Szukaj
Konto

Boštjan Marko Turk: Kilka zdań, które rzuciły wyzwanie ZSRR. Niezwykłe Posłanie „Solidarności”

Stocznia Gdańska1980. Tłum przed bramą Nr 2
Źródło: Wikipedia | Autor: Krzysztof Korczyński | Licencja: CC BY-SA 3,0 pl | Stocznia Gdańska1980. Tłum przed bramą Nr 2
8 września 1981 roku delegaci NSZZ „Solidarność” przyjęli w Gdańsku krótki dokument, który wywołał polityczne poruszenie w bloku wschodnim. „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej” było wyrazem solidarności z narodami żyjącymi pod rządami komunistycznymi i poparciem dla ich prawa do niezależnych związków zawodowych. Prof. Boštjan Marko Turk przypomina historię tego odważnego gestu, jego znaczenie dla Europy oraz własne wspomnienia z Jugosławii, gdzie wydarzenia w Polsce budziły nadzieję na zmiany.
Co musisz wiedzieć:
  • 8 września 1981 roku delegaci NSZZ „Solidarność” przyjęli w Gdańsku „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej”. Dokument wyrażał poparcie dla pracowników państw bloku wschodniego dążących do tworzenia wolnych i niezależnych związków zawodowych.

  • Przyjęcie Posłania wiązało się z poważnym ryzykiem politycznym. Jak przypomina prof. Boštjan Marko Turk, Związek Sowiecki wcześniej używał siły przeciw ruchom dążącym do większej niezależności, m.in. na Węgrzech w 1956 roku i w Czechosłowacji w 1968 roku.

  • Autor uważa Posłanie za ważny symbol sprzeciwu wobec komunizmu i solidarności ponad granicami. Przywołuje też własne wspomnienia z Jugosławii, gdzie wiadomości o wydarzeniach w Polsce dawały nadzieję, że system komunistyczny nie będzie trwał wiecznie.

 

Teksty kształtują losy ludzkości. I nie chodzi wyłącznie o te, które powstały przed wiekami czy tysiącleciami – jak Stary i Nowy Testament, Homerowe Iliada i Odyseja, Boska komedia Dantego czy Pan Tadeusz Adama Mickiewicza. Są także teksty znacznie młodsze, które w decydującym momencie potrafią wpłynąć na bieg historii.

Jeden z nich powstał w Polsce.

Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej

8 września 1981 roku, czwartego dnia I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, delegaci przyjęli Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej. Zwrócili się w nim do ludzi pracy Albanii, Bułgarii, Czechosłowacji, Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Rumunii i Węgier oraz do wszystkich narodów Związku Sowieckiego, wyrażając solidarność i poparcie dla ich dążeń do wolnych i niezależnych związków zawodowych. 

"Delegaci zebrani w Gdańsku na I Zjeździe Delegatów Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” przesyłają robotnikom Albanii, Bułgarii, Czechosłowacji, Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Rumunii, Węgier i wszystkich narodów Związku Radzieckiego – pozdrowienia i wyrazy poparcia.

Jako pierwszy, niezależny związek zawodowy w naszej powojennej historii głęboko czujemy wspólnotę naszych losów. Zapewniamy, że wbrew kłamstwom szerzonym w waszych krajach, jesteśmy autentyczną, 10-milionową organizacją pracowników, powołaną w wyniku robotniczych strajków. Naszym celem jest walka o poprawę bytu wszystkich ludzi pracy. Popieramy tych z was, którzy zdecydowali się wejść na trudną drogę walki o wolny ruch związkowy. Wierzymy, że już niedługo wasi i nasi przedstawiciele będą się mogli spotkać celem wymiany związkowych doświadczeń" - czytamy w Posłaniu. Był to tekst krótki. Ale jego znaczenie było ogromne.

Przede wszystkim należy oddać hołd odwadze jego inicjatorów i autorów. Posłanie powstało bowiem w czasach, kiedy słowa miały konsekwencje. Publiczne wyrażenie solidarności z ludźmi żyjącymi po drugiej stronie granic sowieckiego imperium nie było intelektualnym gestem wykonywanym w bezpiecznej przestrzeni. Mogło oznaczać utratę pracy, więzienie, internowanie, a w skrajnych przypadkach również utratę życia.

 

Konferencja w Sali BHP

Niektórzy przedstawiciele pokolenia, które tworzyło „Solidarność” i brało na siebie to ryzyko, nadal są wśród nas. 30 września 2026 roku w historycznej Sali BHP w Gdańsku gośćmi honorowymi międzynarodowej konferencji Solidarność ponad granicami – historyczne tradycje i współczesne wyzwania, poświęconej 45. rocznicy Posłania, byli między innymi legendarni działacze „Solidarności” Joanna i Andrzej Gwiazdowie. Miałem zaszczyt uczestniczyć w tej konferencji jako panelista i wziąć udział w dyskusji o historycznym znaczeniu Posłania oraz o jego przesłaniu dla współczesnej Europy.

W czasie konferencji pojawiła się również interesująca kwestia: czy przyjęcie Posłania nie było aktem zbyt ryzykownym? Czy „Solidarność”, kierując takie przesłanie do narodów pozostających pod kontrolą Moskwy, nie rzucała Związkowi Sowieckiemu zbyt otwartego wyzwania?

Padło wtedy wymowne porównanie: jeśli jest się zamkniętym w klatce z lwem, nierozsądnie jest go budzić.

 

Ryzyko było ogromne

Trzeba pamiętać, kto wówczas rządził Związkiem Sowieckim. Na Kremlu wciąż zasiadał Leonid Breżniew, a wraz z nim skostniały aparat partyjny, który nie wahał się używać siły w obronie komunistycznego monopolu. Po śmierci Breżniewa w listopadzie 1982 roku władzę przejął wieloletni szef KGB Jurij Andropow, a następnie Konstantin Czernienko. Michaił Gorbaczow został sekretarzem generalnym dopiero w marcu 1985 roku. Z perspektywy września 1981 roku jego epoka należała jeszcze do przyszłości.

Moskwa już wcześniej pokazała, jak reaguje na próby emancypacji w obrębie komunistycznego imperium. W 1968 roku wojska Układu Warszawskiego pod sowieckim przywództwem zdławiły Praską Wiosnę. Węgry pamiętały jeszcze rok 1956. Obawy przed sowiecką reakcją na wydarzenia w Polsce były więc całkowicie realne.

Masowość "Solidarności"

„Solidarność” posiadała jednak broń, której komunistyczny aparat nie potrafił łatwo zneutralizować: masowość.

Sama Stocznia Gdańska skupiała około 20 tysięcy pracowników. Za nimi stały ich rodziny, przyjaciele i całe środowiska społeczne. Ludzie dodawali sobie nawzajem odwagi. Dyktatura może stosunkowo łatwo uciszyć pojedynczego człowieka. Znacznie trudniej uciszyć dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy stoją obok siebie i mówią jednym głosem. Nawet dla systemu wyspecjalizowanego w represji był to problem zupełnie innej skali.

 

Stan wojenny

Odpowiedź reżimu przyszła jednak szybko. Zaledwie nieco ponad trzy miesiące po przyjęciu Posłania, 13 grudnia 1981 roku, generał Wojciech Jaruzelski wprowadził stan wojenny. Rozpoczął się brutalny okres represji. Tysiące działaczy „Solidarności” internowano, strajki tłumiono siłą, a sam związek został następnie zdelegalizowany. Ale „Solidarność” nie zniknęła.

Zeszła do podziemia. Dzięki wsparciu Kościoła katolickiego, podziemnej prasy i pomocy płynącej z Zachodu zachowała struktury oporu. Jednocześnie pogłębiał się kryzys gospodarczy państwa: niedobory podstawowych towarów, zadłużenie, inflacja i narastająca niewydolność gospodarki socjalistycznej. Represje mogły uciszyć ulice. Nie mogły jednak rozwiązać problemów, które wyprowadziły ludzi na te ulice.

Kiedy w 1988 roku Polskę ponownie ogarnęła fala strajków, władza nie mogła już odpowiedzieć wyłącznie przemocą. Nastąpiły rozmowy Okrągłego Stołu, a potem wybory 4 czerwca 1989 roku. Proces zapoczątkowany przez odwagę polskich robotników doprowadził do końca monopolu komunistycznej władzy w Polsce i stał się jednym z najważniejszych etapów rozpadu systemu komunistycznego w Europie Środkowej i Wschodniej.

 

Cenzura i "czytanie z linijką"

Osobną historią są losy informacji o „Solidarności” po drugiej stronie sowieckiej granicy. Władze Związku Sowieckiego próbowały kontrolować przekaz dotyczący wydarzeń w Polsce, przemilczać ich rzeczywiste znaczenie albo przedstawiać je w ramach obowiązującej ideologii. Było to całkowicie zgodne z logiką sowieckiej przestrzeni publicznej. Znaczenie miało w niej nie tylko to, co napisano, ale także gdzie to napisano, ile miejsca temu poświęcono i jak duża była fotografia.

Sowieckie gazety, z Prawdą na czele, pełne były partyjnej nowomowy. Jej rzeczywisty sens trzeba było odczytywać między wierszami. Istniała wręcz szczególna metoda lektury. Można ją nazwać „czytaniem z linijką”. Jeśli jakaś osoba lub wydarzenie zyskiwały na znaczeniu, otrzymywały więcej miejsca, większy nagłówek, większą fotografię. Kiedy polityk zaczynał tracić znaczenie, kurczyło się również miejsce przeznaczone dla niego w gazecie. Gdy ostatecznie popadał w niełaskę, po prostu znikał.

„Solidarność” i jej Posłanie miały zniknąć jeszcze zanim zdążyły się pojawić. Można było wziąć najdokładniejszą linijkę, mierzącą milimetry i dziesiąte części milimetra, i szukać. Nic by to nie dało. W sowieckiej przestrzeni informacyjnej dla rzeczywistego znaczenia „Solidarności” i jej przesłania miejsca po prostu nie było. I właśnie tutaj ujawnia się fundamentalna słabość cenzury. Można usunąć wydarzenie z gazety. Nie można usunąć go z historii. Europa Środkowa i Wschodnia zrozumiała bowiem najważniejszą wiadomość: ktoś powiedział „nie”. W Polsce powstał masowy ruch, który przestał bezwarunkowo bać się komunistycznej władzy. A skoro miliony ludzi potrafiły się zorganizować i powiedzieć „nie”, oznaczało to coś jeszcze ważniejszego: system nie był niezwyciężony. Był znacznie słabszy, niż chciał wyglądać.

 

Zastrzyk optymizmu

Do tej historii mogę dodać własne wspomnienie. Dorastałem w Jugosławii. Tamtejsza przestrzeń medialna była inna niż w Związku Sowieckim i media dość obszernie informowały o wydarzeniach w Polsce. Jako dziecko, a później młody człowiek, poznawałem znaczenie tych wydarzeń przede wszystkim za pośrednictwem rodziców. Pamiętam jednak atmosferę, którą wywoływały wiadomości z Polski. Był to prawdziwy zastrzyk optymizmu.

Po raz pierwszy mogliśmy naprawdę pomyśleć, że komunizm nie musi trwać wiecznie. System przedstawiał sam siebie jako rezultat historycznej konieczności. Miał być przyszłością ludzkości, ostatnim etapem rozwoju historii. Tymczasem okazało się, że potrafi wpaść w panikę z powodu robotników ze stoczni. To było odkrycie o ogromnym znaczeniu. Skoro ruch powstały w Stoczni Gdańskiej mógł zachwiać poczuciem bezpieczeństwa całego komunistycznego systemu, oznaczało to, że jego potęga nie była absolutna.

Ryzyko podjęte przez "Solidarność" nie poszło na marne

I tutaj powróćmy do lwa. Tak, jeśli jest się zamkniętym w klatce z lwem, budzenie go jest niebezpieczne. Ale jest jeszcze druga strona tej metafory. Jeśli pozostaniesz z lwem w klatce i niczego nie zrobisz, prędzej czy później cię pożre. Jedynym wyjściem jest więc odebranie mu siły. „Solidarność” podjęła ryzyko. Jej działacze w 1981 roku nie mogli wiedzieć, jak zakończy się ta historia. Nie wiedzieli, że kilka lat później pojawi się Gorbaczow. Nie wiedzieli, że w 1989 roku skończy się monopol komunistycznej władzy w Polsce. Nie wiedzieli, że 9 listopada tego samego roku runie Mur Berliński.

Wiedzieli jednak coś znacznie ważniejszego. Wolności nie zdobywa się poprzez podporządkowanie się strachowi. Historia pokazała, że ryzyko podjęte przez „Solidarność” nie poszło na marne. Jej odwaga nie doprowadziła jedynie do politycznej zmiany w Polsce. Pomogła stworzyć pęknięcie w systemie, który przez dziesięciolecia przedstawiał się jako niezwyciężony. Przez tę szczelinę wkroczyło to, co od samego początku stanowiło istotę Posłania: wolność. Czterdzieści pięć lat później Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej nie jest więc tylko dokumentem historycznym. Jest świadectwem tego, że kilka zdań wypowiedzianych we właściwym momencie, z dostateczną odwagą i w imię wolności, może przekroczyć granice państw, przetrwać system polityczny, przeciwko któremu zostało skierowane, i stać się częścią historii Europy.

Teksty kształtują losy ludzkości. Ale tylko wtedy, gdy znajdą się ludzie, którzy mają dość odwagi, by je napisać, wypowiedzieć – i za nimi stanąć.

Boštjan Marko Turk

[Autor: Boštjan Marko Turk - profesor uniwersytecki, członek Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk]

[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Kto napisał "Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej"?" i "Jak Moskwa zareagowała na Posłanie?", oraz niektóre śródtytuły od Redakcji]

 

Kto napisał "Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej"?

Jednym z głównych twórców Posłania był Bogusław Śliwa, działacz „Solidarności” z Kalisza. W opracowaniach historycznych jako współtwórca dokumentu wymieniany jest również Jan Lityński. Tekst przyjęto 8 września 1981 roku podczas I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku. Jego znaczenie wykraczało poza sprawy związkowe: wyrażał poparcie dla niezależnych ruchów pracowniczych w państwach podporządkowanych komunistycznym władzom.

 

Jak Moskwa zareagowała na Posłanie?

Reakcja władz sowieckich potwierdziła, że dokument „Solidarności” został potraktowany jako polityczne wyzwanie. W oświadczeniu kierownictwa ZSRR, opublikowanym 16 września 1981 roku w „Trybunie Ludu”, Posłanie nazwano „oburzającą prowokacją”. W kolejnych dniach w państwach bloku wschodniego organizowano kampanie propagandowe wymierzone w polski związek zawodowy. Krótki dokument z Gdańska stał się więc przedmiotem oficjalnego sporu politycznego.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 12.10.2026 14:36
Źródło: IPN/ Solidarność/ Encysol