Szukaj
Konto

Awantura o Trybunał Konstytucyjny: sami się niszczymy

Wejście do budynku Trybunału Konstytucyjnego
Źródło: Wikipedia | Autor: Adrian Grycuk | Licencja: CC-3.0 | Wejście do budynku Trybunału Konstytucyjnego
Spór o Trybunał Konstytucyjny ponownie zaostrza konflikt między rządzącą koalicją a prezydentem Karolem Nawrockim. W centrum kontrowersji znalazły się wybór Macieja Berka na sędziego TK, kwestia jego kwalifikacji oraz sposób złożenia ślubowania. Paweł Jędrzejewski ocenia, że kolejne odsłony politycznej walki o Trybunał osłabiają państwo, i proponuje radykalne rozwiązanie: porozumienie ponad podziałami oraz odbudowę składu TK od podstaw.
Co musisz wiedzieć:
  • Spór o Trybunał Konstytucyjny dotyczy m.in. wyboru Macieja Berka i sposobu złożenia ślubowania. Kontrowersje obejmują rolę prezydenta, uprawnienia Sejmu oraz interpretację przepisów dotyczących powoływania sędziów TK.

  • Paweł Jędrzejewski krytykuje zarówno działania koalicji PO–PSL w 2015 roku, jak i późniejsze upolitycznianie Trybunału. Jego zdaniem kolejne obozy polityczne pogłębiały konflikt zamiast odbudowywać zaufanie do instytucji.

  • Autor proponuje polityczne porozumienie i wybór nowego składu TK. Sam przyznaje jednak, że taki „reset” jest dziś mało realny. Jego realizacja wymagałaby również rozstrzygnięcia poważnych kwestii konstytucyjnych i ustawowych.

 

Awantura o Trybunał Konstytucyjny jest łatwa do wyjaśnienia i potwornie trudna do zakończenia.

 

Na początku był przekręt PO-PSL

Destrukcja TK zaczęła się w roku 2015, gdy zbliżał się termin wyborów do Sejmu. Wówczas politycy PO i PSL, słusznie zakładając, że przegrają te wybory, chcieli umieścić w Trybunale "swoich" ludzi. Uchwalili więc ustawę (uznaną później za niekonstytucyjną), która umożliwiła im wybór dwóch sędziów TK przedwcześnie. Chodziło, oczywiście, o uniemożliwienie wyboru sędziów przez nowy Sejm. Tym nieuczciwym manewrem uruchomili lawinę. To oni byli pierwsi w niszczeniu TK. Rozkręcili spiralę. Trwa to do dziś.

Podczas rządów prawicy, stanowiska w TK były obsadzane przez ludzi, na których mogli liczyć sprawujący władzę (np. Krystyna Pawłowicz). Wówczas PO i jej satelici domagali się odpolitycznienia Trybunału. Obiecywali solennie, że gdy tylko dojdą do władzy, zrobią wszystko, żeby nie było polityków wśród nowych sędziów TK. Sędziowie mieli być bezstronni, na ile to tylko możliwe.

Tymczasem dzieje się dokładnie odwrotnie. Zamiast rozpocząć proces naprawiania TK, wysunęli kandydaturę i przegłosowali wybór kogoś takiego jak Maciej Berek - "prawa ręka" Donalda Tuska, minister w jego rządzie, polityk. Zamiast odpolitycznienia, skrajne upolitycznienie. Czyli totalna farsa, a nie dotrzymywanie obietnic. Przyczyna jest prosta: TK podporządkowany rządzącym to wyłączny sposób na zneutralizowanie prezydenta Nawrockiego, który jako jedyny jest w stanie powstrzymywać destrukcyjną legislację. Blokowany prezydent oznacza, że rządząca koalicja działa poza kontrolą, że może wszystko.

 

Uzurpator Włodzimierz Czarzasty

Ukoronowaniem tej farsy, ukazującej pełnię hipokryzji Donalda Tuska, było składanie przysięgi przez p. Berka "wobec prezydenta" nie tylko bez prezydenta, ale na niezapowiedzianej, zamkniętej "imprezie" wobec marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, który bez żadnych podstaw prawnych zaczął uzurpować sobie funkcję zarezerwowane dla prezydenta.

Trudno mi się powstrzymać przed odnotowaniem tragikomicznego chichotu historii: prezydenta, na którego głosowało ponad 10 milionów Polaków, zastępuje bezprawnie były członek komunistycznej partii, na którego zagłosowały zaledwie 23 tysiące wyborców. W dodatku to lewicowy, cyniczny karierowicz, który należał do organizacji - przez lata, aż do jej upadku - realizującej w Polsce cele sowieckiej Rosji i utrzymującej się u władzy kłamstwem, przemocą, nawet morderstwem, o czym musiał wiedzieć, bo wszyscy to wiedzieli. Czyli, jako już dorosły człowiek, oblał życiowy egzamin z uczciwości i lojalności wobec Polski.

 

Prezydent - Strażnik Konstytucji

Sytuacja jest więc patowa. Kancelaria Prezydenta czekała na dokumenty potwierdzające formalne kwalifikacje Macieja Berka do pełnienia funkcji sędziego TK. Gdyby marszałek Czarzasty położył je na stole, prezydent Nawrocki straciłby argument uzasadniający opóźnianie czy odmowę zaprzysiężenia. Jednak Czarzasty powiedział "nie", bo uznał, że prezydent nie jest od oceniania Sejmu. Takie stanowisko pomija to, co na temat obowiązków prezydenta mówi Konstytucja. Stwierdza ona jednoznacznie: "Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji". 

Ponieważ istnieją bardzo poważne podstawy, żeby wątpić w formalne kwalifikacje Macieja Berka, to ich weryfikacja jest nie tylko prawem, ale obowiązkiem prezydenta. Bo to właśnie jest "czuwaniem nad przestrzeganiem Konstytucji". Nie można wykluczyć, że marszałek Czarzasty i sejmowa komisja kwalifikacyjna zlekceważyli ustawowe wymagania stawiane kandydatowi na sędziego TK. A przecież, jeśli Berek nie miał wymaganego, aktywnego 10-letniego stażu na prawniczych stanowiskach, nie może być sędzią TK. Prezydent musi poznać odpowiedź na to pytanie, nim podejmie decyzję o przyjęciu ślubowania. Składając ślubowanie przed Włodzimierzem Czarzastym, Maciej Berek wykazał się nie tylko brakiem cierpliwości, ale także prawniczego rozsądku.

 

Co więc można zrobić teraz?

Politycznie ten spór i konflikt utrzymuje "twardy elektorat" obu przeciwnych obozów w stanie emocjonalnego pobudzenia. Politycy to lubią i widzą w tym korzyści.

Jednak dla państwa polskiego jest to bardzo niebezpieczna sytuacja. Może być początkiem znacznie poważniejszego konfliktu domowego. A ponadto wszyscy potrzebujemy Trybunału Konstytucyjnego. Jest niezbędny. Obecnie jest on obiektem bezprecedensowego ataku ze strony ludzi sprawujących władzę. Jego wyroki są niepublikowane, a w projekcie budżetu na 2027 rok nie ma funduszy na jego funkcjonowanie. Jest to niszczenie samych fundamentów demokracji, czyli trójpodziału władzy. Trybunał Konstytucyjny jest obecnie symbolem narodowej kłótni, samowoli, nieuczciwości, partyjniactwa i bezczelności. 

Jest więc tylko jedna droga: reset i wybór nowego TK. Od podstaw. Składającego się z prawników-państwowców a nie partyjnych funkcjonariuszy. Wymaga to od polityków rządzącej koalicji oraz opozycji zarówno rozumu, odwagi jak i uczciwości. Tylko skąd je wziąć?

 

Czyli to utopia?

Oczywiście. Totalna utopia, ale przecież w tej sprawie nie można liczyć na nic poza nią.

Bez resetu, awantura będzie, niestety, trwała nadal. Jej zapowiedzią jest skandaliczne stwierdzenie Donalda Tuska, który ogłosił, że jego celem jest usunięcie z TK prezesa Bogdana Święczkowskiego. Będzie więc tylko gorzej. Czyli nadal piaskownica. Okładanie się po głowach łopatkami i wiaderkami. Oby nie do krwi.

Konkluzja jest ponura: sami się niszczymy jako państwo i jako społeczeństwo. Zapraszamy do powrotu upiory przedrozbiorowej anarchii. Żaden Putin i jego drony nie są potrzebne. Z pasją działamy na swoją szkodę. Bez umiaru, bez opamiętania, bez wyobraźni, bez rozumu. Co może być bardziej przerażające?

[Lead, sekcja "Co musisz wiedzieć" od Redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 19.10.2026 21:05
Źródło: Konstytucja RP/ Wyrok TK K 34/15/ Ustawa o statusie sędziów TK/ Sejm RP/ Senat RP