Droga na manowce?

- - Najsłynniejsza trasa pielgrzymkowa chrześcijaństwa, słynne Camino de Santiago, coraz bardziej przypomina bieg z przeszkodami duchowymi. Czy nadal może owocować religijnie? - zastanawia się w swoim tekście Patryk Stanik.
- Autor artykułu kreśli historię pielgrzymowania do relikwii świętego Jakuba i analizuje, w jaki sposób przez lata zmieniał się charakter duchowego podróżowania do hiszpańskiego sanktuarium.
Krótka historia Camino de Santiago
Pielgrzymi wędrują do relikwii świętego Jakuba – jednego z Dwunastu Apostołów – już od ponad tysiąca lat. W IX wieku na pielgrzymkę do Santiago de Compostela wybrał się sam Karol Wielki, jeden z najważniejszych twórców europejskiego christianitas. Według jednej z legend to jemu miał ukazać się św. Jakub i wskazać Santiago de Compostela jako miejsce, gdzie spoczęło jego ciało. Symbole pielgrzymek znalazły się później na monetach wykuwanych za panowania Karola.
W XII wieku aktem papieskim Santiago de Compostela stało się trzecim, po Rzymie i Jerozolimie, świętym miejscem chrześcijaństwa. Za sprawą Dantego pielgrzymi do grobu św. Jakuba zyskali też swoją nazwę – peregrini, tak jak mieli ją ci pielgrzymujący do Rzymu (romei) i Jerozolimy (palmieri). Według autora „Boskiej Komedii” tylko ci pierwsi mieli prawo nosić godność „pielgrzymów”.
Drogi czytelniku
Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.




