Szukaj
Konto

Krzysztof Karnkowski: Niziurski poza swoim czasem

Krzysztof Karnkowski: Niziurski poza swoim czasem
Źródło: Wikipedia | Autor: Nieznany | Licencja: Wikimedia Commons | Edmund Niziurski
Setna rocznica urodzin Edmunda Niziurskiego, przypadająca w lipcu przeszła mam wrażenie trochę niezauważona. W październiku, gdy wypada rocznica śmierci pisarza, Dom Spotkań z Historią zorganizował „dzień z Niziurskim” w ramach którego odbyła się debata o tym, jak kolejne pokolenia odbierają twórczość tego autora. Dla jednych bardzo ważny, dla innych nieznany lub zapomniany w chwili wejścia w dorosłe życie pisarz z wielu powodów zasługuje na przypomnienie. Kwestia, czy jego twórczość swój czas ma już absolutnie za sobą, wbrew pozorom pozostaje otwarta.
Co musisz wiedzieć:
  • Edmund Niziurski potrafił przemycać w swoich książkach trafne obserwacje społeczne i krytykę przywar dorosłych.
  • Siłą jego twórczości są ponadczasowi bohaterowie, szkolne intrygi i łobuzerski humor.

W PRL dla młodzieży pisało się dużo. Czasem poważniej, czasem z humorem, czasem bardzo po linii, czasem niekoniecznie. Jedni autorzy pisali bardziej dla chłopców, inni raczej dla dziewcząt, a przygody działy się w scenerii poranionych nieodległa zwłaszcza w pierwszych dekadach wojną miast albo w bardziej egzotycznych i odległych sceneriach. Nawet po latach poszczególni autorzy mają wciąż swoje stronnictwa, z latami słabnące, lecz wciąż istniejące społeczności fanów, inspirują młodszych twórców i, z reguły nieudane niestety, ekranizacje. Czasem wręcz, jak w przypadku Zbigniewa Nienackiego, dorabiają się kontynuacji, nowych książek, przedłużających świat stworzonych przed laty bohaterów w nieskończoność. Edmund Niziurski jest częścią tego świata, który pozornie już odszedł, ale ukształtował sposób myślenia swoich czytelników, z których wielu czyta lub czytało/polecało jego książki swoim dzieciom. I tak Niziurski zapisuje się w świadomości trzeciego już pokolenia czytelników.

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

 

 

Świeczkę i ogarek

Niziurski urodził się w 1925 roku w Kielcach i to Kielce są do dziś największym depozytariuszem pamięci o pisarzu. To uczucie odwzajemnione – choć jeszcze w latach 50-tych zamieszkał w Warszawie, większość istniejących tylko na kartach powieści tego autora miejscowości inspirowana jest miasteczkami z Kielecczyzny lub samą stolicą regionu. Niziurski debiutował jeszcze w czasie wojny, publikując wiersz w biuletynie, wydawanym przez AK. Rzeczywistość powojenna pchnęła go jednak w orbitę władzy ludowej. Pracował między innymi jako sekretarz redakcji tygodnika „Wieś”, równocześnie zaczynając tworzyć opowiadania i książki. Niektóre z nich dość mocno wpisywały się nurt socrealizmu i zapotrzebowanie komunistycznej propagandy, nie wszystkie z nich bronią się po latach tak dobrze, jak kultowa „Księga urwisów”.

Wątek „walki z bandami” pojawia się na przykład w biografii ojca głównego bohatera „Salonu wytrzeźwień”, jednej z powieści dla dorosłych, dziś słabo pamiętanej, choć udanej. Od tego wpływu, w co czasem trudno uwierzyć pamiętając klimat szkolnej, intelektualno-anarchicznej farsy wielu powieści młodzieżowych Niziurskiego, nie mógł się on uwolnić dość długo. W czasach Gierka zapisał się nawet do PZPR, by wystąpić z niej wraz z tysiącami innych Polaków w czasie stanu wojennego. Po drodze przytrafiła mu się chyba najbardziej absurdalna, ale niestety w sposób niezamierzony, powieść „A potem niech biją dzwony”, pierwotnie opublikowana jako słuchowisko, nagrodzone w konkursie Polskiego Radia.

Z kolei inna książka z tego okresu, nagrodzona nagroda literacką CRZZ i chwalona przez „Trybunę Ludu” jako wpisująca się w tradycje literatury społecznikowskiej „Eminencje i bałłabancje” jest pozycją udaną i dotykającą ponadczasowej jak się okazało po latach kwestii inwestycji, oddawanych na pokaz, by przypodobać się władzom i opinii publicznej. To książka, mająca w sobie coś z łobuzerskiej prozy dla nastolatków. Autor zresztą mruga w niej okiem do swoich dorosłych już, ale wiernych czytelników, czyniąc kochanką głównego bohatera, inżyniera Bałłabana, niejaką Gigę, ewidentnie starszą wersję swej imienniczki, w której podkochiwał się Cymeon Maksymalny w jednej z młodzieżowych opowieści. Dla dorosłych Niziurski pisał kryminały, mające w sobie coś z klasycznego ducha prozy Agaty Christie, lecz zdarzył mu się też przygnębiający „Salon wytrzeźwień”, którego bohater przegrywał walkę o swoją przyszłość z uzależnieniem od alkoholu.

 

Odbicie przeszłości

Skoro jednak o Edmundzie Niziurskim pamiętamy głównie jako autorze powieści i opowiadań dla młodzieży, warto zastanowić się, czemu to w tej roli zapisał się w pamięci. Jego czytelnicy dzielą się na kilka grup. Najmniej zaangażowani to oczywiście ci, którzy poznali jedynie „Sposób na Alcybiadesa”, od lat będący lekturą szkolną i nie sięgnęli po inne tytuły. Grupa druga to osoby, które w dzieciństwie przeczytali trochę więcej, jednak w dorosłym życiu już do tamtych lektur nie wrócili. Wreszcie grupa ostatnia, do której jak nietrudno się domyślić należę, czyli osoby, które nigdy z Niziurskiego nie wyrosły, a wręcz przeciwnie, po latach doceniły i odkryły w jego książkach nowe rzeczy, których wcześniej zobaczyć jako nastolatkowie nie mogły. Cech dla naszego bohatera charakterystycznych jest całkiem sporo. Jego bohaterowie nie potrzebowali do przeżywania wielkich przygód żadnej egzotyki, spiski i tajemnice, intrygi i rywalizacja rozgrywały się w murach pozornie zwyczajnych szkół, w prowincjonalnych miasteczkach, gdzie rozwój przemysłu zderzał ludność miejscową i napływową, czasem Warszawie lub na polskiej prowincji.

Choć z partią Niziurski żył, jak wspomniałem, dobrze, to jednak pozwalał sobie na dużo. Pojawiały się więc w jego książkach problemy społeczne, a szkoły zaludnione były uczniami, a zwłaszcza nauczycielami wzorowanymi nie tylko na współczesnej obserwacji, lecz często na przedwojennych wspomnieniach autora. Dzieciak, czytając to po raz pierwszy w latach 70-tych czy, jak ja, 80-tych, często nie myślał nawet o tym, że ta szkoła w starszych książkach tak naprawdę często jest szkołą nie sprzed 10 czy 20, a raczej sprzed 50 lat. Przynajmniej w niektórych aspektach.

 

Niesamowite przygody

Obraz szkoły zresztą zmienia się wraz z pisarstwem Niziurskiego, staje się ona z czasem coraz bardzie opresyjna i nieprzyjazna. Choć wciąż może być areną niesamowitych przygód, a nawet… przemyconej w formie farsy narkotycznej orgii godnej przełomu lat 60-tych i 70-tych. Wszystko zaczyna się jednak od „Księgi urwisów”, której nie należy sprowadzać do wyłącznie propagandowego wymiaru. Owszem, dzieciaki zasłuchane w propagandę dorosłych szukają dywersanta, a dorośli obradują nad kolektywizacją, jednak znajdziemy tu głębszy, bardziej ponadczasowy wymiar. Jak w tragicznej i początkowo niezrozumiałej postaci woźnego Kropy, którego historię chłopcom dopiero dane będzie odkryć. Książka sprzedaje się niemal na pniu, dostaje znakomite recenzje, a Niziurski pisze dalej.

Najpierw ukazują się dość poważne opowiadania, z których warto zwrócić uwagę na „Sprawę Klarneta”. Mamy internat i rówieśniczą przemoc, ubraną w formę niby niewinnej szkolnej fali, która jednak na chwilę wymyka się spod kontroli, gdy pojawia się nowy. Chłopaki palą – i nikt tego specjalnie nie potępia, czasem bawią się aż za dobrze i to też jest normalne. W niektórych wypowiedziach pojawia się już zapowiedź późniejszego stylu, specyficznej rytmiki, którą znawcy tłumaczą dużą rolą muzyki w życiu rodziny Niziurskich. Kolejne książki są już weselsze, pełne tzw. nazwisk znaczących (branych ponoć prosto z… cmentarza) szalonych intryg i przygód, za którymi kryją się często przyziemne i banalne cele – jak płynne przejście przez proces edukacji z pomocą sztuczek, które dziś zapewne porównać można by do rozmaitych życiowych porad z sieci czy tricków dla graczy. To sprawia, że nawet nauka staje się przygoda i tak Niziurski wchodzi w rolę wychowawcy, który jednak staje często po stronie wchodzących w dorosłość w kontrze do tych, których dorosłość już zmęczyła, zobojętniła lub nauczyła mało chwalebnych postaw.

Kolejne pozycje takie jak „Siódme wtajemniczenie” (tu dygresja: w latach 90-tych we Frondzie nr 23/24 ukazał się tekst Marcina Hajdecerkiewicza „Edmund Niziurski – fundator myśli politycznej III RP”, według którego cały polityczny konflikt w III RP jest powtórzeniem „Wielkiej kołomyi elementarnej” z tej powieści; tekst dostępny jest na stronie wydawnictwa), „Niesamowite przygody Marka Piegusa”, czy „Klub włóczykijów”. Nie chcąc zmieniać tekstu w wyliczankę, na tym poprzestanę, choć niemal każdy tytuł wydany do drugiej połowy lat 90-tych zasługuje tu na swoje omówienie Im głębiej w PRL, tym więcej szaleństwa i tym trudniej odnaleźć się w szkole, a w latach 80-tych dochodzą do tego jeszcze elementy fantastyki. Te ostatnie budzą jednak kontrowersje i nie cieszą tak wszystkich fanów.

Niziurski pisał również później i choć zaczynał już trochę rozmijać się ze swoimi czasami, potrafił zawrzeć w książkach bardzo surową diagnozę społeczną kolejnej epoki, tym razem czasów transformacji, jak to stało się w późnej kontynuacji przygód Marka Piegusa. Siła Niziurskiego tkwiła bowiem właśnie w dość zwyczajnych, choć magicznych przecież sceneriach wydarzeń. A także w opisach postaci, ich charakterów, przywar i motywacji, zawsze z sympatią i wyrozumiałością. To książki o wiele bardziej ponadczasowe, niż się wydaje, możliwe więc, że zostaną jeszcze nieraz przez kogoś odkryte.

[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 09.10.2026 15:04
Źródło: Tygodnik Solidarność