loading
Proszę czekać...
[Tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Tragedia transgenderowych odwrotków
Opublikowano dnia 17.07.2019 19:57
Rewolucjoniści szczególnie odrzucają tradycyjne zrozumienie godności osoby ludzkiej wynikające z chrześcijaństwa. Czyli ideologia transgenderyzmu narusza zasady wolności religijnej i depcze indywidualne potrzeby ofiar dysforii genderowej. Ponadto, podkreślmy, że z zasady rewolucjoniści transgenderowi sprzeciwiają się procesowi detransformacji, czyli powrotu odwrotka do gender, który odzwierciedla biologiczną płeć pacjenta. Ludzie tacy są poddawani kampanii ostracyzmu i fali ataków jako „zdrajcy”. 

pixabay.com
Wcale nie jest rzadkie, że, na przykład, przetransformowana na faceta kobieta odkrywa, że w rzeczywistości jest lesbijką i powraca (o tyle, o ile jest to możliwe ze względu na zmasakrowanie swego ciała przez przebyte nieodwracalne operacje chirurgiczne) do swej oryginalnej formy kobiecej. I może żyć z sobą. Ale wielu to się nie udaje, co pokazują bardzo wysokie statystyki samobójstw wśród odwrotków: 19 razy częściej niż przeciętny człowiek, co podaje Ryan T. Anderson, When Harry Became Sally: Responding to the Transgender Moment (New York and London: Encounter Books, 2018, s. 73, 93). Po prostu żadna chirurgiczna interwencja nie może im pomóc. To przecież chodzi o ich dusze. Tutaj trzeba księdza, najlepiej księdza psychiatry. A już na pewno nie psychoanalityka rewolucjonisty seksualnego.

W rzeczywistości więc interes osób doświadczonych dysforią genderową jest wtórny dla aktywistów, których interesuje przede wszystkim osiągnięcie celu rewolucji seksualnej. A głównym celem w wypadku aktywistów jest redefinicja koncepcji kobiety i mężczyzny, a właściwie likwidacja tych pojęć. Na ich miejsce chcą ustanowić w sposób absolutystyczny relatywistyczną koncepcje „płynności genderowej” (gender fluidity), według teorii lesbijskiej aktywistki autosamiczej Judith Butler. A ta budowała na gnostyckich wymysłach Simone de Beauvoir i innych (s. 147-154). Każda jednostka może w danym momencie mieć taki gender, jaki jej się podoba. Aby to osiągnąć, rewolucjoniści nie tylko wyolbrzymiają skalę zjawiska transgenderyzmu, ale również agresywnie namawiają wszelkie osoby cierpiące na zaburzenia związane z płcią posiadaną do transformacji na gender, jaki cierpiącym wydaje się, że powinni mieć. 

Często dochodzi do psychologicznego nacisku, a wręcz przymuszania cierpiących do podjęcia takiej nieodwracalnej decyzji transformacyjnej. Na przykład wśród odwrotków rodzaju męskiego odróżniamy dwa główne typy w ramach transseksualizmu (s. 109). Pierwsi to homoseksualiści, którzy starali się przez transformację chirurgiczno-hormonalną dojść do ładu ze swoją seksualnością. Transformacja miała im pomóc odbywać seks z mężczyznami, rzekomo stali się bowiem „kobietami”. Drudzy to osoby autogynefiliczne (autogynephilic). Jest to perwersja zwykle u heteroseksualnych (czasami też biseksualnych) mężczyzn polegająca na podniecaniu się seksualnym możliwością przebrania się za kobiety. Zwykle kończy się na masturbacji w ramach podziwiania siebie samych jako „kobiet”. Dzięki umiejętnej terapii psychiatrycznej można takich ludzi uratować od traumy operacji. Nie trzeba przecież radykalnej chirurgii, aby się samozaspokoić. Niestety rewolucjoniści transgenderowi uważają, że trzeba. „Transgenderowi aktywiści nie proszą tylko o tolerancję czy życzliwość; domagają się aprobaty, nie tylko od dorosłych, ale również od dzieci i nastolatków, którzy przecież stoją już przed wyzwaniem procesu rozwoju płciowego” (s. 173). 

Szczególnie szokują praktyki indoktrynacji dzieci przez aktywistów transgenderowych. Nie chodzi tylko o to, że zarzuca się wszystkie dzieciaki, począwszy od przedszkola, propagandą rewolucji seksualnej na podstawie radykalnej sankcji państwowej, odbierając rodzicom możliwość decyzji o uświadomieniu swoich pociech we własnym zakresie w gronie rodziny. Chodzi o to, że działacze odwrotkowi identyfikują prawdziwych czy rzekomych kandydatów na transformację, a następnie używają wszelkich sposobów, aby proces ten się dokonał. W rezultacie „polityka tożsamości genderowej może szybko wytworzyć regulacje mowy politycznej poprawności w szkole i w pracy. Programy «antyprześladowcze» szybko mogą się zmienić w programy skierowane przeciw niezgadzającym się. Sprzeciw jest zrównany z bigoterią i nienawiścią, a więc żaden sprzeciw nie będzie tolerowany. Wszyscy studenci muszą zaakceptować ideologię gender, a ich rodzice nie będą mieli nic do powiedzenia” (s. 178). 

A co z prawami rodziców? Co z sumieniem, wolnością religijną? A prawo do prywatności, aby takich bezeceństw nie oglądać i w nich nie brać udziału. Nic. Wszystko musi paść pod młotem rewolucji.

Rewolucjoniści posuwają się tak daleko, że załatwiają urzędowo, aby przedszkole czy szkoła nie informowały rodziców, że dziecko ma zaburzenia genderowe i podjęło proces transformacji. Robią to rzekomo, aby ocalić dzieci od dyskryminacji oraz nietolerancji rodziców. Po pewnym czasie dopiero odpowiednie władze zajmują się rodzicami, aby ich zindoktrynować, aby zaakceptowali rewolucyjny zamach na zdrowie psychiczne i fizyczne ich dziecka. Szantażuje się moralnie rodziców, twierdząc, że odrzucają swoje dziecko, a odrzucenie spowoduje jego samobójstwo (s. 132). Wtedy rodzice często się poddają, nie szukają alternatywnej opinii czy innej pomocy. Zrezygnowani poddają się rewolucjonistom. I pomagają w tym procesie nauczyciele, urzędnicy, a szczególnie lekarze, którzy powinni wiedzieć, że to katastrofa. Ale motywują ich pieniądze oraz święty spokój. Nikt nie chce stracić pracy, być bojkotowany czy pikietowany przez transgenderowych rewolucjonistów.

A potem nie ma już powrotu do normalności. To tragedia. Statystyki lekarskie pokazują bowiem, że od 80 do 95 proc. wszystkich dzieci (s. 123), szczególnie nastolatków, które mają problemy z samoidentyfikacją w okresie pokwitania, pozbywa się tych problemów całkowicie. Po prostu wrastają w swoją własną osobę zgodną z płcią biologiczną. I zapominają o dysforii genderowej. W jednym wypadku chłopczyk, który utrzymywał, że jest dziewczynką, po pewnym czasie poinformował swoich rodziców, że „jest komputerem” (s. 137). Potem uznał jednak, że będzie gwiazdą hardrockową. I dzięki Bogu, że rodzice nie oddali go w szpony rewolucyjnej transformacji transgenderowej. 

Podkreślmy: dzieci nie potrzebują indoktrynacji rewolucji seksualnej. Dzieci trzeba strzec przed transgenderową policją. „Zarówno chłopcy, jak i dziewczynki mają się najlepiej na właściwie każdej skali porównawczej – osiągnięcia edukacyjne, zdrowie emocjonalne, rodzinny i seksualny rozwój oraz przestępczość – gdy wychowują ich właśnie biologiczni rodzice, którzy pozostają w małżeństwie” (s. 167). Rodzina jest przystanią normalności. Jest zaporą dla rewolucji. Dlatego właśnie rewolucjoniści chcą zniszczyć rodzinę. 

Transgenderyzm to tragedia dla chorych. Straszne jest, że transgenderowi aktywiści starają się wyzyskać cierpienia ofiar, aby napędzać swoją rewolucję obyczajową. Musimy dać temu tamę. W sensie metafizycznym Ryan Anderson tłumaczy to w ten sposób: „nasze mózgi i rozsądek funkcjonują prawidłowo, gdy ukazują nam rzeczywistość i prowadzą nas do wiedzy o prawdzie. A my kwitniemy jako rodzaj ludzki, kiedy przyjmiemy prawdę i żyjemy z nią w harmonii” (s. 114). Ponieważ temu zagraża transgenderowa rewolucja, trzeba się przed nią bronić. 

Będzie to tym bardziej trudne, że aktywiści mają zwykle poparcie państwa, prawa oraz policyjnej maszyny przymusu. „Celem antydyskryminacyjnych praw i polityki wspierającej tożsamości gender, które się nam narzuca, jest nie udzielenie gwarancji podstawowych praw obywatelskich, ale narzucenie radykalnej ideologii społeczeństwu” (s. 197). I dalej: „prawa te używają władzy państwowej, aby nas poinformować, że tradycyjne przekonania o ludzkiej naturze są fałszywe, dyskryminujące oraz zakorzenione w złości, wrogości, animozji. Polityka tożsamości gender jest zaprojektowana, aby ukarać Amerykanów, którzy wierzą, że stworzono nas jako mężczyznę i kobietę. Polityka ta ma zastąpić to przekonanie nową ortodoksją, według której można być albo samcem, albo samicą albo nikim, albo jakąś kombinacją tych właściwości – bez względu na biologię. Traktuje każdą oznakę sprzeciwu jako nieracjonalną, kołtuńską i niesprawiedliwą” (s. 197-198). 
Warto to wiedzieć. I zwalczać tęczową rewolucję na każdym froncie. W Polsce to nie przejdzie. Inaczej będzie Polkom i Polakom dużo trudniej żyć w prawdzie.

Marek Jan Chodakiewicz
Washington, DC, 8 lipca 2019 r.
www.iwp.edu



Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe droga do społecznej gospodarki rynkowej" - Debata publicystów
Blogi
avatar
Jacek
Matysiak

Trump, konserwatywne radio, Żydzi i Ukraina
Przypomnijmy, że Demokraci przeprowadzający impeachment Trumpa w niższej Izbie Reprezentantów Kongresu postawili mu dwa zarzuty: nadużycie władzy (abuse of power) i utrudnianie dochodzeniowej pracy Kongresu (obstruction of Congress). Jakoś szybko zrezygnowali z głośno zapowiadanych zarzutów zdrady i przekupstwa? Uderzającym jest to, że postawiono mu zarzut o utrudnianie prac Kongresu, a przecież Kongres ma też izbę wyższą, Senat, kontrolowany przez Republikanów, więc chodzi tylko o pół Kongresu? Dodajmy, że komisja Nadlera (biedaczek pozbył się chirurgicznie 100 własnych funtów, teraz też staci jego komisja zakończyła swoją działalność związaną z impeachmentem), przegłosował (po liniach partyjnych) przesłanie artykułów impeachmentu z komisji do pełnej Izby Reprezentantów. Głosowanie nad impeachmentem odbędzie się pewnie w nadchodzącym tygodniu przed świętami.
avatar
Ryszard
Czarnecki

Kontrowersyjny „Nobel” i ciężki los „Ossich”
O literaturze Herr Handke nie wspomnę jednak, bom nie krytyk, ale co mnie zafrapowało to fakt, że laureat Handke nie tylko wyraża swoje poglądy polityczne (do czego ma prawo), ale robi to w sposób dość hardkorowy. Oto bowiem przed ćwierćwieczem ,podczas wojen wszystkich ze wszystkimi na Bałkanach ów pisarz poparł... serbskiego zbrodniarza wojennego Slobodana Miloszewicza. Gdyby pan pisarz nie był Austriakiem, tylko Polakiem, a do tego jeszcze sympatykiem PiS, to dopiero byłaby wobec niego jazda bez trzymanki i modelowa nagonka.
avatar
Jerzy
Bukowski

Umarł niezłomny rycerz dobrej sprawy - gen. Bieńkowicz
Był dowódcą grupy szturmowej, która rozbiła niemieckie więzienie w Lidzie w styczniu 1944 r. i odbiła przetrzymywanych tam kolegów, za co uhonorowano go srebrnym krzyżem Virtuti Militari.

Drogi Użytkowniku,

Nasz Serwis korzysta z plików cookies. Przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem, przeglądanie Serwisu z otwartym komunikatem) bez zmian ustawień Twojej przeglądarki, wyrażasz zgodę na:
• przetwarzanie danych osobowych przez Tysol Sp. z o.o. i naszych zaufanych partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć, niezależnie od zgód wyrażonych na pozostałe rodzaje przetwarzania danych. Dowiedz się więcej o zgodzie marketingowej w naszej Polityce prywatności / Cofnij zgodę.

• na zapisywanie plików cookies w Twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych. Ten rodzaj plików cookies pozwala nam na dopasowanie treści dostępnych w Serwisie do Twoich preferencji, utrzymywania sesji po zalogowaniu oraz zapewnienia optymalnej funkcjonalności Serwisu. Więcej o plikach cookies i sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych dowiesz się w naszej Polityce prywatności.