Dałem szansę TVP Info. Oto, co zobaczyłem

- TVP Info konsekwentnie buduje podział na „obóz naprawy” i „obóz zagrożenia”.
- Nawet programy fact-checkingowe i materiały realizowane w ramach misji publicznej są obciążone selektywnym doborem tematów.
- Największym problemem TVP Info jest przewidywalność, brak wyrazistych osobowości i zwyczajna nuda.
By przekrojowo przyjrzeć się publicystyce TVP Info, nie musimy wyważać otwartych drzwi. W kwietniu 2026 roku ukazał się bowiem raport Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji obejmujący monitoring audycji publicystycznych. Jego treść specjalnie nie zaskakuje.
„Niestety monitoring wykazał, że w badanym okresie analizowane programy nie spełniały standardów oczekiwanych od mediów publicznych. Publicystyka TVP w likwidacji systemowo faworyzowała narrację obozu rządzącego, naruszając standardy bezstronności i równowagi. Dominującą praktyką było prowadzenie audycji w taki sposób, by udowodnić przyjęte tezy, selektywny dobór gości i tematów, sprzyjanie jednej stronie debaty, marginalizowanie lub deprecjonowanie opozycji, szczególnie Prawa i Sprawiedliwości”
– pisali autorzy.
Według raportu najbardziej rażąco propagandowe były audycje „Bez trybu” Justyny Dobrosz-Oracz oraz „Niebezpieczne związki” Doroty Wysockiej-Schnepf i Grzegorza Nawrockiego. Nieco lepiej wypadały formaty oparte na dyskusji przedstawicieli różnych partii w studiu, jak „Bez retuszu”, ale i tam prowadzący wyraźnie stawał po jednej stronie sporu.
Zagrożenie
Najciekawszy fragment raportu pojawia się jednak tam, gdzie KRRiT opisuje zasadniczą strategię propagandową TVP Info:
„Przebadane programy nie omawiały głównych problemów politycznych i społecznych, ale same wpływały na spolaryzowanie dyskusji politycznej, utrwalając podział na wydumany „obóz naprawy” i hipotetyczny „obóz zagrożenia”".
I rzeczywiście – istnienie „obozu zagrożenia” jest tu sygnalizowane na każdym możliwym poziomie: począwszy od oprawy estetycznej programów, z alarmistyczną czerwienią i niepokojącym tłem muzycznym, aż po nachalne łączenie kolejnych wątków z Rosją, mafią, faszyzacją, autorytaryzmem, inwigilacją itd. Z treści programów wyłania się obraz, w którym „obóz zagrożenia” tworzony przez polską prawicę (uzupełniony przez trumpowską Amerykę oraz znienawidzone media z Telewizją Republika i Kanałem Zero na czele) wciąż jest potężną siłą. Ba, tworzy niemal „alternatywne państwo” – wpływowy układ sterujący sporą częścią życia publicznego.
Z kolei „obóz naprawy” znajduje się w pozycji wyjątkowo wygodnej. Od tak przedstawionej grupy właściwie nie oczekuje się skutecznego rządzenia. Wystarczy rozliczać, tropić i niwelować szkody wyrządzone przez poprzednią ekipę. W ten sposób poprzeczka dla władzy zostaje ustawiona niezwykle nisko. A trudno „zawalić” egzamin, w którym niczego się od nas nie wymaga.
Jazda bez trzymanki
Seans wspomnianych programów potwierdza ocenę zawartą w raporcie. „Niebezpieczne związki” to jazda bez trzymanki, w której nie ma już nawet specjalnych prób pozorowania rzetelności. Na wejściu każdego programu dostajemy bez znieczulenia taką dawkę nieskrywanych złych intencji, że wytrwanie do końca wymaga pewnego zaprawienia. Nieco zabawniejsze (choć zapewne niezamierzenie) jest „dzieło” Dobrosz-Oracz. Tutaj sprytne nożyce montażysty potrafią z każdego nielubianego przez prowadzącą polityka zrobić idiotę, a przynajmniej taki jest zamysł. Wystarczy odpowiednio dobrać fragment wypowiedzi, minę, pauzę i reakcję, a widz otrzymuje gotowy obraz człowieka, którego należy wyśmiać, zanim jeszcze zdąży się zastanowić, co właściwie powiedział.
Te dwie audycje rzeczywiście wiodą prym. Ogląda się je przede wszystkim po to, żeby się naładować emocjami. „Niebezpieczne związki” i „Bez trybu” robią to metodą młota pneumatycznego. „Bez retuszu” próbuje być nieco sprytniejsze. Prowadząca zdaje się rozumieć, że aby wywołać emocje u widza, nie trzeba koniecznie samemu ich ostentacyjnie okazywać.
Uwikłanie
Do propagandowego nacechowania programów politycznych wszyscy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Nie musi ono jednak oznaczać, że na tym kończy się różnorodność oferty. I tutaj pojawiła się pewna nadzieja. W końcu walka z niebezpieczną dla obywateli dezinformacją czy szkodliwymi zjawiskami społecznymi jak najbardziej mieści się w misji mediów publicznych. Można więc było oczekiwać, że przynajmniej tam polityczna pałka zostanie odłożona na bok.
Nic z tego. Na antenie pojawiają się aż dwa programy fact-checkingowe: „Wykrywacz kłamstw” i „Sprawdzamy”. Niestety oba uległy pokusie służenia partii – pierwszy nawet specjalnie się z tym nie kryje, drugi robi to nieco bardziej dyskretnie.
W „Wykrywaczu kłamstw” przedstawia się niemal wyłącznie manipulacje lub tendencyjne narracje opozycji. Co ciekawe, problemem nie jest tu zazwyczaj sam proces weryfikowania informacji, bo w wielu przypadkach prostowane są rzeczywiste nieprawdy. Manipulacja zaczyna się wcześniej – na etapie wyboru tego, co w ogóle zasługuje na sprawdzenie. W efekcie widz otrzymuje dość prosty komunikat: kłamstwo ma swoje polityczne barwy i najwyraźniej wyjątkowo dobrze czuje się ono po stronie opozycji.
W „Sprawdzamy” zastosowano metodę nieco bardziej wyrafinowaną. Sprytnie przemieszano treści rzeczywiście dezinformacyjne, często bardzo „bliskie życia” widzów (deepfejki, fałszywe reklamy i różnego rodzaju internetowe oszustwa) z tematami politycznymi. Dzięki temu całość nie wygląda jak partyjna broszurka. Problem pojawia się wtedy, gdy dochodzimy do polityki: fejki i błędne informacje znów pochodzą właściwie wyłącznie od „obozu zagrożenia”. Proporcje są jednak znacznie mniej nachalne. Na cztery czy pięć prostowanych informacji tylko jedna pochodzi od politycznych przeciwników obecnej władzy. Dzięki temu program „da się oglądać”, a w przypadku TVP Info jest to już całkiem sporo.
Misja i pałka
Równie sprytnie propagandę przemyca „Raport specjalny” Bianki Mikołajewskiej. To format, który krąży wokół tematów rzeczywiście stanowiących zagrożenie dla polskiej racji stanu czy bezpieczeństwa obywateli. Trudno więc mieć pretensje do samego pomysłu. Problem zaczyna się wtedy, gdy „misja publiczna” po raz kolejny okazuje się przede wszystkim pałką do okładania politycznych przeciwników.
Dobrym przykładem jest jeden z ostatnich odcinków poświęcony „alternatywnym terapiom” i szeroko pojętej szarlatanerii i pseudomedycynie. Temat niewątpliwie potrzebny, tyle że moment jego realizacji (tj. weto prezydenckie wobec tzw. lex szarlatan) sprawia, że rzekomo misyjny materiał niemal automatycznie uderza w prezydenta.
Co gorsza, problem nie kończy się na samym politycznym kontekście. Treść programu, mimo ciekawej realizacji i niewątpliwego dopracowania, również potrafi wprowadzać w błąd. Pod wpływem materiału można bowiem odnieść wrażenie, że głównym siedliskiem problemu promocji szkodliwych pseudoterapii są środowiska, wspólnoty i media katolickie. Tymczasem dla każdego, kto choć trochę interesował się tym tematem, powinno być jasne, że szarlataneria na znacznie większą skalę występuje w środowiskach ezoterycznych i New Age, często zresztą zdecydowanie nieprzychylnych katolicyzmowi.
Telewizja dla „lepszych”
Gdyby porównać TVP Info do mediów tożsamościowych z drugiej strony barykady, trudno nie odnieść wrażenia, że jest ona od nich znacznie mniej egalitarna. Kolejne programy publicystyczne systematycznie budują w widzu poczucie wyższości nad polskim ludem poprzez pokpiwanie z „przestarzałej” formy patriotyzmu i przywiązania do tradycji.
Przodują w tym „Kwiatki polskie” – „yntyligencka” ironia w relaksującej atmosferze. Nie jest to jednak stara, dobra satyra, która potrafi śmiać się ze wszystkich. To raczej ledwo skrywana bufonada, okraszona wylewającym się z ekranu samozachwytem prowadzących. Widz ma się nie tyle śmiać, ile zrozumieć, że należy do tej części społeczeństwa, która już wie, z czego wypada się śmiać.
W kwestii egalitaryzmu warto również zwrócić uwagę na niewielki kawałek medialnego tortu, który otrzymali zblatowani z liberałami progresywni lewicowcy, często zapraszani do programów, a czasem wręcz je prowadzący, jak Dominika Sitnicka z OKO.press czy współpracownik „Krytyki Politycznej” Przemysław Witkowski. Oni również doskonale zdają się jednak rozumieć swoje miejsce w szeregu. Dobrym przykładem jest Sławomir Sierakowski jako „mózgowiec” zapraszany do ratowania rządu w sytuacjach beznadziejnych. Przy okazji afery w Szpitalu Południowym skoncentrował siłę swojego uderzenia na lekarzu sygnaliście, co trudno uznać za szczególnie lewicowe podejście.
Jak bardzo zły?
Wracając więc do pytania postawionego na początku: TVP Info nie jest porywająca. Jest do bólu przewidywalna. I właśnie ta przewidywalność, w połączeniu z brakiem umiejętności wciągnięcia widza oraz brakiem prawdziwych osobowości w ramówce, wydaje mi się największym problemem stacji. Twarze TVP Info są, mimo wszystko, kilka poziomów niżej niż te, które możemy zobaczyć w innych mediach lewicowo-liberalnych. Cokolwiek by bowiem mówić o gwiazdach dziennikarstwa TVN-u, są one jakieś. Mają własny styl, temperament, charakter. Można ich nie znosić, ale trudno pomylić je z kimś innym. Tutaj mamy po prostu funkcjonariuszy. Nie ma gwiazd. Nie ma ludzi, których chciałoby się oglądać nawet wtedy, gdy człowiek doskonale wie, że za chwilę usłyszy coś, z czym się nie zgadza.
I właśnie tutaj, moim zdaniem, należy szukać przyczyn słabej oglądalności TVP Info. Nie w samym nacechowaniu politycznym. Widzowie są w stanie wybaczyć bardzo wiele, jeśli dostają w zamian osobowość, emocje, inteligentną złośliwość albo choćby dobre widowisko. TVP Info nie przegrywa więc dlatego, że jest propagandowa. Przegrywa dlatego, że jest propagandowa i nudna. A to już połączenie wyjątkowo trudne do wybaczenia.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]





