Były sobie "Lalki" cztery

- Jarosław Jakubowski analizuje w tekście pt. "Były sobie «Lalki» cztery" dyskusję, jaką wywołały filmowe i serialowe adaptacje powieści Bolesława Prusa.
- Zdaniem autora artykułu, spór o „Lalkę” pokazuje, że przepis na idealną ekranizację dzieła literackiego nie istnieje.
Burza o "Lalkę"
Spór o „Lalkę” pokazuje, że przepis na idealną ekranizację dzieła literackiego nie istnieje. Albo jest tych przepisów tyle, ile „grup docelowych”. Szczególnie, kiedy różnice w ocenach pokrywają się z liniami politycznego podziału.
Chyba żaden serial w niezbyt długiej historii polskich produkcji Netfliksa nie wywołał takiej burzy, jak „Lalka” w reżyserii Pawła Maślony, według scenariusza Pawła Demirskiego, Jagody Dutkiewicz i samego Maślony. Bo i rzecz została z premedytacją pomyślana jako przedmiot kontrowersji.
Metoda na wypatroszenie
Po pierwsze, powiedzieć, że twórcy potraktowali powieść Bolesława Prusa nader swobodnie, to nic nie powiedzieć. „Lalka” została wypatroszona z wielu elementów oryginalnej fabuły, a w ich miejsce umieszczono wątki dopisane przez scenarzystów.
Postaciom, również tym kluczowym, całkowicie zmieniono charakterystyki, przez co Izabela Łęcka (przez wielu nieobeznanych z powieścią odbiorców utożsamiana z tytułową „Lalką”) z wytwornej, trochę pustej, a trochę zagubionej arystokratki, stała się ni mniej, ni więcej, tylko zblazowaną emancypantką, rozprawiającą o naprawieniu kobiecych krzywd i marzącą o zakupie pisma „Bluszcz”, nie wiedzieć czemu utożsamionym w serialu z Elizą Orzeszkową jako jego redaktorką naczelną, choć w rzeczywistości była tylko okazjonalną współpracowniczką.
Z kolei Stanisława Wokulskiego wprawdzie poznajemy w momencie, gdy wraca z kapitałem zbudowanym na wojnie (bardzo to współczesne odniesienie), ale w przeciwieństwie do pierwowzoru jest człowiekiem w gruncie rzeczy słabym i psychicznie chwiejnym, co ujawnia się na przykład podczas spotkań z warszawskimi arystokratami, wobec których zachowuje się jak stremowany uczniak. No nie, Wokulski Prusa nie jąkał się na widok wysoko urodzonej socjety, a raczej nią całym sobą gardził, ale nie „klasowo”, bo sam wszak pochodził ze szlachty.
Drogi czytelniku
Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.




