Tadeusz Płużański: Pamięci kpt. Romualda Rajsa „Burego” w 77. rocznicę wyroku śmierci

-
1 października 1949 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał kpt. Romualda Rajsa „Burego” na karę śmierci. Wyrok wykonano 30 grudnia 1949 r.; miejsce pochówku dowódcy 3. Brygady Wileńskiej NZW pozostaje nieznane.
-
Postać „Burego” budzi poważne spory historyczne, przede wszystkim z powodu akcji jego oddziału przeprowadzonych zimą 1946 r. na zamieszkanych przez prawosławnych Białorusinów terenach Podlasia, podczas których ginęli również cywile, w tym kobiety i dzieci.
-
Tadeusz Płużański przedstawia Rajsa jako bohatera antykomunistycznego podziemia i przywołuje stanowisko historyków kwestionujących przypisywanie mu zamiaru ludobójczego. Jednocześnie cytowany w artykule historyk IPN Michał Ostapiuk podkreśla, że choć śmierć niewinnych mieszkańców Zaleszan nie była – w jego ocenie – zamiarem „Burego”, to jego rozkazy stworzyły sytuację, która doprowadziła do tragedii.
"Ogień" i "Bury"
Na jakiekolwiek wspomnienie kpt. Romualda Rajsa bolszewicy się denerwują. Jeszcze bardziej czerwienieją. Bo przecież oni mieli być zwycięzcami, a wyklęci przez nich Żołnierze Niezłomni na zawsze pozostawać w niepamięci. I tak w „Przeglądzie” przed laty czytałem: „Przodownik! Tadeusz Płużański na ten tytuł zasłużył setkami tekścików o historii na opak. Dla Płużańskiego „Ogień”, „Bury” i podobni mordercy cywilów, kobiet i dzieci to bohaterowie. Rycerze wielkiej sprawy. A trup tu czy tam nijak honoru im nie odbiera”.
No właśnie. „Ogień” i „Bury” to bohaterowie. Im bardziej zwyciężają z zaświatów (bo jeszcze nie zza grobu), tym bardziej wścieka to bolszewię. Wydawało się zresztą, że czerwoni faszyści znają tylko „edukatora” Makarenkę. A tu proszę, można ich wychować polską lekturą. I nie zamknięci we współczesnej Berezie (choć to ich miejsce) i tam przymuszani do czytania, ale czytają sami z siebie. I uczą się, że Żołnierze Wyklęci to Rycerze wielkiej sprawy. Brawo!
"Donosiki" Płużańskiego
Bolszewicy czytają polską prasę. Chcą Państwo kolejnego dowodu? „Ma też Płużański inną pasję. Donosik tu, donosik tam”. Towarzysze wykopali mój archiwalny artykuł z... „Tygodnika Solidarność”. Cytuję: „To nie państwo polskie uważa działania »Burego« na ludności białoruskiej za zbrodnię wojenną, tylko charge d’affairs w Mińsku Marcin Wojciechowski – wieloletni dziennikarz »Gazety Wyborczej«, a w latach 2013-2015 rzecznik prasowy MSZ, kiedy szefami dyplomacji byli kolejno: Radosław Sikorski i Grzegorz Schetyna”.
Tak, bo charge d’affairs brzmiał jak białoruska propaganda. Porównajmy głos MSZ Białorusi i MSZ Polski (Wojciechowskiego). Białorusini napisali, że upamiętnienie wyklętych to „obraza pamięci ofiar” i „gloryfikacja nazizmu”, a kpt. Romuald Rajs „Bury” i jego ludzie mają na sumieniu „setki zabitych i okaleczonych cywilów, winnych jedynie bycia Białorusinami”. A Wojciechowski: „Strona białoruska doskonale wie, że państwo polskie uważa działania „Burego” na ludności białoruskiej za zbrodnię wojenną (…) Konkluzję w tej sprawie wydały odpowiednie polskie instytucje jeszcze w latach 90. i nikt jej nie cofnął.”
Zdania te są fałszywe. Przypomnę zatem byłemu już panu charge d’affairs (na stanowisku do stycznia 2024 r., kiedy wrócił do warszawskiej centrali MSZ) i wyrywającemu – niechlujnie - z kontekstu słowa (kiedyś prócz słów wyrywali paznokcie) „Przeglądowi” komunikat instytucji państwa polskiego – Instytutu Pamięci Narodowej z marca 2019 r.: „«Bury» nie działał z zamiarem zniszczenia (ani w całości, ani w części) społeczności białoruskiej lub też społeczności prawosławnej zamieszkałej na terenie Polski w jej obecnych granicach”. Komunikat jest oparty na badaniach naukowych: wspomnianego Michała Ostapiuka, Kazimierza Krajewskiego, Grzegorza Wąsowskiego, Mariusza Bechty i Wojciecha Muszyńskiego. Dwaj ostatni historycy napisali: „Tło (…) akcji podziemia narodowego miało charakter polityczny i wiązało się z czynnym poparciem lokalnej ludności dla reżimu komunistycznego”.
Największa bitwa Polaków z bolszewikami po II WŚ
Przypomnę największą bitwę Polaków z bolszewikami na Mazurach po zakończeniu II wojny światowej. 16 lutego 1946 r. rankiem 140 żołnierzy 3. Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego kpt. Romualda Rajsa „Burego” zostało zaatakowanych przez czerwonych: prawie półtora tysięczny oddział NKWD, „ludowego” Wojska Polskiego i funkcjonariuszy UB. Po polskiej stronie zginęło około dwudziestu partyzantów, dziewięciu potem udało się pochować, a współcześnie spoczęli w Panteonu Niezłomnych Żołnierzy Wyklętych w Orłowie.
Dariusz Jarosiński w miesięczniku „Nasza Historia” napisał: „15 lutego 2015 r. Orłowo uroczyście pochowało Żołnierzy Wyklętych. Tłum był tak wielki, że nie wszyscy chętni znaleźli miejsce w niewielkiej świątyni. Przed kościołem, w idealnie równych szeregach, ustawili się rekonstruktorzy z grup historycznych. Ich obecność przywodziła wydarzenia sprzed 70 lat – chłopcy w mundurach z „tamtego czasu”, z lornetkami na piersiach, z bronią, granatami za pasami”. Jakże zasłużony w odkłamywaniu historii badacz i popularyzator cytował dalej słowa syna kpt. Romualda Rajsa „Burego”: „Żegnam bohaterskich żołnierzy i cieszę się, że mają własny grób. Miejsce pochówku mojego ojca do dziś jest nieznane, ale mam nadzieję, że jeszcze przed śmiercią znajdę Jego szczątki i będę mógł zapalić świeczkę na Jego grobie” – mówił Romuald Rajs, emerytowany nauczyciel akademicki Uniwersytetu Przyrodniczo-Technologicznego w Bydgoszczy.
Zamordowali go 30 grudnia 1949 r.
Im bardziej wyklęci przez komunistów Żołnierze Niezłomni wracają, tym bolszewicy bardziej czerwienieją. Ostatni już dowód z „Przeglądu”: „Czytelnicy pytają, co on bierze? Nie pamiętamy jakiegoś pogrzebu prominenta z PRL, by obyło się bez ujadania Tadeusza Płużańskiego. Na zmianę lżenie nieboszczyków i toporne kłamstwa. I tak setki razy. Zombie przy nim to pastelowe figurki. Płużański mógłby zrobić światową karierę w horrorach o nieboszczykach. Albo i nie. Bo za robienie bohaterów z „Ognia”, „Burego” i podobnych im zbrodniarzy ich piewcom nie podaje się ręki”.
Pamiętamy słynne określenie: „Z komunistami się nie rozmawia, do komunistów się strzela”? Za kolaborację z obcymi, za zdradę. Szczególnie za to, co czerwoni faszyści zrobili z polskimi żołnierzami walczącymi z Niemcami i bolszewikami. Bo ci ostatni skazali kpt Romualda Rajsa na karę śmierci w pokazowym pseudo-procesie przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Białymstoku obradującym w tamtejszym kinie „Ton” i zamordowali 30 grudnia 1949 r.
Post scriptum
W kolportowanej po dziś dzień komunistycznej propagandzie kapitan „Bury” nie zasłużył na żadne względy – był ludobójcą. Na poparcie tego oskarżenia przytacza się przede wszystkim spacyfikowanie - 29 stycznia 1946 r. - wsi Zaleszany, gdzie zginęły również dzieci. Oddam zatem głos jednemu z najlepszych badaczy postaci kpt Romualda Rajsa – historykowi IPN Michałowi Ostapiukowi, który jest biografem dowódcy 3. Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, autorem książki „Komendant Bury” (wywiad dla dzieje.pl, 10.03.2019):
„Po kilku godzinach „Bury” i „Rekin” uzyskali wiedzę na temat stopnia skomunizowania mieszkańców tej wsi [Zaleszany; „Rekin” to ppor. Kazimierz Chmielowski, zamordowany przez komunistów w Białymtoku 1 kwietnia 1950 r.] Gdy wieś zaczęła wykazywać wrogi stosunek do oddziału, „Bury” zwołał zebranie wszystkich mieszkańców w domu jednego z mieszkańców, Dymitra Sacharczuka. Większość wykonała to polecenie. (…) Później przystąpiono do podpalania budynków. W tym momencie kpt. Rajsa nie było we wsi, bo z częścią oddziału wyruszył do Wólki Wygonowskiej. Żołnierze podpalający zabudowania sądzili, że budynki zostały opuszczone przez mieszkańców. Gdy płomienie objęły dom, w którym zebrali się mieszkańcy, żołnierze wypuścili wszystkich. Należy podkreślić, że w żadnym momencie tych wydarzeń nie strzelano do mieszkańców. Wszyscy, którzy wykonali polecenie opuszczenia zabudowań, przeżyli. Niestety część mieszkańców ukryła się w budynkach i zginęła w płomieniach. W przypadku dwóch mężczyzn nie jesteśmy pewni okoliczności ich śmierci. W Zaleszanach w końcu stycznia 1946 r. zginęły kobiety oraz dzieci i jest to ogromna tragedia, i choć nie była ona zamiarem „Burego”, to on swym rozkazodawstwem wytworzył sytuację, która zakończyła się śmiercią niewinnych. Nie jest to chlubna karta w życiorysie tego oficera”.
[Opinia autora licznych publikacji na temat Żołnierzy Wyklętych, współpracownika Tygodnika Solidarność i Tysol.pl, autora książek z serii "Bestie", historyka, Tadeusza Płużańskiego]
[Sekcja "Co musisz wiedzieć" i śródtytuły od Redakcji]
