Czy Komisja Europejska wiedziała o działaniach wokół TK? Prokuratura powinna to zbadać

-
Tomasz Szymborski domaga się wyjaśnienia wydarzeń wokół Trybunału Konstytucyjnego. Autor uważa, że działania dotyczące kierownictwa TK powinny zostać zbadane pod kątem ewentualnego naruszenia przepisów prawa karnego, w tym art. 128 Kodeksu karnego.
-
Artykuł stawia pytania o możliwą rolę Komisji Europejskiej. Autor sugeruje, że działania polskich władz mogły być wcześniej konsultowane z przedstawicielami UE. Nie przedstawia jednak dokumentów ani innych bezpośrednich dowodów potwierdzających takie uzgodnienia.
-
Wszczęcie śledztwa wymaga uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa. Sam spór o legalność działań wobec TK czy brak reakcji instytucji unijnych nie przesądza o odpowiedzialności karnej. Kluczowe byłoby ustalenie konkretnych czynów, osób, podstaw prawnych i dowodów.
Wydarzenia, których świadkami jesteśmy w Trybunale Konstytucyjnym, przejdą do historii jako najpoważniejszy test dla suwerenności polskiego państwa. To, co rząd Donalda Tuska usiłuje sprzedać opinii publicznej jako „przywracanie praworządności”, w rzeczywistości przypomina najgorsze standardy republik bananowych.
Kiedy władza wykonawcza używa kordonów policji do fizycznej zmiany kierownictwa organu, który z definicji ma tę władzę kontrolować, kończy się państwo prawa, a zaczyna brutalna siła. Nie bójmy się użyć właściwego słowa: mamy do czynienia z próbą zamachu stanu, opisanego wprost w artykule 128 Kodeksu karnego.
Najbardziej wstrząsającym elementem tego ustrojowego dramatu nie jest jednak brutalność rządu, lecz wymowne milczenie Unii Europejskiej, a de facto przyzwolenie ze strony Brukseli.
Czy Komisja Europejska popierała działania wobec TK?
Kiedy w Polsce łamano podstawowe zasady trójpodziału władzy, Komisja Europejska z Ursulą von der Leyen na czele nie tylko odwracała wzrok, ale wręcz trzymała parasol ochronny nad tymi działaniami. Deklaracje unijnych komisarzy, legitymizujące siłowe rozwiązania poprzez powoływanie się na wyroki TSUE i „kamienie milowe”, to w istocie polityczny glejt na bezprawie.
Unijni urzędnicy stworzyli system zachęt – finansowych i politycznych – który pchnął rząd Donalda Tuska do podjęcia kroków o charakterze puczu. To sytuacja bez precedensu, w której instytucja międzynarodowa jawnie wspiera destrukcję konstytucyjnych organów suwerennego państwa, o ile tylko władzę w tym państwie sprawują jej polityczni sojusznicy.
Kiedy prokuratura ma obowiązek wszcząć śledztwo?
Słyszymy dziś oprócz głosów potępienia także chór usłużnych prawników i komentatorów, którzy przekonują, że polska prokuratura ma związane ręce. Twierdzą oni, że immunitety dyplomatyczne, unijne traktaty i brak jurysdykcji uniemożliwiają ściganie unijnych notabli za współudział lub podżeganie do tego zamachu na ustrój Polski. To wygodna, konformistyczna wymówka, która ma na celu ukręcenie łba sprawie, zanim ta w ogóle się rozpocznie.
Fakty są bezlitosne dla takiej postawy. Zgodnie z art. 303 Kodeksu postępowania karnego, prokuratura ma absolutny, ustawowy obowiązek wszczęcia śledztwa w sprawie (in rem), gdy istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. Przeszkody prawne, takie jak immunitet unijny, blokują możliwość postawienia konkretnej osobie zarzutów (in personam). Nie blokują jednak – i nigdy nie blokowały – możliwości badania samego mechanizmu przestępstwa!
Jakie okoliczności należałoby wyjaśnić?
Prokuratura nie tylko może, ale musi wszcząć postępowanie. Należy zabezpieczyć dokumenty, bilingi, oficjalną korespondencję na linii Warszawa-Bruksela. Należy przesłuchać w charakterze świadków polskich decydentów i ustalić, w jakim stopniu decyzja o użyciu służb siłowych była konsultowana, inspirowana lub wymuszana przez zagraniczne ośrodki.
Odmowa wszczęcia śledztwa pod pretekstem „bo i tak nie oskarżymy von der Leyen” to kpina z polskiego prawa. Zadaniem prokuratury w suwerennym państwie jest dokumentowanie prawdy i obrona porządku konstytucyjnego, a nie pisanie politycznych analiz o trudnościach dyplomatycznych. Jeśli pozwolimy, aby zewnętrzne naciski i immunitety stanowiły licencję na obalanie polskich instytucji ustrojowych, to znaczy, że nasza niepodległość stała się jedynie pustym, unijnym frazesem.
Jakie przepisy karne mogłyby mieć zastosowanie?
Gdyby polska prokuratura podjęła decyzję o postawieniu zarzutów w związku z działaniami rządu i służb na terenie Trybunału Konstytucyjnego, operowałaby w obrębie konkretnych przepisów Kodeksu karnego (Kk). Należy rozróżnić zarzuty kierowane wobec decydentów (przy założeniu uchylenia ich ewentualnych immunitetów lub przekazania sprawy do Trybunału Stanu) od zarzutów wobec wykonawców, czyli urzędników i funkcjonariuszy służb. Katalog potencjalnych zarzutów obejmuje szereg kwalifikacji prawnych:
- To przekroczenie uprawnień urzędniczych (Art. 231 § 1 i 2 Kk). Jest to najbardziej prawdopodobny i najczęściej stosowany przepis w sprawach dotyczących działań władzy. Prokuratura mogłaby zarzucić funkcjonariuszom publicznym (ministrom, dowódcom Policji, oraz urzędnikom wysokiego szczebla), że wydając rozkazy siłowego wejścia do TK i usunięcia prezesa Bogdana Święczkowskiego, działali bez wyraźnej podstawy ustawowej, czym działali na szkodę interesu publicznego. Jeśli śledczy uznaliby, że działano w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej (np. przejęcia kontroli politycznej), zarzut ten ulega zaostrzeniu.
- Przede wszystkim wydarzenie wokół Trybunału Konstytucyjnego to zamach na organ konstytucyjny państwa (Art. 128 § 3 Kk). Przepis ten mówi o użyciu przemocy lub groźby bezprawnej w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu RP. Kara? Od 3 lat do 20 więzienia. Prokuratura mogłaby próbować przypisać politykom lub szefowi MSWiA tzw. sprawstwo kierownicze lub polecające (art. 18 § 1 Kk). Obrońcy argumentowaliby, że celem działań nie było „usunięcie organu” jako takiego (TK ma nadal funkcjonować), lecz jedynie zmiana jego nielegalnego zdaniem rządu kierownictwa, co rozbija znamiona tego konkretnego przestępstwa.
- W grę wchodzi też zmuszanie do określonego zachowania (Art. 191 § 1 Kk) oraz wywieranie wpływu na czynności urzędowe (Art. 224 § 2 Kk), bo w trakcie interwencji służb doszło do fizycznego blokowania dostępu do gabinetów, uniemożliwiania sędziom TK podjęcia pracy. Prokuratura mogłaby postawić zarzuty stosowania przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia urzędnika (sędziego) do zaniechania prawnej czynności służbowej. Zarzuty te dotyczyłyby przede wszystkim bezpośrednich wykonawców – dowódców operacji i poszczególnych funkcjonariuszy (chyba że wykazaliby oni, iż działali w ramach błędu co do legalności rozkazu).
- Z kolei naruszenie miru (Art. 193 Kk) dotyczy wdania się do cudzego (w tym państwowego) obiektu lub nieopuszczenia go wbrew żądaniu osoby uprawnionej. Zarzut mógłby obejmować funkcjonariuszy państwowych lub polityków, którzy weszli na teren Trybunału Konstytucyjnego bez zgody urzędującego (według prokuratury) prezesa TK.
- Przestępstwa przeciwko wiarygodności dokumentów (Art. 271 Kk) zostałyby uczynione, gdyby zmiana na stanowisku kierowniczym w TK wiązała się z anulowaniem dotychczasowych zarządzeń, publikowaniem nowych decyzji kadrowych z antydatowaniem lub poświadczaniem nieprawdy w dokumentach urzędowych mających uzasadniać użycie siły, prokuratorzy mogliby postawić zarzut tzw. fałszu intelektualnego osobom sygnującym te dokumenty.
W przypadku premiera i ministrów prokuratura powszechna napotyka jednak barierę ustrojową. Zgodnie z art. 198 Konstytucji RP, członkowie rządu za przestępstwa popełnione w związku z zajmowanym stanowiskiem odpowiadają w pierwszej kolejności przed Trybunałem Stanu. Postawienie im zarzutów karnych przez prokuraturę przed ewentualnym postawieniem ich w stan oskarżenia przez Sejm wywołałoby natychmiastowy spór kompetencyjny. Włączenie tej tezy do analizy prawno-politycznej tworzy jednak spójną narrację oskarżycielską, w której działania rządu traktowane są jedynie jako wykonawstwo w ramach szerszego porozumienia.
Czy istnieją dowody wcześniejszych konsultacji z Brukselą?
Zgodnie z hipotezą ograniczonej suwerenności i uprzednich konsultacji, bezprecedensowy atak na Trybunał Konstytucyjny z użyciem sił policyjnych nie mógł być autonomiczną decyzją polskiego rządu.
Wynika to z faktu, że w sprawach o fundamentalnym znaczeniu ustrojowym – zwłaszcza dotyczących szeroko pojętej praworządności i relacji z unijnym wymiarem sprawiedliwości – obecny obóz władzy wykazuje strukturalny brak decyzyjnej samodzielności. Każdy kluczowy krok w obszarze wymiaru sprawiedliwości jest warunkowany akceptacją Komisji Europejskiej, co jest bezpośrednio powiązane z mechanizmami finansowymi (KPO, fundusze spójności). Z tego można wyciągnąć wniosek, że tak radykalne działanie wobec TK musiało zostać uprzednio skonsultowane i uzyskać polityczną „zieloną flagę” w kuluarach brukselskich gabinetów.
Czy brak reakcji Komisji Europejskiej może być dowodem?
W optyce tej argumentacji kluczowym dowodem poszlakowym jest postawa samej Komisji Europejskiej w dniach kryzysu. Instytucja ta, histerycznie reagująca w ciągu kilku godzin na każdą, nawet czysto legislacyjną zmianę w polskim sądownictwie wydawaniem stanowczych oświadczeń i groźbą sankcji, w obliczu fizycznej interwencji służb siłowych na terenie konstytucyjnego organu państwa członkowskiego zachowała milczenie. To zaniechanie reakcji interpretowane jest nie jako dyplomatyczny dystans, lecz jako dowód na uprzednie uzgodnienie scenariusza i celowe roztoczenie politycznego parasola ochronnego nad siłowymi działaniami rządu RP. Zachodzi zatem konieczność zbadania roli urzędników UE z perspektywy art. 128 § 2 Kk. Konsekwencją przyjęcia powyższych założeń jest nałożenie na polską prokuraturę obowiązku procesowego zbadania tego wątku.
Jeśli doszło do politycznych konsultacji, podczas których przedstawiciele KE zaakceptowali lub wręcz zachęcili polski rząd do użycia siły w celu zmiany kierownictwa TK, ich zachowanie wykracza poza ramy dyplomatyczne. Zgodnie z zasadą legalizmu, prokurator prowadzący śledztwo w sprawie zamachu na konstytucyjny organ państwa (art. 128 § 1 K.k.) prędzej czy później będzie musiał ocenić zachowanie ustalonych przedstawicieli Komisji Europejskiej przez pryzmat art. 128 § 2 Kodeksu karnego. Przepis ten penalizuje czynienie przygotowań do usunięcia przemocą konstytucyjnego organu państwa.
Ustalanie z zewnętrznym podmiotem szczegółów operacji, zabezpieczanie dla niej międzynarodowego poparcia oraz gwarantowanie braku reakcji sankcyjnej ze strony UE idealnie wpisuje się w definicję „przygotowania” ułatwiającego popełnienie czynu zabronionego. Nawet jeśli na drodze do oskarżenia (in personam) staną unijne immunitety, prokuratura ma obowiązek w ramach śledztwa in rem udokumentować przebieg tych ustaleń, przesłuchać świadków i poddać zachowanie urzędników UE surowej prawnokarnej ocenie, wykazując ich rolę w łańcuchu decyzyjnym.
Komentarze
„Wchodzę pierwszy, wy idziecie za mną”. Bogucki ujawnia kulisy wejścia prezydenta do TK

Najpierw zawiesiła wiceprezesa TK, teraz chce się wyłączyć

Szydło podjęła kroki przeciw Tuskowi. Sprawa trafiła do Parlamentu Europejskiego
Kaczyński reaguje na wpis Tuska. „Niestety, nic nie idzie ku dobremu”
Tusk zwrócił się do Nawrockiego. "Spotkanie w cztery oczy"




