loading
Proszę czekać...
[Tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Kultury kontrwywiadowcze
Opublikowano dnia 14.03.2019 18:36
W tym roku w The Institute of World Politics, z okazji trzeciego uroczystego wykładu im. Herberta Romersteina, czołowego amerykańskiego łowcy komuny i pogromcy sowieckiej dezinformacji, posłuchaliśmy naszego profesora, dr. Jacka Dziaka. Temat prelekcji to: „Wyzwanie kultur kontrwywiadowczych: Państwo kontrwywiadowcze od Rosji carskiej, przez Związek Sowiecki do Rosji putinowskiej, Chin Ludowych, Kuby i Wenezueli oraz powracającej fali wojującego islamu”. Dziak to emerytowany oficer wywiadu wojskowego, Defense Intelligence Agency, jeden z najlepszych na świecie ekspertów od Rosji. Szczególnie jeśli chodzi o moskiewski kontrwywiad i dezinformację. Oto streszczenie wywodów dr. Dziaka.

pixabay.com
Kontrwywiad jest królową fachu szpiegowskiego. To nie tylko proces wykrywania szpiegów. To system całościowego sterowania percepcjami, czyli tajnego wpływania na przeciwnika, aby jego przedsięwzięcia służyły naszym celom. Kontrwywiad działa w celu kontrolowania opozycji oraz ludności, aby utrzymać się u władzy.

Wszystko zaczęło się od carskiej tajnej policji, Ochrany. Państwo było wielkie, służba tajna malutka. W związku z tym musiała się dostosować do wyzwań w odpowiedni sposób. Ochrana dała sobie radę za pomocą podwójnych agentów, penetracji, prowokacji i otumaniania (deception). System działał nie tylko w ramach imperium, ale również na zewnątrz. Stąd „traktowanie wywiadu zagranicznego jako zewnętrznego kontrwywiadu”. 

Najlepszym przykładem tego była ekspozytura Ochrany w Paryżu. To od niej pochodzą najlepsze informacje o rewolucjonistach, w tym o bolszewickim wodzu Leninie. Ten służył jako płatny agent austriacki oraz niemiecki. Naturalnie nie po to, aby pomagać Wiedniowi czy Berlinowi, ale po to, aby utrzymać się w grze i ją wygrać za fundusze imperialistycznych wrogów komunizmu. Podobnie można patrzyć na karierę jako agenta Ochrany Stalina, chociaż tutaj dochodzą również jego predylekcje do symbiozy rewolucyjnej z podziemiem kryminalnym. Chociaż zachodziły też i inne mechanizmy. Roman Malinowski z kryminalnego półświatka, gdzie popełniał też i przestępstwa kryminalne, dostał się na wyżyny ruchu bolszewickiego, a karierę swoją zawdzięcza manipulacjom Ochrany.

Po zdobyciu władzy bolszewicy w Rosji założyli Czeka – jedno z wcieleń tajnej policji komunistycznej. Dr Dziak mówi o tym okresie historii: „kontrwywiad w stylu pistoletu Nagant 7.62 mm”. Po prostu jej działalność w czasie I wojny światowej w większości polegała na profilaktycznym mordowaniu „burżujów” i „reakcji”, czyli każdego uznanego za przeciwnika komunizmu. To było praktyczne uprawianie walki klas.

Czeka była właściwie kontynuacją Ochrany, tylko że na dużo większą skalę. Czekistów kształcili wzięci do niewoli oficerowie Ochrany, w tym dwóch generałów. Rozstrzelano ich dopiero w 1929 r., po wykształceniu całego pokolenia kadr. Notabene kontynuacja jest kluczem do zrozumienia dzisiejszych służb. Symbolicznie spadkobierca Czeka, wewnętrzna służba FSB, obchodzi swoją rocznicę „założycielską” ze wskazaniem na 1917 r., gdy powołano tajną policję. Dla SVR (wywiad zewnętrzny) taką datą jest 1920 r., czyli wojna przeciw Polsce. Nawet dzisiaj członkowie aparatu terroru postkomunistycznego mówią o sobie „czekiści”.

Podstawową metodą operacyjną Czeka była prowokacja, co najlepiej opisał Józef Mackiewicz. Pod Leninem w celu kontroli społecznej opracowywano i stosowano następujące techniki: „penetracja, atomizacja i morderstwa masowe”. System rozwinięto do perfekcji za Stalina, który był „prawdziwym spadkobiercą Lenina i Dzierżyńskiego”. Po 1956 r. tzw. destalinizacja właściwie nie dotknęła „organów bezpieczeństwa”, czyli czerwonego aparatu terroru. System został definitywnie utrwalony w okresie kierowania tajną policją, przezwaną wtedy KGB, przez Jurija Andropowa (1967-1982). W tym czasie, pod batutą gen. Iwana Agayantsa, zinstytucjonalizowano – w ramach Służby A – prowokację, dezinformację, przedsięwzięcia aktywne (aktivnoye meropriyatya). Te ostatnie to wszelkie działania tajne dążące do chaosu i destrukcji uzyskiwane bez użycia przemocy.  

Czekiści eksportowali rewolucję, w tym swoje metody, do Trzeciego Świata. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych związali się na dużą skalę z międzynarodowym terroryzmem. Była ta logiczna kontynuacja popierania światowych ruchów rewolucyjnych od 1917 r. 

Tymczasem działania USA i ich sojuszników zaostrzyły kryzys w Związku Sowieckim. Od drugiej połowy lat osiemdziesiątych KGB rozpatrywała scenariusze kryzysu, rozpadu, śmierci, ale również zmartwychwstania państwa moskiewskiego. Nie wiadomo, na ile to były ćwiczenia, a na ile celne przewidywanie rozwoju sytuacji. W każdym razie globalny specjalista od rozwalania państw i społeczeństw – Związek Sowiecki – implodował. 

Gdy narodziła się Federacja Rosyjska, wewnątrz zachowało się państwo w państwie: struktura KGB-FSB. Jedna instytucja płynnie transformowała się w drugą. Naturalnie pod nowym szyldem, na zewnątrz z nowymi twarzami. Z tych klimatów wyłoniły się nowe grupy zastępujące nomenklaturę i aparatczyków. Byli to oligarchowie, plutokraci i siłowiki [politycy wywodzący się ze środowiska służb specjalnych – przyp. red.]. Pod ich kierownictwem nastąpiło dostosowanie starych struktur do nowych potrzeb. Zasoby Komitetu Centralnego Partii Bolszewickiej, KGB, oraz Sztabu Generalnego Armii Czerwonej zostały wzmocnione przetransformowanymi metodami przedsięwzięć aktywnych. Struktury te i metody zostały wchłonięte przez Biuro Prezydenckie na Kremlu. To samo dotyczy też sekcji zajmującej się „mokrą robotą”, czyli mordami indywidualnymi przeciwników politycznych i innych.

W międzyczasie, jak wspomniał dr Dziak, nastąpiła internacjonalizacja rewolucji, a więc i metod czekistowskich. W większości miejsc połączyły się one z miejscowymi cywilizacjami. W niektórych wypadkach kultury miejscowe były bardzo zaawansowane, jeśli chodzi o metody kontrwywiadowcze, na przykład w Chinach. Już Sun Tzu pisał o dezinformacji, jak i stosowaniu podwójnych agentów.
To właśnie system chiński, tzw. orientalny despotyzm, był kluczem do sukcesu. Przetrawiony przez Mongołów został narzucony na Rusi w XII w., a przejęło go przede wszystkim państwo moskiewskie. Ironią historii jest fakt, że to właśnie bolszewicka Rosja pomogła narzucić nowoczesną wersję „orientalnego despotyzmu”, czyli komunizm, na Azję, a przede wszystkim Chiny. 

Po 1958 r. Sowieci usadowili się w Ameryce Łacińskiej. Państwo kontrwywiadowcze zostało ustanowione przez Moskwę na Kubie. W latach osiemdziesiątych za pomocą Kubańczyków ustanowiono je na czerwonej Granadzie oraz w Nikaragui. Od 20 lat buduje się jego zręby w Wenezueli pod batutą najpierw Cháveza, a teraz Maduro. Ostatnio uzupełniono jego strukturę najemnikami postsowieckimi z grupy „Wagnera”.

Jeśli chodzi o światy islamu, to zasiewanie pomysłów państwa kontrwywiadowczego miało inną dynamikę niż agentura i rewolucja komunistyczna. Funkcjonowały cztery kanały osmozy, zapożyczania, a nawet – do pewnego stopnia – konwergencji. Pierwszy to władza sowiecka w Azji Środkowej. Tam wydawało się, że islam został zmiażdżony, a w rzeczywistości dostosował się do sowietyzmu, przybierając barwy ochronne. 

Drugi to pilni uczniowie z Trzeciego Świata. Wśród muzułmanów radykałowie szukali metod, aby modernizować organizację swojej religii. Jednym z pierwszych, który rozpoczął eksperymenty z marksizmem-leninizmem (jak również z nazizmem i faszyzmem), był Said Qutb, twórca Bractwa Muzułmańskiego. Trzeci kanał to penetracja przez KGB i GRU międzynarodowego terroryzmu. Początkowo sekularnego, ale potem również islamskiego. Nastąpił bowiem po pewnym czasie proces przechodzenia laickich narodowych socjalistów arabskich do organizacji islamistycznych. 

Czwarty kanał osmozy to najazd Sowietów na Afganistan. Oprócz tych tubylców, którzy z Sowietami kolaborowali, inni nie tylko z nimi walczyli, ale też poznawali i przyswajali sobie ich metody organizacyjne, w tym kontrwywiadowcze. 

Z tego wszystkiego dr Dziak wywodzi modus operandi – oraz inklinację ideologiczną – Państwa Islamskiego (ISIS), jak również podobnych im bytów w Iraku i Syrii. Była to niejako synteza wymienionych wyżej czterech kanałów osmozy. I tutaj bolszewickie poszukiwanie raju na ziemi przemieniło się w dążenie do odtworzenia kalifatu od Pirenejów do Chin oraz rozszerzenia go na całą planetę.

Gra toczy się stale: post-Sowieci, Chino-komuna, tropikalni czekiści latynoscy, radykalni islamiści operują państwa kontrwywiadowcze z mackami, które aspirują od regionalnych do globalnych wpływów. I zawsze ich hasłem jest – mówiąc kolokwialnie po amerykańsku – „never give a sucker an even break”. Oznacza to, że nigdy nie można z frajerem grać uczciwie, zawsze trzeba go wyzyskać, trawestował znane powiedzenie dr Dziak. Herb Romerstein bardzo by się z tego wszystkiego ucieszył. My stale sobie to powtarzajmy, uczmy się kontrwywiadu. Nie bądźmy frajerami.

Marek Jan Chodakiewicz
Washington, DC, 3 marca 2019 r.
www.iwp.edu

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (11/2019) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Agnieszka Romaszewska: Ukraina postawiła na Niemcy. I się na tym przejedzie
Blogi
avatar
Przemysław
Jarasz

Transmisja na korytarz i kamerka spod sufitu. Urzędnicy miejscy utrudniają oglądanie obrad rady miasta
W Urzędzie Miejskim w Zabrzu trwa testowanie nowego systemu transmitowania na żywo sesji Rady Miasta, by - pod wpływem wcześniejszej interwencji lokalnego Głosu Zabrza i Rudy Śl. - wreszcie zadośćuczynić wymogom nowego prawa krajowego. Niestety, to co zrobili urzędnicy miejscy, brzmi jak ponury żart z zabrzan. Wydano bowiem 3,8 tys. złotych z publicznej kasy, by serwować widzom wyłącznie statyczny obraz li tylko z jednej, zawieszonej pod sufitem bocznej kamery monitoringu sali. Tym samym nie tylko postanowiono nie korzystać z dwóch kamer Telewizji Zabrze obecnych na każdej sesji, ale też ograniczyć do minimum dotychczasową „aktywność” kilku kamer monitoringu, z których – jak już informowaliśmy - „transmitowano” obraz na… urzędowy korytarz. Jeśli więc nie będzie zbliżeń na wypowiadających się samorządowców i ujęć z różnych kamer, z całą odpowiedzialnością można założyć, że transmisja będzie nużąca do znudzenia i kompletnie nieatrakcyjna dla przeciętnego odbiorcy. Potwierdziła to pierwsza transmisja z marcowej sesji. 
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Bezmyślni powtarzacze
Nie każdy czyta klasyków literatury.
avatar
Maciej
Michalski

[Kliknij aby zobaczyć całość] Nowy rysunek Michalskiego: Geje
Ten i więcej rysunków w najnowszym "Tygodniku Solidarność" dostępnym również w aplikacji mobilnej.

Drogi Użytkowniku,

Nasz Serwis korzysta z plików cookies. Przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem, przeglądanie Serwisu z otwartym komunikatem) bez zmian ustawień Twojej przeglądarki, wyrażasz zgodę na:
• przetwarzanie danych osobowych przez Tysol Sp. z o.o. i naszych zaufanych partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć, niezależnie od zgód wyrażonych na pozostałe rodzaje przetwarzania danych. Dowiedz się więcej o zgodzie marketingowej w naszej Polityce prywatności / Cofnij zgodę.

• na zapisywanie plików cookies w Twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych. Ten rodzaj plików cookies pozwala nam na dopasowanie treści dostępnych w Serwisie do Twoich preferencji, utrzymywania sesji po zalogowaniu oraz zapewnienia optymalnej funkcjonalności Serwisu. Więcej o plikach cookies i sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych dowiesz się w naszej Polityce prywatności.