w dawnych Stanach Zjednoczonych normą były lokale, do których wstępu nie mieli kolorowi, bo przecież nie po to porządny, biały Jankes płacił za whisky w barze, żeby musieć gapić się na „czarne, głośne małpy”, tak dziś amator nitro cold brew z rzemieślniczym mlekiem z nerkowców i nutą dymu z palo santo nie po to płaci za nie 40 złotych, żeby słuchać rozwydrzonych „kaszojadów”.
Ale to oczywiście tylko czubek góry lodowej. Dzieciofobia, poza wykluczaniem dzieci z miejsc publicznych – już nie tyle ze względu na ich bezpieczeństwo czy prawidłowy rozwój, ile właśnie w imię świętego komfortu klienteli – rozprzestrzenia się właściwie na każdą sferę życia społecznego. A końcowym efektem tego procesu jest masowa eksterminacja najmłodszych.
Drogi czytelniku
Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.
