Szukaj
Konto

[Tylko u nas] Andrzej Skiba: Trzeba publicznie zapytać jakie są źródła finansowania Amnesty International

31.07.2018 18:39
[Tylko u nas] Andrzej Skiba: Trzeba publicznie zapytać jakie są źródła finansowania Amnesty International
Źródło: Andrzej Skiba, screen YT
Komentarzy: 0
Wobec ostatnich działań Amnesty International w Polsce i nie tylko, rodzą się pytania co jest faktycznym celem istnienia tej organizacji. Czy jest nim realna walka o prawa człowieka, czy może stała się ona narzędziem wykorzystywanym w walce nie tylko politycznej, ale także społecznej i ideowej? O zdanie zapytaliśmy Andrzeja Skibę, politologa i prezesa Instytutu Debaty Publicznej w Gdańsku. Rozmawiał Robert Wąsik.
Otwieram sobie Wikipedię i czytam, że Amnesty International to międzynarodowa organizacja pozarządowa, której celem jest zapobieganie naruszeniom praw człowieka poprzez wszelkie pokojowe akcje obywatelskie. Czy pana zdaniem w chwili obecnej Amnesty International faktycznie tym się zajmuje?
Wydaje mi się, że AI działa w różny sposób w różnych państwach. Zacznijmy może od tego, że idea, która polega na ochronie praw człowieka, ochronie godności człowieka, także więźniów, w tym więźniów politycznych jest ideą słuszną, zgodną z etyką chrześcijańską. Natomiast można się zastanowić, na ile jest to organizacja która działa oddolnie, a do jakiego stopnia w niektórych państwach może być narzędziem wykorzystywanym do prowadzenia polityki. I tutaj kilka przykładów, które budzą emocje, łatwo możemy znaleźć.

Jakie to są przykłady?
Warto odnieść deklaracje tej organizacji do wydarzeń, które miały miejsce w Polsce i sprawdzić, jak Amnesty reagowała na poszczególne sytuacje z przeszłości. Łagodnie rzecz ujmując, było niejednolicie. Przypomnijmy wydarzenia z czasów rządów koalicji PO-PSL i sprawę walki ówczesnego rządu ze środowiskami kibicowskimi. Środowiska te budzą oczywiście różne emocje, prawdopodobnie nie są najlepiej postrzegane przez przeciętnego obserwatora życia publicznego, natomiast kibice, jak i inni obywatele, mają swoje prawa, choćby do traktowania zgodnie z konstytucją i zachowaniem wszystkich norm. Przykładem zaprzeczenia takiego traktowania była chociażby słynna akcja "Widelec".

Przypomnijmy, na czym polegała ta akcja.
W 2008 roku policja zatrzymała dużą grupę kibiców Legii zmierzających na wydarzenie sportowe. Podejrzewano, że mogą mieć przy sobie jakieś niebezpieczne narzędzia i dążyć do konfrontacji z kibicami innej drużyny. Efektem tego dość spektakularnego zatrzymania było znalezienie jedynie, o losie, widelca. Stąd niektórzy określają tę akcję pogardliwie "Widelec". Wówczas doszło do naruszenia prawa wobec tych kibiców, ponieważ nie wszyscy byli traktowani w sposób, w jaki by wynikał z prowadzenia czynności operacyjnych.

Niektórzy alarmowali, że byli wręcz torturowani przez policję. Mimo to AI niestety milczała.
Pytanie zatem, dlaczego ten podmiot czasem się angażuje, a czasem nie? Wydaje się natomiast, że od czasu zmiany władzy w Polsce w roku 2015 organizacja ta jest zdecydowanie bardziej aktywna. W mojej ocenie AI nie jest konsekwentna w swoich działaniach. Niektóre grupy broni, inne kompletne pomija. Drugi taki przykład to stosunek do wydarzeń na kolejnych marszach niepodległości, które jak już wiemy teraz, miały niekiedy burzliwy przebieg z powodu prowokacji stosowanych przez ludzi zatrudnionych po stronie machiny państwowej.


#NOWA_STRONA#

Przykładów sytuacji, w których AI milczało, a nie powinno, można mnożyć. Pamiętamy "Antykomora", pamiętamy, że za czasów rządów PO liczba zakładanych podsłuchów wzrosła kilkukrotnie, pamiętamy wejście ABW do redakcji Wprost. Dużo przykładów antydemokratycznego zachowania aparatu państwowego, wobec którego Amnesty International w ogóle nie reagowała.
To przykłady zastanawiającej niekonsekwencji. W jednej z rozmów przeprowadzonych bodajże wczoraj na antenie komercyjnego radia, redaktor pytał przewodniczącą polskiego oddziału AI Draginje Nadażdin, dlaczego wcześniej nie interweniowano, a teraz czyni się to tak często. Jej odpowiedzi były, łagodnie mówiąc, niekonsekwentne. Wskazywała, że wcześniej Amnesty nie miało takich zawiadomień, wobec tego nie podejmowano działań. Na pytanie, czy miało zawiadomienia teraz, odpowiedziała iż… także nie. Więc pytanie brzmi, czy w Polsce można dzielić ludzi na takich, którym przysługuje pełna ochrona i na takich, którym nie przysługuje żadna?

Czy za tego typu organizacją mogą stać jakieś silniejsze grupy interesu?
Być może warto by było sprawdzić kwestię finansowania tego podmiotu. O ile Amnesty International opiera się w dużej mierze na akcjach pisania listów o zwolnienie więźniów politycznych, te listy piszą bardzo często wolontariusze, ludzie dobrej woli, natomiast ktoś taką strukturą też musi zarządzać, jej koordynacja pracy wynika z konkretnych mechanizmów finansowych i organizacyjnych. Warto publicznie postawić pytanie, z jakich źródeł finansowana jest Amnesty International, a w oparciu o te dane dokonać dobrej kwerendy. Każda działalność, która ma jakieś znamiona profesjonalizmu potrzebuje obok dobrych chęci także środków finansowych, a stara zasada głosi: kto płaci ten wymaga.

Popatrzyłem na ten aspekt finansowania przed naszą rozmową. Amnesty International twierdzi, że jest finansowana "głównie z opłat członkowskich i publicznych darowizn".
Tu już byłaby kwestia spojrzenia na formę prawną. Dla przykładu organizacje pożytku publicznego mają obowiązek przedstawić całe swoje finansowanie. Natomiast nie każda organizacja działająca w sferze publicznej jest organizacją pożytku publicznego. Więc jeśli taką organizacją nie jest, przynajmniej formalnie, to rzeczywiście wówczas nie ma obowiązku udzielać informacji o finansowaniu. Wówczas to powinno być raczej źródłem pewnego zainteresowania dziennikarskiego i być może postawieniu kilku pytań, dlaczego ktoś unika odpowiedzi na pytania dot. finansowania. Czy wynika to z jakichś umów? Nawet jeśli tak, to też można tutaj parę znaków zapytania postawić…


#NOWA_STRONA#

Spójrzmy jeszcze na aspekt ideologiczno-społeczny działań Amnesty. Całkiem niedawno duże kontrowersje wzbudził spot ich autorstwa, w którym młode Irlandki opowiedziały o tym, co je najbardziej irytowało, gdy… były w ciąży. Celem spotu było nakłonienie do tego, aby w Irlandii w referendum zagłosować za liberalizacją prawa aborcyjnego. Czy można zaryzykować stwierdzenie, że AI jest obecnie jakimś narzędziem w rękach europejskiej, liberalnej lewicy do walki z nurtem konserwatywnym, prawicowym?
Jeśli spojrzymy na deklarowane cele i na to z czym kojarzy się AI przeciętnemu obywatelowi, to prawdopodobnie będzie to kwestia zajmowania się więźniami, zwłaszcza politycznymi, których prawa w państwach niedemokratycznych są naruszane. Kwestia aborcji jest jednym z bardziej kontrowersyjnych tematów w społeczeństwach. Wydaje się, że takie działanie nie do końca wpisuje się w cele tej organizacji. Oczywiście prawa człowieka można bardzo szeroko definiować, natomiast wtedy występuje ryzyko posunięcia się do absurdów. Być może rzeczywiście propagowanie takich treści miało służyć promowaniu pewnych wzorców ideowych, ale wtedy pojawia się pytanie, czy wojenki obyczajowe są tym, czym powinno zajmować się Amnesty International. Bo jeżeli podejmuje takie tematy, to rzeczywiście naraża się na zarzuty, że jest wyrazicielem tendencji lewicowo-liberalnych, które kontestują w tradycyjne wartości, które wciąż są silne; czy to w Polsce czy to Irlandii.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 31.07.2018 18:39