Niewidzialna praca babć i dziadków

Nawet jeśli nie jest to wypowiedziane wprost, starsi ludzie bywają dziś przedstawiani przede wszystkim jako obciążenie i koszt, który społeczeństwo musi ponieść, aby wciąż móc uważać się za wspaniałomyślne i hołdujące „humanistycznym wartościom”. Jest to oczywiście wierutna bzdura. Babcia i dziadek tworzą bowiem swoistą instytucję, pełniącą jedną z kluczowych ról dla trwania (a często wręcz przetrwania) wspólnoty.
babcia zdjęcie poglądowe
babcia zdjęcie poglądowe / flickr.com/Nate Grigg/CC BY 2.0

Co musisz wiedzieć?

  • O ile w relacji z rodzicami miłość bywa przykryta warstwą napięcia wynikającego z desperackiego godzenia pracy, prowadzenia domu i innych zobowiązań, o tyle dziadkowie mogą cieszyć się kontaktem z wnukiem w sposób mniej skażony codzienną bieżączką.
  • Opowieści i relacje dziadków ożywiają suche fakty i czynią historię doświadczeniem osobistym.
  • Obcowanie z dziadkami oswaja z przemijaniem i nieuchronnie zlbiżającą się śmiercią

Choć po przejściu na emeryturę dziadkowie mogliby uznać, że nadszedł czas egoistycznych, dożywotnich wakacji, zazwyczaj tak się nie dzieje. Pojawienie się wnuków nadaje ich życiu nowe znaczenie. Wyłaniają się zadania, których się podejmują, i to nie wyłącznie z poczucia obowiązku, lecz z miłością i wewnętrzną chęcią bycia potrzebnym. Wszystkich ról, jakie w ten sposób przyjmują, nie sposób pomieścić w ograniczonym formacie prasowego tekstu, ale warto wymienić przynajmniej te najważniejsze.

 

Dziadkowie jako łącznicy z dawnym światem

Prababcia opowiadała nam historię, jak w czasie II wojny światowej została w drodze do domu zatrzymana przez gestapo ze względu na swój „semicki” wygląd i uwięziona w piwnicy. Próbując przekonać Niemców, by ją wypuścili, powołała się na fakt, że jest chrześcijanką. Gdy jej nie uwierzono, zaczęła głośno odmawiać „Ojcze nasz”, i w ten sposób ocaliła życie. Tego rodzaju opowieści przybliżają realia minionych epok w sposób, którego nie są w stanie oddać ani szkolne podręczniki, ani (nawet barwne) relacje literackie obcych nam autorów. Ożywiają suche fakty i czynią historię doświadczeniem osobistym. Nie dotyczy to zresztą tylko wielkich wydarzeń dziejowych. Dawna codzienność była jednym z ulubionych tematów dziadków. Słuchaliśmy opowieści o biedzie, klepisku zamiast podłogi, (jeszcze niezmechanizowanych) żniwach czy przedziwnych dziś zwyczajach, jak np. grabienie runa leśnego.

Kluczowym podziałem tych śladów przeszłości było pochodzenie dziadków: wiejskie lub miejskie. W pierwszym przypadku znakami dawnego świata bywały elementy gwary obecne w ich mowie, wywołujące w nas lekkie poczucie obcości. O regionalnej kreatywności religijnej starych czasów świadczyły z kolei unikalne wierzenia i pieśni, w których folklorystyczne zmyślenia przenikały się z chrześcijaństwem, wymykając się standaryzującym zapędom „biurokratycznego” aparatu duchowieństwa. Dochodziły do tego praktycze przedmioty wsi: możliwe do zobaczenia i dotknięcia naprawdę, a nie jedynie w skansenie: cepy do młócenia, kosy, skrzynie na zboże. Do dziś pamiętam swoje zdumienie, gdy odkryłem, że jeden z kolegów ze szkoły nigdy nie widział pieca kaflowego i nawet nie wiedział, czym on jest. Dla mnie był on stałym elementem domu dziadków i czymś zupełnie oczywistym.

Dziadkowie pochodzący z miasteczek z kolei chętnie opowiadali o tym, jak bardzo wszystko zmieniło się względem świata II Rzeczpospolitej, którą pamiętali z dzieciństwa. Jej słynna, dziś już nieco przegadana, „wielokulturowość” była dla nich realnym doświadczeniem – choćby codziennym widokiem rynku, na którym obok siebie handlowali Polacy, Rusini i Żydzi. Obok tych kulturowych krajobrazów pojawiały się też opowieści bardziej plotkarskie – historie o dobrze znanych nam członkach małomiasteczkowej wspólnoty, często z pikantnymi szczegółami, o których nigdy byśmy nie pomyśleli. Nadawało to tym postaciom nowe wymiary i zaskakujące cechy: kto był czyją „sympatią” w młodości, kto od kogo „dostał kosza”, kto dorabiał się w szemrany sposób, a kto pomagał wszystkim wokoło. Dziadkom język na te tematy rozwiązywał się często chętniej niż na inne i bywało, że rykoszetem jakąś kompromitującą opowiastką oberwał rodzic, boleśnie odczuwając, jak kruszeje jego majestat. To właśnie w tych pozornie drobnych opowieściach dokonywała się cicha praca podtrzymywania ciągłości świata, w którym dzięki dziadkom linia naszego czasu nie kończyła się zionącą czarną dziurą.

 

Wsparcie rodziców

Pojawienie się dziecka na świecie to dla pary „drugi etat”. Pomoc w tym okresie bywa nieoceniona, a zakochani we wnuczęciu dziadkowie potrafią być w jej udzielaniu skuteczniejsi niż najbardziej profesjonalna niania. Dla wielu młodych rodzin wsparcie dziadków stanowi wręcz kwestię „być albo nie być”: czy to w wymiarze finansowym, czy w kontekście utrzymania stabilnej więzi uczuciowej, która bez tej pomocy łatwo może utonąć w chaosie codziennych obowiązków. Wyrozumiała babcia potrafi czasem nawet przejąć stery na wieczór i wypuścić rodziców na małżeńską randkę, by uczucie nie rozpadło się pod naporem zmęczenia i nerwówki.

 

Dla wielu młodych rodzin wsparcie dziadków stanowi wręcz kwestię „być albo nie być”: czy to w wymiarze finansowym, czy w kontekście utrzymania stabilnej więzi uczuciowej.

 

Wszystko to odbywa się ku wielkiej radości dziecka. O ile w relacji z rodzicami miłość bywa przykryta warstwą napięcia wynikającego z desperackiego godzenia pracy, prowadzenia domu i innych zobowiązań, o tyle dziadkowie (zwykle dysponujący luźniejszym „grafikiem”) mogą cieszyć się kontaktem z wnukiem w sposób mniej skażony codzienną bieżączką. Być może właśnie dlatego tak często dobrze wspominamy ich wizyty – jako czas czystej radości. Nierzadko wiązały się one z lekkim poluzowaniem rygorów; dziadkowie lubią dziecku trochę „popuścić”. Po co zabraniać, niech się cieszy; konsekwencje i tak poniosą rodzice.

Bardziej skomplikowana bywa kwestia wychowawczego know-how przekazywanego przez dziadków. Mieszają się w nim rady trafne, oparte na doświadczeniu i pozwalające rodzicom uniknąć wielu błędów, z poradami przestarzałymi, bazującymi na mitach – jak choćby przekonanie, że karmiąca piersią matka nie powinna jeść truskawek, bo pestki „zatykają kanaliki mleczne”. Trzeba uczciwie przyznać, że obszar porad wychowawczych to pole gęsto najeżone minami (co najmniej przeciwczołgowymi), a mądrzy dziadkowie wiedzą, którymi ścieżkami warto tu ostrożnie dreptać i kiedy się zatrzymać.

 

Nauczyciele życia i odchodzenia

Babcie i dziadkowie często próbowali wciągać oddanego pod ich opiekę wnuka w swoje codzienne zajęcia, i co zaskakujące, zazwyczaj robili to w taki sposób, że dziecko cieszyło się, zamiast traktować to jak przykry obowiązek. Karmienie kur, zbiory w sadzie, przekopywanie grządek, zakupy, drobne prace gospodarskie czy nawet wyszywanie były czystą przyjemnością. Na czym polegała tajemnica tego, że praca (choćby nieznacząca, a czasem nawet tylko udawana) była miła – nie potrafię dziś w pełni wyjaśnić. Faktem jest jednak, że można się było od nich nauczyć naprawdę wiele: nie tylko konkretnych umiejętności, lecz także cierpliwości, rytmu pracy i wagi, jaką ma atmosfera przy jej wykonywaniu.

Ta nauka nie dotyczyła jednak wyłącznie spraw przyziemnych, lecz także kwestii ostatecznych. Krótsze lub dłuższe towarzyszenie dziadkom nieuchronnie obejmowało również ich ostatnią drogę. Pamiętam prababcię, która (jak w wielu domach o mniej nowoczesnych obyczajach) kończyła swoje życie na łóżku, pod opieką swojej córki, a mojej babci. Zarówno zmiany cielesne (była wówczas drastycznie wychudzona), jak i umysłowe, których byliśmy świadkami, stanowiły lekcję filozofii dalece przewyższającą filozofię „czytaną”. A że babć i dziadków było wielu, różnorodne były także sposoby odchodzenia, z jakimi mogliśmy się zetknąć – często już w młodym wieku. Dramatycznie rozciągnięte w czasie, niespodziewane, katastroficzne czy te nazywane „dobrą śmiercią”. Wszystkie one oswajały nas z faktem, że nie wiemy, który wariant przypadnie nam w udziale. I choć łatwo wyobrazić sobie kogoś organizującego płatne „warsztaty umierania”, żadna taka inicjatywa nie prześcignie doniosłości tej cichej, niezamierzonej nauki.

 

Obserwowanie „ostatniej drogi” dziadków stanowi lekcję filozofii dalece przewyższającą filozofię „czytaną”.

 

Zbierając to wszystko razem, warto powiedzieć jasno: babcie i dziadkowie nie są społecznym obciążeniem, lecz przywilejem – może trudniejszym do dostrzeżenia w epoce, w której liczy się wydajność, produktywność i mierzalny zysk, a bardziej subtelne formy pożyteczności stają się niewidzialne. To oni podtrzymują ciągłość doświadczenia, uczą sensu poza rachunkiem ekonomicznym i amortyzują brutalność świata, zanim ta zdąży dotknąć najmłodszych.


 

POLECANE
Nie żyje legenda Interu Mediolan Wiadomości
Nie żyje legenda Interu Mediolan

Świat włoskiego futbolu pogrążył się w żałobie. Nazzareno Canuti, były piłkarz i legenda Interu Mediolan, zmarł nagle w wieku 70 lat. Informację o jego śmierci przekazał klub, z którym był związany przez większość swojej kariery.

Proszę Was o wsparcie. Natalia Kukulska przekazała smutne wieści Wiadomości
"Proszę Was o wsparcie". Natalia Kukulska przekazała smutne wieści

W mediach społecznościowych Natalii Kukulskiej pojawiła się poruszająca wiadomość. Artystka poinformowała fanów o śmierci Romana Janika – osoby niezwykle bliskiej jej rodzinie. Wpis szybko wywołał falę wsparcia i współczucia.

Ekspert: Siłowe wejście do KRS nie miało podstawy prawnej tylko u nas
Ekspert: Siłowe wejście do KRS nie miało podstawy prawnej

Siłowe wejście policji do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa wywołało poważne pytania o granice władzy wykonawczej i obowiązywanie prawa w Polsce. Ekspert prawa konstytucyjnego wskazuje, że działania podjęte wobec KRS nie miały wyraźnej podstawy ustawowej i mogły stanowić próbę wywołania skutków prawnych bez wymaganych kompetencji.

„Trzecią dekadę Pan klęczy”. Karol Nawrocki ripostuje Donalda Tuska Wiadomości
„Trzecią dekadę Pan klęczy”. Karol Nawrocki ripostuje Donalda Tuska

W mediach społecznościowych doszło do publicznej wymiany zdań między premierem Donaldem Tuskiem a prezydentem Karolem Nawrockim.

„To bardzo ważna, silna grupa społeczna”. Kaczyński o znaczeniu polskiej wsi i rolników Wiadomości
„To bardzo ważna, silna grupa społeczna”. Kaczyński o znaczeniu polskiej wsi i rolników

W sobotę Stary Lubotyń na Mazowszu stał się centrum debaty o przyszłości polskiego rolnictwa. W wydarzeniu organizowanym przez Prawo i Sprawiedliwość uczestniczył prezes partii, Jarosław Kaczyński, który podkreślał znaczenie rolnictwa dla całego kraju, bezpieczeństwa żywnościowego i równości między miastem a wsią. Podczas swojego przemówienia mówił o trudnej pracy rolników, potrzebie wsparcia dla wsi oraz błędnych koncepcjach rozwoju, które faworyzowały duże ośrodki kosztem prowincji.

Polak tuż za rekordzistą toru w Pucharze Świata Wiadomości
Polak tuż za rekordzistą toru w Pucharze Świata

Panczenista Damian Żurek, który w piątek wygrał rywalizację Pucharu Świata w Inzell na 500 m, zajął drugie miejsce na dystansie dwukrotnie dłuższym. Polak uzyskał czas 1.07,20, a szybszy był tylko Amerykanin Jordan Stolz - wynikiem 1.06,83 pobił rekord toru.

Rozmowy pokojowe w Abu Zabi. Zełenski zabiera głos z ostatniej chwili
Rozmowy pokojowe w Abu Zabi. Zełenski zabiera głos

Uczestnicy ukraińsko-amerykańsko-rosyjskich rozmów w Abu Zabi dyskutowali o możliwych warunkach zakończenia wojny i monitorowaniu bezpieczeństwa przez Stany Zjednoczone - poinformował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski po zakończeniu sobotnich rozmów.

Katastrofa zimowa w USA: stan Nowy Jork ogłasza alarm Wiadomości
Katastrofa zimowa w USA: stan Nowy Jork ogłasza alarm

Północno-wschodnia część Stanów Zjednoczonych przygotowuje się na jedną z najpoważniejszych burz zimowych tej zimy. W kilku stanach wprowadzono stany wyjątkowe, a służby ostrzegają przed paraliżem komunikacyjnym, przerwami w dostawach prądu i ekstremalnym mrozem. Zimowy żywioł może dotknąć nawet 200 milionów mieszkańców USA.

Niemcy zaskoczone ruchem Trumpa ws. Wenezueli. Potężny problem Berlina z ostatniej chwili
Niemcy zaskoczone ruchem Trumpa ws. Wenezueli. Potężny problem Berlina

Aresztowanie Nicolása Maduro przez siły amerykańskie 3 stycznia 2026 roku zaskoczyło Niemcy. One były na takie posunięcie nie przygotowane. Teraz szukają właściwej odpowiedzi na to wyzwanie o czym świadczy najnowsza publikacja think tanku DGAP (Deutsche Gesellschaft für Auswärtige Politik) o tytule “Venezuela, Oil, and US ­Energy Dominance: Implications for German Policy” z 16 stycznia.

Świętość blisko nas. Już dziś premiera dokumentu o Helenie Kmieć [ZWIASTUN] z ostatniej chwili
Świętość blisko nas. Już dziś premiera dokumentu o Helenie Kmieć [ZWIASTUN]

Jaka naprawdę była kandydatka na ołtarze? W 9. rocznicę śmierci Sługi Bożej Heleny Kmieć - premiera filmu dokumentalnego “Droga do świętości” Elżbiety Beszłej na antenie Republika Plus.

REKLAMA

Niewidzialna praca babć i dziadków

Nawet jeśli nie jest to wypowiedziane wprost, starsi ludzie bywają dziś przedstawiani przede wszystkim jako obciążenie i koszt, który społeczeństwo musi ponieść, aby wciąż móc uważać się za wspaniałomyślne i hołdujące „humanistycznym wartościom”. Jest to oczywiście wierutna bzdura. Babcia i dziadek tworzą bowiem swoistą instytucję, pełniącą jedną z kluczowych ról dla trwania (a często wręcz przetrwania) wspólnoty.
babcia zdjęcie poglądowe
babcia zdjęcie poglądowe / flickr.com/Nate Grigg/CC BY 2.0

Co musisz wiedzieć?

  • O ile w relacji z rodzicami miłość bywa przykryta warstwą napięcia wynikającego z desperackiego godzenia pracy, prowadzenia domu i innych zobowiązań, o tyle dziadkowie mogą cieszyć się kontaktem z wnukiem w sposób mniej skażony codzienną bieżączką.
  • Opowieści i relacje dziadków ożywiają suche fakty i czynią historię doświadczeniem osobistym.
  • Obcowanie z dziadkami oswaja z przemijaniem i nieuchronnie zlbiżającą się śmiercią

Choć po przejściu na emeryturę dziadkowie mogliby uznać, że nadszedł czas egoistycznych, dożywotnich wakacji, zazwyczaj tak się nie dzieje. Pojawienie się wnuków nadaje ich życiu nowe znaczenie. Wyłaniają się zadania, których się podejmują, i to nie wyłącznie z poczucia obowiązku, lecz z miłością i wewnętrzną chęcią bycia potrzebnym. Wszystkich ról, jakie w ten sposób przyjmują, nie sposób pomieścić w ograniczonym formacie prasowego tekstu, ale warto wymienić przynajmniej te najważniejsze.

 

Dziadkowie jako łącznicy z dawnym światem

Prababcia opowiadała nam historię, jak w czasie II wojny światowej została w drodze do domu zatrzymana przez gestapo ze względu na swój „semicki” wygląd i uwięziona w piwnicy. Próbując przekonać Niemców, by ją wypuścili, powołała się na fakt, że jest chrześcijanką. Gdy jej nie uwierzono, zaczęła głośno odmawiać „Ojcze nasz”, i w ten sposób ocaliła życie. Tego rodzaju opowieści przybliżają realia minionych epok w sposób, którego nie są w stanie oddać ani szkolne podręczniki, ani (nawet barwne) relacje literackie obcych nam autorów. Ożywiają suche fakty i czynią historię doświadczeniem osobistym. Nie dotyczy to zresztą tylko wielkich wydarzeń dziejowych. Dawna codzienność była jednym z ulubionych tematów dziadków. Słuchaliśmy opowieści o biedzie, klepisku zamiast podłogi, (jeszcze niezmechanizowanych) żniwach czy przedziwnych dziś zwyczajach, jak np. grabienie runa leśnego.

Kluczowym podziałem tych śladów przeszłości było pochodzenie dziadków: wiejskie lub miejskie. W pierwszym przypadku znakami dawnego świata bywały elementy gwary obecne w ich mowie, wywołujące w nas lekkie poczucie obcości. O regionalnej kreatywności religijnej starych czasów świadczyły z kolei unikalne wierzenia i pieśni, w których folklorystyczne zmyślenia przenikały się z chrześcijaństwem, wymykając się standaryzującym zapędom „biurokratycznego” aparatu duchowieństwa. Dochodziły do tego praktycze przedmioty wsi: możliwe do zobaczenia i dotknięcia naprawdę, a nie jedynie w skansenie: cepy do młócenia, kosy, skrzynie na zboże. Do dziś pamiętam swoje zdumienie, gdy odkryłem, że jeden z kolegów ze szkoły nigdy nie widział pieca kaflowego i nawet nie wiedział, czym on jest. Dla mnie był on stałym elementem domu dziadków i czymś zupełnie oczywistym.

Dziadkowie pochodzący z miasteczek z kolei chętnie opowiadali o tym, jak bardzo wszystko zmieniło się względem świata II Rzeczpospolitej, którą pamiętali z dzieciństwa. Jej słynna, dziś już nieco przegadana, „wielokulturowość” była dla nich realnym doświadczeniem – choćby codziennym widokiem rynku, na którym obok siebie handlowali Polacy, Rusini i Żydzi. Obok tych kulturowych krajobrazów pojawiały się też opowieści bardziej plotkarskie – historie o dobrze znanych nam członkach małomiasteczkowej wspólnoty, często z pikantnymi szczegółami, o których nigdy byśmy nie pomyśleli. Nadawało to tym postaciom nowe wymiary i zaskakujące cechy: kto był czyją „sympatią” w młodości, kto od kogo „dostał kosza”, kto dorabiał się w szemrany sposób, a kto pomagał wszystkim wokoło. Dziadkom język na te tematy rozwiązywał się często chętniej niż na inne i bywało, że rykoszetem jakąś kompromitującą opowiastką oberwał rodzic, boleśnie odczuwając, jak kruszeje jego majestat. To właśnie w tych pozornie drobnych opowieściach dokonywała się cicha praca podtrzymywania ciągłości świata, w którym dzięki dziadkom linia naszego czasu nie kończyła się zionącą czarną dziurą.

 

Wsparcie rodziców

Pojawienie się dziecka na świecie to dla pary „drugi etat”. Pomoc w tym okresie bywa nieoceniona, a zakochani we wnuczęciu dziadkowie potrafią być w jej udzielaniu skuteczniejsi niż najbardziej profesjonalna niania. Dla wielu młodych rodzin wsparcie dziadków stanowi wręcz kwestię „być albo nie być”: czy to w wymiarze finansowym, czy w kontekście utrzymania stabilnej więzi uczuciowej, która bez tej pomocy łatwo może utonąć w chaosie codziennych obowiązków. Wyrozumiała babcia potrafi czasem nawet przejąć stery na wieczór i wypuścić rodziców na małżeńską randkę, by uczucie nie rozpadło się pod naporem zmęczenia i nerwówki.

 

Dla wielu młodych rodzin wsparcie dziadków stanowi wręcz kwestię „być albo nie być”: czy to w wymiarze finansowym, czy w kontekście utrzymania stabilnej więzi uczuciowej.

 

Wszystko to odbywa się ku wielkiej radości dziecka. O ile w relacji z rodzicami miłość bywa przykryta warstwą napięcia wynikającego z desperackiego godzenia pracy, prowadzenia domu i innych zobowiązań, o tyle dziadkowie (zwykle dysponujący luźniejszym „grafikiem”) mogą cieszyć się kontaktem z wnukiem w sposób mniej skażony codzienną bieżączką. Być może właśnie dlatego tak często dobrze wspominamy ich wizyty – jako czas czystej radości. Nierzadko wiązały się one z lekkim poluzowaniem rygorów; dziadkowie lubią dziecku trochę „popuścić”. Po co zabraniać, niech się cieszy; konsekwencje i tak poniosą rodzice.

Bardziej skomplikowana bywa kwestia wychowawczego know-how przekazywanego przez dziadków. Mieszają się w nim rady trafne, oparte na doświadczeniu i pozwalające rodzicom uniknąć wielu błędów, z poradami przestarzałymi, bazującymi na mitach – jak choćby przekonanie, że karmiąca piersią matka nie powinna jeść truskawek, bo pestki „zatykają kanaliki mleczne”. Trzeba uczciwie przyznać, że obszar porad wychowawczych to pole gęsto najeżone minami (co najmniej przeciwczołgowymi), a mądrzy dziadkowie wiedzą, którymi ścieżkami warto tu ostrożnie dreptać i kiedy się zatrzymać.

 

Nauczyciele życia i odchodzenia

Babcie i dziadkowie często próbowali wciągać oddanego pod ich opiekę wnuka w swoje codzienne zajęcia, i co zaskakujące, zazwyczaj robili to w taki sposób, że dziecko cieszyło się, zamiast traktować to jak przykry obowiązek. Karmienie kur, zbiory w sadzie, przekopywanie grządek, zakupy, drobne prace gospodarskie czy nawet wyszywanie były czystą przyjemnością. Na czym polegała tajemnica tego, że praca (choćby nieznacząca, a czasem nawet tylko udawana) była miła – nie potrafię dziś w pełni wyjaśnić. Faktem jest jednak, że można się było od nich nauczyć naprawdę wiele: nie tylko konkretnych umiejętności, lecz także cierpliwości, rytmu pracy i wagi, jaką ma atmosfera przy jej wykonywaniu.

Ta nauka nie dotyczyła jednak wyłącznie spraw przyziemnych, lecz także kwestii ostatecznych. Krótsze lub dłuższe towarzyszenie dziadkom nieuchronnie obejmowało również ich ostatnią drogę. Pamiętam prababcię, która (jak w wielu domach o mniej nowoczesnych obyczajach) kończyła swoje życie na łóżku, pod opieką swojej córki, a mojej babci. Zarówno zmiany cielesne (była wówczas drastycznie wychudzona), jak i umysłowe, których byliśmy świadkami, stanowiły lekcję filozofii dalece przewyższającą filozofię „czytaną”. A że babć i dziadków było wielu, różnorodne były także sposoby odchodzenia, z jakimi mogliśmy się zetknąć – często już w młodym wieku. Dramatycznie rozciągnięte w czasie, niespodziewane, katastroficzne czy te nazywane „dobrą śmiercią”. Wszystkie one oswajały nas z faktem, że nie wiemy, który wariant przypadnie nam w udziale. I choć łatwo wyobrazić sobie kogoś organizującego płatne „warsztaty umierania”, żadna taka inicjatywa nie prześcignie doniosłości tej cichej, niezamierzonej nauki.

 

Obserwowanie „ostatniej drogi” dziadków stanowi lekcję filozofii dalece przewyższającą filozofię „czytaną”.

 

Zbierając to wszystko razem, warto powiedzieć jasno: babcie i dziadkowie nie są społecznym obciążeniem, lecz przywilejem – może trudniejszym do dostrzeżenia w epoce, w której liczy się wydajność, produktywność i mierzalny zysk, a bardziej subtelne formy pożyteczności stają się niewidzialne. To oni podtrzymują ciągłość doświadczenia, uczą sensu poza rachunkiem ekonomicznym i amortyzują brutalność świata, zanim ta zdąży dotknąć najmłodszych.



 

Polecane