Szukaj
Konto

Felieton "TS". Cezary Krysztopa: Oddaj wiatraczki!

Felieton "TS". Cezary Krysztopa: Oddaj wiatraczki!
Źródło: pixabay.com
Komentarzy: 0
Nienawidzę upałów. Wielkich mrozów też nie lubię, choć może nie aż tak bardzo. Dlatego ci, którzy mnie znają, pytają czasem: „Krysztopa, ty lata nie lubisz, zimy nie lubisz, to co ty lubisz?”. Lubię, kiedy temperatura i ogólnie pogoda są akuratne. Choćbym nie wiem, jak się uparł, żeby polubić długotrwałe upały, pokochał to, że się cały kleję, jestem słaby, nie mam apetytu i mam kłopoty ze snem, to i tak moja doczesna powłoka wie ode mnie lepiej, że ma być chora, nieszczęśliwa, ma chudnąć i cierpieć. No to cierpię wraz z nią i modlę się, żeby coś podniosło mi choć na chwilę ciśnienie. No, ale na Trygława i Swaroga, nie w ten sposób!
Kilka dni temu Dziadek przywiózł Młodszemu dwa kolorowe wiatraczki, które, niemało się przy tym napracowawszy i opracowując skomplikowany system plecionych drucików, przymocował do balustrady tarasu. Mieszkanie mamy na parterze, ale nigdy do tej pory nam nic z tarasu nie zginęło.

No i którejś z rzędu nocy zginął jeden wiatraczek. Było trochę płaczu, obowiązkowy telefon do Dziadka, który obiecał uzupełnić braki w stanie wiatraczków, ale generalnie sądziliśmy, że może wiatr go zwiał, w końcu pogoda ostatnio bywa na różne sposoby ekstremalna. Jednak, jak się okazało, nasza wiara w ludzi była zdecydowanie przesadna.

Jednej z kolejnych nocy obudziła mnie przelatująca nade mną Żona, która leciała w kierunku drzwi na taras, ponieważ zauważyła tam nad ranem jakiś ruch (odważną mam Żonę, co?). I rzeczywiście, choć zdążyła mnie obudzić, to złodziej wiatraczków z kolei zdążył w tym czasie schować się gdzieś między blokami. Niestety zdążył również zajumać drugi wiatraczek, co już nie pozostawiło żadnej wątpliwości co do natury fenomenu znikających wiatraczków. I znowu był płacz, żal po kolejnym wiatraczku od Dziadka i cała procedura rekompensaty poniesionych strat.

No i teraz pojawia się pytanie, jakim trzeba być palantem, żeby kraść dzieciom wiatraczki? Ja rozumiem, to znaczy też nie rozumiem, ale powiedzmy, że jestem sobie w stanie wyobrazić, że ktoś ukradłby rowerek, za który dostałby może na flaszkę na skupie złomu, albo plastikowe samochodziki, dzięki którym być może na pchlim targu zarobiłby na piwo, ale wiatraczki? Kim trzeba być, żeby odbierać dzieciom coś, co jednocześnie jest tak małej wartości materialnej i tak wielkiej, z punktu widzenia dziecka, wartości emocjonalnej? Kim?

Upadłym Teletubisiem kompensującym sobie brak dostępu do świata króliczków, telegrzanek i zielonych pagórków? Zapijaczonym Santa Clausem, który nie wytrzymał psychicznie roli fałszywego "boga prezentów", mającym zastąpić w dziecięcych serduszkach Dzieciątko, którego urodziny obchodzimy co roku w Boże (przecież nie santaclausowe) Narodzenie?

Nie wiem, ale mam nadzieję, łajzo, że będziesz miał okazję mi to wyjaśnić.

Cezary Krysztopa

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (32/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 07.08.2018 19:52