Felieton "TS". Cezary Krysztopa: Oddaj wiatraczki!

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Nienawidzę upałów. Wielkich mrozów też nie lubię, choć może nie aż tak bardzo. Dlatego ci, którzy mnie znają, pytają czasem: „Krysztopa, ty lata nie lubisz, zimy nie lubisz, to co ty lubisz?”. Lubię, kiedy temperatura i ogólnie pogoda są akuratne. Choćbym nie wiem, jak się uparł, żeby polubić długotrwałe upały, pokochał to, że się cały kleję, jestem słaby, nie mam apetytu i mam kłopoty ze snem, to i tak moja doczesna powłoka wie ode mnie lepiej, że ma być chora, nieszczęśliwa, ma chudnąć i cierpieć. No to cierpię wraz z nią i modlę się, żeby coś podniosło mi choć na chwilę ciśnienie. No, ale na Trygława i Swaroga, nie w ten sposób!
Kilka dni temu Dziadek przywiózł Młodszemu dwa kolorowe wiatraczki, które, niemało się przy tym napracowawszy i opracowując skomplikowany system plecionych drucików, przymocował do balustrady tarasu. Mieszkanie mamy na parterze, ale nigdy do tej pory nam nic z tarasu nie zginęło.
No i którejś z rzędu nocy zginął jeden wiatraczek. Było trochę płaczu, obowiązkowy telefon do Dziadka, który obiecał uzupełnić braki w stanie wiatraczków, ale generalnie sądziliśmy, że może wiatr go zwiał, w końcu pogoda ostatnio bywa na różne sposoby ekstremalna. Jednak, jak się okazało, nasza wiara w ludzi była zdecydowanie przesadna.
Jednej z kolejnych nocy obudziła mnie przelatująca nade mną Żona, która leciała w kierunku drzwi na taras, ponieważ zauważyła tam nad ranem jakiś ruch (odważną mam Żonę, co?). I rzeczywiście, choć zdążyła mnie obudzić, to złodziej wiatraczków z kolei zdążył w tym czasie schować się gdzieś między blokami. Niestety zdążył również zajumać drugi wiatraczek, co już nie pozostawiło żadnej wątpliwości co do natury fenomenu znikających wiatraczków. I znowu był płacz, żal po kolejnym wiatraczku od Dziadka i cała procedura rekompensaty poniesionych strat.
No i teraz pojawia się pytanie, jakim trzeba być palantem, żeby kraść dzieciom wiatraczki? Ja rozumiem, to znaczy też nie rozumiem, ale powiedzmy, że jestem sobie w stanie wyobrazić, że ktoś ukradłby rowerek, za który dostałby może na flaszkę na skupie złomu, albo plastikowe samochodziki, dzięki którym być może na pchlim targu zarobiłby na piwo, ale wiatraczki? Kim trzeba być, żeby odbierać dzieciom coś, co jednocześnie jest tak małej wartości materialnej i tak wielkiej, z punktu widzenia dziecka, wartości emocjonalnej? Kim?
Upadłym Teletubisiem kompensującym sobie brak dostępu do świata króliczków, telegrzanek i zielonych pagórków? Zapijaczonym Santa Clausem, który nie wytrzymał psychicznie roli fałszywego "boga prezentów", mającym zastąpić w dziecięcych serduszkach Dzieciątko, którego urodziny obchodzimy co roku w Boże (przecież nie santaclausowe) Narodzenie?
Nie wiem, ale mam nadzieję, łajzo, że będziesz miał okazję mi to wyjaśnić.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (32/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
No i którejś z rzędu nocy zginął jeden wiatraczek. Było trochę płaczu, obowiązkowy telefon do Dziadka, który obiecał uzupełnić braki w stanie wiatraczków, ale generalnie sądziliśmy, że może wiatr go zwiał, w końcu pogoda ostatnio bywa na różne sposoby ekstremalna. Jednak, jak się okazało, nasza wiara w ludzi była zdecydowanie przesadna.
Jednej z kolejnych nocy obudziła mnie przelatująca nade mną Żona, która leciała w kierunku drzwi na taras, ponieważ zauważyła tam nad ranem jakiś ruch (odważną mam Żonę, co?). I rzeczywiście, choć zdążyła mnie obudzić, to złodziej wiatraczków z kolei zdążył w tym czasie schować się gdzieś między blokami. Niestety zdążył również zajumać drugi wiatraczek, co już nie pozostawiło żadnej wątpliwości co do natury fenomenu znikających wiatraczków. I znowu był płacz, żal po kolejnym wiatraczku od Dziadka i cała procedura rekompensaty poniesionych strat.
No i teraz pojawia się pytanie, jakim trzeba być palantem, żeby kraść dzieciom wiatraczki? Ja rozumiem, to znaczy też nie rozumiem, ale powiedzmy, że jestem sobie w stanie wyobrazić, że ktoś ukradłby rowerek, za który dostałby może na flaszkę na skupie złomu, albo plastikowe samochodziki, dzięki którym być może na pchlim targu zarobiłby na piwo, ale wiatraczki? Kim trzeba być, żeby odbierać dzieciom coś, co jednocześnie jest tak małej wartości materialnej i tak wielkiej, z punktu widzenia dziecka, wartości emocjonalnej? Kim?
Upadłym Teletubisiem kompensującym sobie brak dostępu do świata króliczków, telegrzanek i zielonych pagórków? Zapijaczonym Santa Clausem, który nie wytrzymał psychicznie roli fałszywego "boga prezentów", mającym zastąpić w dziecięcych serduszkach Dzieciątko, którego urodziny obchodzimy co roku w Boże (przecież nie santaclausowe) Narodzenie?
Nie wiem, ale mam nadzieję, łajzo, że będziesz miał okazję mi to wyjaśnić.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (32/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 07.08.2018 19:52
Komentarze
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Urlop
14.07.2024 19:02

Komentarzy: 0
Generalnie pracuję dużo. W moim przypadku występuje to niebezpieczne połączenie pracy i zamiłowań. Lubię robić to, co robię. Być może ktoś uznałby to za wielkie szczęście i nawet miałby sporo racji, ale jednocześnie trzeba wiedzieć, że takie połączenie sprawia, że nigdy nie wiem, czy to, co robię, robię jeszcze dlatego, że naprawdę muszę, czy tylko dlatego, że już nie potrafię przestać.
Czytaj więcej
Cezary Krysztopa: Donald Tusk zjadł koalicjantów
09.06.2024 23:01

Komentarzy: 0
– Na naszym podwórku polskim takie wybory do Parlamentu Europejskiego to jest taki trochę sondaż i dzięki temu oraz obliczeniom Marcina Palade wiemy, że Donald Tusk odniósł sukces. On walczył o mijankę, dostał ją kosztem zjedzenia koalicjantów – powiedział redaktor naczelny Tysol.pl w studiu wyborczym TV Republika.
Czytaj więcej
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Pajęcze miasteczko
09.06.2024 20:34

Komentarzy: 0
Jako chłopiec byłem dość dobrotliwy, co pośród moich kolegów nie było zjawiskiem szczególnie powszechnym. W szkole przezywano mnie nawet „doktorem”, ponieważ zapłaciłem kiedyś 50 zł koledze, żeby nie dręczył żaby. Generalnie, zarówno kiedyś, jak i teraz przez wielu uznawany byłem za niegroźnego, ale dziwaka.
Czytaj więcej
[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Krysztopa się popłakał
02.06.2024 22:32

Komentarzy: 0
Jest przedmiotem mojego nieustannego zadziwienia teza, którą słyszę już od trzydziestu paru lat, że „programy nauczania są przeładowane i trzeba je okrajać”. Jakoś nie tylko ja przeżyłem te „przeładowane programy nauczania”, ale też wielu moich kolegów, którzy byli później niezwykle cenionymi pracownikami na całym świecie. Cenionymi również ze względu na jakość wykształcenia ogólnego.
Czytaj więcej
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Ależ mam mądrego Syna…
26.05.2024 19:31
