Anonimowy Dyplomata dla "Tygodnika Solidarność": Więcej niż jeden szatan

- Anonimowy Dyplomata, to dyplomata, który opisał kuchnię relacji niemiecko-polskich pracując w służbie dyplomatycznej
- Z lektury książki wyłaniają się wstrząsające fakty dotyczące współczesnych Niemiec z wieloma trupami trzymanymi w szafie oraz nierozliczoną przeszłością
- Wywiad porusza trudne tematy bez tabu i poprawności politycznej
– Zacznę od pytania z grubej rury: czy pedofilia jest dla współczesnych Niemiec takim samym problemem, jak wcześniej nazizm?
– Tego nie wiem. Wiem natomiast, że daleko idąca akceptacja dla pedofilii w Niemczech – opieram to, co mówię, na publikacjach niemieckich autorów, raportach naukowych i książkach – ma co najmniej stuletnią historię. Zaczęło się już ponad sto lat temu, między innymi od różnych ruchów młodzieżowych, później wątki te przeszły przez okres narodowego socjalizmu. Następnie przyszła rewolucja końca lat 60., a w latach 70. i 80. pojawiły się już otwarte postulaty legalizacji pedofilii, na przykład w środowisku Zielonych.
W tych kręgach nie był wstydem postulat programowy „seksu z dziećmi”. Wręcz przeciwnie, w dobrym tonie było wspieranie pedofilów odbywających wyroki.
Dochodziło też do skandali, o których piszę w książce, między innymi do eksperymentów polegających na przekazywaniu dzieci pod opiekę pedofilów, także osób wcześniej skazanych, choć nie tylko takich. To nie były więc wyłącznie postulaty czy dyskusje toczące się w pewnych środowiskach, ale również konkretne działania, które opisuję. To, co jest może szczególnie ważne dzisiaj, to fakt, jak bardzo współczesna, mainstreamowa edukacja seksualna w Niemczech wyrasta z tamtych środowisk i nurtów albo z kręgów do nich zbliżonych. Pojawia się tam m.in. narracja, że człowiek jest istotą seksualną od urodzenia i że powinno się od urodzenia tę seksualność pobudzać. W latach 70. i 80. odbywało się to pod hasłem wyzwolenia seksualnego – także dzieci! Dziś – co uważam za szczególnie perfidne – koronnym argumentem za koniecznością takiej edukacji już w przedszkolu, a później w szkole, jest rzekoma chęć ochrony dzieci.
Drogi czytelniku
Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.





