Chłopaczki z zapałkami, czyli o groźnej zabawie wokół NBP

- Od wielu miesięcy trwa kryzys wokół powoływania nowych członków do zarządu Narodowego Banku Polskiego
- Co stanie się, jeśli oprocentowanie polskich obligacji skoczy z obecnych 6,3% na 9% lub 10%? Lepiej nawet nie myśleć
- Prezes NBP prof. Adam Glapiński przez dwie kadencje bardzo mocno pracował, aby wzmacniać zaufanie inwestorów
Tymczasem w Polsce jesteśmy trzy tygodnie od paraliżu zarządu Narodowego Banku Polskiego, a prezes NBP ma być postawiony przed Trybunałem Stanu. Rządzący igrają w ten sposób z ogniem: jeśli świat uzna, że stabilność finansowa Polski jest zagrożona, ogromną cenę zapłacimy wszyscy.
Czas na globalnych rynkach finansowych jest zły. I nie jest to nastrój chwilowy, napięcie narasta od lat. W wyniku pandemii państwa Zachodu bardzo się zadłużyły. Potem przyszła wojna na Ukrainie i zwiększone wydatki na zbrojenia, które pogłębiły zagrożenie. Nie widać końca tej wojny, a rozpoczęła się kolejna, niosąc za sobą kryzys na rynku paliw i związaną z nim inflację. W tej sytuacji rządy Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii pożyczają dziś pieniądze, płacąc odsetki powyżej 5%. Żeby nabrać perspektywy, zwróćmy uwagę, że w Polsce banki kuszą na plakatach oprocentowaniem w wysokości 8% dla kredytów gotówkowych, bez zabezpieczeń. Różnica pomiędzy tym, co płaci rząd Stanów Zjednoczonych, a tym, co musi zapłacić zwykły Polak za najwyżej oprocentowaną formę kredytu, stała się więc dziwnie niska.
Drogi czytelniku
Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.





