Szukaj
Konto

Babilon Wrocław według Tokarczuk

Babilon Wrocław według Tokarczuk
Źródło: Wikipedia | Autor: Harald Krichel | Licencja: Wikimedia Commons | Pisarka Olga Tokarczuk
W trakcie czytania i teraz mam problem z tą książką. Problem polega na tym, że z jednej strony mnie denerwowała, a z drugiej – coś mnie pchało, bym dalej chciał ją czytać. Fabuła przede wszystkim mnie nudziła i tylko czasami intrygowała oraz ciekawiła, ale również zachwycała.
Co musisz wiedzieć:
  • Sebastian Reńca dzieli się w tekście pt. "Babilon Wrocław według Tokarczuk" refleksjami z lektury książki pt. "Świata jest za dużo".
  • Stwierdza, że jest to dzieło, które zarazem go nudziło, jak i miejscami... zachwycało.

Dwa światy 

„Świata jest za dużo” to moja pierwsza książka Olgi Tokarczuk, którą przeczytałem. Ani przed tym, jak dostała Nagrodę Nobla, ani po nim (tym bardziej) nie miałem ochoty sięgać po prozę Tokarczuk. Nie chciałem, ponieważ staram się nie snobować, jeżeli coś zachwyca wszystkich (albo denerwuje), to albo po to nie sięgam, albo robię to dopiero wtedy, gdy minie medialno-internetowy szum. Tak mam na przykład z serialem „Lalka”, o którym wypowiadają się wszyscy, którzy ino potrafią coś napisać na klawiaturze. Obejrzę, gdy już nikt nie będzie o nim ani mówił, ani pisał. 

Tak jak przyznałem, że wcześniej nie poznałem twórczości Olgi Tokarczuk, tak muszę uczciwie napisać, że co jakiś czas wpadałem na wywiad czy jakąś wypowiedź noblistki. Niedawno, bo przy okazji urodzin Adama Michnika, jedną z nich przypomniał publicysta Sławomir Sierakowski, który napisał w „Gazecie Wyborczej”, że „pół Polski, które nienawidzi Michnika”, „nienawidzi też Olgi Tokarczuk, Lecha Wałęsy (ten przynajmniej czasem pomoże sprawie), Agnieszki Holland i nienawidzić będzie każdego wybitnego Polaka. Zapytałem kiedyś Olgę, czy w Polsce obowiązuje prawo, że im ktoś wybitniejszy, tym bardziej musi być znienawidzony. Potwierdziła, a to odważne, bo częściej w tej sprawie praktykuje się u nas kontrolowaną hipokryzję”.

Nie należę do żadnej z połówek Polski Sierakowskiego, bo przez myśl by mi nie przeszło, że mogę kogoś nienawidzić. Z drugiej strony wiem, że spory kawałek polskiego świata dzieli się na PiS i PO, zwolenników Jarosława Kaczyńskiego lub Donalda Tuska, czyli – używając porównania z dzieciństwa – Polska pękła i powstały dwie osiedlowe bandy, które rzucają w siebie kamieniami. Owszem, tak jest, ale nie do końca.

Wystarczy wyjechać z Warszawy, Gdańska, Krakowa, zatrzymać się w jakiejś wsi, miasteczku, pogadać z autochtonami, by przekonać się, że na świecie są ważniejsze problemy niż jedni albo drudzy u władzy. Politykom oraz ich admiratorom wydaje się, że są niczym pępki świata, od premiera po najdalszego w szeregu posła i podsekretarza stanu, ale nimi nie są, dlatego śmieszą mnie ich wydumane „ega” i pisanie o swych partyjnych towarzyszach, tych z pierwszego szeregu, z dużej litery.

Drogi czytelniku

Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 27.10.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność