loading
Proszę czekać...
Dr Piotr Łysakowski: 19.10.2010
Opublikowano dnia 11.03.2019 18:48
„...Warto zastanowić się, kim są zwolennicy PiS, jakie piętno odcisnęła na nich katastrofa smoleńska. I jak reagują na morderstwo w Łodzi. ...przed tymi tragicznymi wydarzeniami wiedzieliśmy, że część z nich to ludzie, którzy czują się wyrzuceni poza nurt życia tego kraju. Sfrustrowani, nieakceptujący polskiej rzeczywistości i przemian. Niektórzy z nich obawiają się świata i często nie radzą sobie z własnymi problemami, a odpowiedzialność za nie najchętniej przerzucają na innych, najlepiej nielubianych przez siebie polityków, złodziei, >>Żydów

morguefile.com

19 października 2010 roku do lokalu posłów PiS (Janusza Wojciechowskiego i Jarosława Jagiełły) w Łodzi wszedł Ryszard Cyba. „Taksówkarz” jak określiło go w swoim tekście poświęconym temu co później się stało „Wprost” „...Nie wiadomo, jaki był, co lubił , jakie miał poglądy. Wiadomo, że zabił. Mówi, że żałuje, bo miał przy sobie 49 pocisków, a zdołał użyć tylko ośmiu...” napisał w tygodniku Wojciech Cieśla (31.10.2010).

Dziś wszyscy wiemy co się później stało. Zginął Marek Rosiak, a Paweł Kowalski ciężko ranny był hospitalizowany.

Co się stało wiadomo było zresztą tuż po dokonanym przez Cybę zamachu – sam nie krył się zresztą z tym co chciał osiągnąć (robiąc to co zrobił) wykrzykując do kamer, że chciał zabić Kaczyńskiego. Nie przekonało to jednak piszących o sprawie dziennikarzy: „...Wciąż nie wiadomo, z jakiego powodu postanowił strzelać do polityków...” pisał (ponad dziesięć dni po dramatycznym zdarzeniu) w sygnalizowanym wyżej tekście Cieśla. Ta niewiedza i kpina z dramatu nie była udziałem tylko wymienionego wyżej publicysty. Jego szef Tomasz Lis we „wstępniaku” w tym samym numerze tygodnika ironizował „30 minut. Tyle świadkowi, przysięgłemu, prokuratorowi i sędziemu Kaczyńskiemu wystarczyło, by jasno stwierdzić, kto odpowiada zza morderstwo w Łodzi. On od razu to wiedział. On zawsze wie. On wiedział po Smoleńsku, wie i po Łodzi...” („Czy to też podżeganie do mordu”, 31.10.2010). Przypominam Czytelnikom te „refleksje” mają miejsce po ponad 10 dniach od mordu dokonanego przez Cybę. Niejako przy okazji i zgodnie z obowiązującym od lat rytuałem Kaczyńskiego należy, zgodnie z obowiązującą, rutyną i przy nadarzającej się właśnie okazji po drodze jeszcze obrazić: „...Ewidentnie proszki poszły w kąt. Człowiek, który posługuje się językiem nienawiści, sugeruje, że jest ofiarą nienawiści, człowiek, który okazuje pogardę głowie państwa wciąż biadoli, wciąż biadoli, że przeciw poprzedniej głowie państwa uruchomiono przemysł pogardy...” przy okazji zastanawiając się „...Skąd odwrócenie sensów, znaczeń, skąd ten szantaż emocjonalny...”.

Wcześniej (szybko po mordzie 19.10.2010) na internetowych stronach Gazety Wyborczej jej publicysta i zaangażowany polityk atakował Kaczyńskiego „... To co się stało w Łodzi, ma bez wątpienia związek z polityczną atmosferą. Tyle, że atmosfera – dzisiaj nakręcająca się już z obu stron – jest dziełem braci Kaczyńskich...”

Uczciwość, obiektywizm i dystans do opisywanych zdarzeń emanują z powyższych i tego tekstu tekstu -wszyscy wiemy: „...ludzie nie są głupi – są jeszcze głupsi...” chciałby się rzec, a dalej jak zobaczymy będzie jeszcze ciekawiej.

Na razie na wszelkie zarzuty stawiane Prezesowi PiS/u starał się odpowiadać Jacek Kurski. W wywiadzie przeprowadzonym przez „Wprost, w którym sugeruje się (między innymi), że Cyba „...celował w różnych polityków...”” (Przestałem być bulterierem 31.10.2010) zwraca uwagę na standardowe przekręcanie przez dziennikarzy słów wypowiadanych przez Kaczyńskiego i pokazuje granice krytyki w polityce, którą można (i trzeba akceptować): „...Można ostro krytykować PiS ? Można, To czego nie można ? Nie można twierdzić, że trzeba wyeliminować PiS z życia publicznego. A ile osób tak mówiło ? Tusk, Komorowski, Bartoszewski....Kutz, Palikot, Niesiołowski...”.

Analizując „łódzkie zdarzenie” zajęto się też „mową nienawiści” (Słownik nienawiści, Aleksandra Pawlicka Wprost 31.10.2010). I oczywiście natychmiast okazało się, że to PiS, który wspominał o atakach słownych na swoich przedstawicieli po pierwsze błądzi (może nawet kłamie): „...>> Kampania nienawiści<< natychmiast stała się sformułowaniem wytrychem. Zresztą nie tylko posłów PiS. Zaczęła się debata o początkach tej zimnej wojny. Jarosław Kaczyński wskazał wypowiedź Donalda Tuska o moherowych beretach. Tyle, że twórcą tego terminu wcale nie był szef PO. ...”. W dalszym ciągu Autorka koncentruje się mimo wzmianki o: „...nie tylko posłach PiS...” zasadniczo na tym kto powiedział, że: „...łże jak bura suka...”, „...dziadku z Wehrmachtu...”, „...już nikt nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie...”, „...gdzie stało ZOMO...”. Agresorem jest więc atakujący PiS, odpowiedzią na „agresję” jest „kontratak” i polityka „miłości”. A wojnę polsko- polską wywołała zasadniczo opozycyjna partia Kaczyńskiego po dramacie TU 154 M w Smoleńsku.

Opisuje się wyczyny biłgorajskiego pajaca zwracając uwagę na to, że: „...Premier na te harce przymyka oko. Stwierdza tylko, że >>Palikot częściej bawi niż oburza<<...”.Tekst kończy się cytatem ze Stefana Niesiołowskiego twierdzącego, że Jarosław Kaczyński jest: „...kandydatem do leczenia psychiatrycznego...”. Dla równowagi dodaje się twierdzenie Adama Hofmana, o tym że Palikota trzeba: „...powiesić na najbliższej gałęzi...”.

Innymi słowy wszyscy są ubrudzeni ale PiS bardziej.

Dość szybko pojawiła się też narracja, według której Cyba nienawidził wszystkich tak samo ergo mógł zabić każdego czyli Marek Rosiak był (musiał być) de facto ofiarą przypadkową: „...Morderca z Łodzi jest typowym reprezentantem tych 50 procent, którzy nie chodzą głosować, bo on nienawidził wszystkich polityków...” (Gdy gada dziad do dziada, Najsztub pyta Jacka Santorskiego, Wprost 2/7.11.2010). Przy okazji tego co stało się w Łodzi smagnięto też ostrzem krytyki Witolda Waszczykowskiego, który zaapelował do rządzących: „...nie zabijajcie nas...”. Tekst był chyba formą zemsty „ludzi z resortu” na krnąbrnym polityku. Przy okazji wróżono mu proroczo koniec kariery: „...Na powrót do dyplomacji nie ma na razie szans...” (Nie zabijajcie nas !, Michał Krzymowski Wprost, 8/14.11.2010).

Redaktor naczelny Newsweeka Wojciech Maziarski w opublikowanym 31.10.2010 wstępniaku (Wkurzyć, wzruszyć, rozwścieczyć) w pierwszej kolumnie swojego tekstu używa sześć razy pojęcia „szaleniec”, „wariat” i już wiemy, że takiego czynu jak Cyba nie mógł dopuścić się nikt „normalny”. To zaś z kolei powoduje sytuację, z której nie ma dobrego wyjścia bo politycy (którzy ? chciałoby się zapytać) grają na złych emocjach: „...No i czasem ktoś się za bardzo nakręci, jak ten w Łodzi. Ups … głupio wyszło. Sorry. ...”. No faktycznie „...głupio wyszło...”. Żeby zaś nie było głupio trzeba przestać czytać gazety: „...piszące bzdury o ruskim zamachu i o ofiarach katastrofy smoleńskiej rzekomo dzwoniących do domu...” i wspierać polityków: „...szczujących przeciw oponentom i wzbudzający nienawiść do nich będą nagradzania głosami w wyborach – nadal będą te metody stosować...”.

W rubryce „Teleobiektyw” zamieszczonej w Newsweeku (Przemysł pogardy 31.10.2010) Jarosław Gugała pomaga mniej zorientowanemu czytelnikowi znaleźć odpowiedź na postawione wyżej pytanie, którzy to politycy są odpowiedzialni za zaistniałą sytuację: „...Nie ma racji Jarosław Kaczyński, kiedy mówi, że wojnę polsko – polską zaczął Donald Tusk, używając pięć lat temu określenia >>moherowe berety<<. Tego określenia znacznie wcześniej używali dziennikarze i zwykli ludzie … . To określenie jest zresztą miłe jak moher...”. Nie bardzo jednak wiadomo (skoro ten moher jest taki miły) dlaczego Donald Tusk przepraszał później za jego użycie – ale to moja refleksja i pytanie, które stawiam dzisiaj. Potem jest jeszcze (niechronologicznie) o paleniu kukły Wałęsy (1992), konflikcie między Wałęsą i Mazowieckim, „nocy teczek” Macierewicza i jej „ofiarach” (Wiesław Chrzanowski): „...Takich pokrzywdzonych było wielu. … Warcholstwo, zacietrzewienie, nienawiść i bezwzględna walka o władzę są od zarania wolnej Polski obecne w naszym życiu...”. W podobnie generalizującym tonie, a równocześnie wskazujący sprawcę dramatu utrzymany jest wywiad (Jest się czego bać, Dariusz Wilczak, Newsweek, 31.10.2010) z Profesorem Bogdanem De Barbaro (psychiatrą) „...Czy agresja człowieka, który morduje w łódzkiej siedzibie PiS, i agresywny język polityki mają ze sobą coś wspólnego ? Prawdopodobnie tak, choć dopóki zabójca nie został przebadany przez biegłych psychiatrów nie powinniśmy wydawać sądów...Kto w polskiej rodzinie bije ? Kto jest ofiarą ? Bardzo trudno o neutralne spojrzenie, ale moja obserwacja jest taka: około jednej czwartej aktywnych wyborców wciąż pozostaje zakładnikami wrogości, podejrzliwości i instrumentalnie podtrzymywanej żałoby. Nie kwestionuję głębokiego sensu procesu żałoby, dostrzegam jedynie niebezpieczeństwo wykorzystywania jej dla celów politycznych i pobudzania zachowań agresywnych...Mówimy o politykach tak, jakbyśmy opisywali pańskich pacjentów. Ja tylko mówię od dramacie, ludzi którzy nie potrafią wyjść poza indywidualną wrogość i rzutują ją na otoczenie. Problem staje się groźny, gdy nabiera wymiaru społecznego. Co pan ma na myśli ? Zastanówmy się: co ujawniały osoby, które niedawno szły z pochodniami Krakowskim Przedmieściem ? ...Prawdopodobnie zaprzeczyłyby, że kieruje nimi agresja, potrzeba znalezienia wroga … Nie trzeba jednak być psychologiem, by dostrzec, że tych ludzi niosła agresywna energia... Jakże dyskretna jest granica między patriotą a agresorem, między zgromadzeniem pozwalającym na wyrażenie uczuć wyższych, a spotkaniem, które rodzi wrogość prowokowaną...”. Wątek nienawiści pociągnął w tekście (Newsweek, 31.10.2010) „Oni żywią się nienawiścią” Cezary Michalski. Na kanwie rozważań o łódzkim mordzie za brak reformy państwa polskiego (przypominam w 2010 roku od trzech lat rządzi koalicja PO / PSL) wini obie strony polskiego sporu: „...Zamiast najbardziej choćby nieśmiałej reformy państwa, finansów, poprawy standardów polskiej polityki, mechanizmem mobilizującym sympatyków obu partii stanie się dla wyborców PO nienawiść do Kaczyńskiego, a dla wyborców PiS – nienawiść do Tuska. ...Kaczyński i Tusk złamali wszelkie swoje obietnice wyborcze i zamiast reformować państwo, zamiast podnieść standardy polityki, obniżyli je w stosunku do czasów Wałęsy i Kwaśniewskiego, Millera i Buzka...”. Nie brak oczywiście w artykule odniesień do 1992 roku i budowania analogii tego co się wtedy działo „...Bolek do Moskwy...” i retorycznych pytań „...Czy gdyby wtedy jakiś wariat zabił wtedy Wałęsę, Jarosław Kaczyński miałby sobie cokolwiek do wyrzucenia ?...”. Problem polega (polegał) na tym, że nikt Wałęsy nie zabił, a nawet nie usiłował go „...wtedy...” zabić (nic o tym przynajmniej do dzisiaj na ten temat nie wiadomo). Gdy dziś czytamy ten pozornie zdystansowany tekst to pozór obiektywizmu pryska na jego końcu, gdy znowu czytamy, że: „...Kaczyński kłamie kiedy mówi, że agresja, której celem był jego brat i PiS przez ostatnie pięć lat, nie miała precedensu...”. Do tego mamy jeszcze do czynienia z perfekcyjnym przewidywaniem przyszłości politycznej „Kaczora” i PiS/u: „...Ale Jarosław Kaczyński nie odejdzie w ciszy. Marginalizacja Prawa i Sprawiedliwości będzie odbywała się przy wtórze oskarżeń o narodową zdradę, … W tej atmosferze kolejni wariaci mogą uwierzyć, że konflikt między Tuskiem i Kaczyńskim to nie jest zwykły spór polityczny, rozgrywani cynicznie i na zimno, ale że jest to wojna dobra ze złem, wojna jakiej jeszcze w Polsce nie było. ...Bliżej ostatecznej klęski jest dzisiaj Kaczyński, dlatego jego agresja jest większa. ...”. Gdyby nie dramatyczny kontekst w jakim pisane były te słowa można by było zalewać się łzami (ze śmiechu) oceniając profetyczne zdolności Michalskiego.

W rubryce „Z życia sfer” pojawiającej się w „Polityce” (30.10.2010) Sławomir Mizerski postanowił zająć się kwestią łódzkiego mordu „na poważnie”. Tematyka przecież w sam raz nadająca się do różnorakich facecji: „...Po zabójstwie z osobistym apelem do wszystkich przebywających na wolności morderców, zwrócił się Witold Waszczykowski... .Przed kamerami telewizyjnymi prosił on, żeby jego oraz innych kolegów z PiS więcej nie zabijano. … Być może, Waszczykowski uczynił to w chwili słabości, ale trzeba powiedzieć, że dobrze zrobił, bo jego apel spotkał się ze zrozumieniem i dalszych morderstw na razie nie ma. Jednak fakt ten to niezbity dowód, że mordercy, do których Waszczykowski apelował, istnieją i mogą być niebezpieczni. Forsowany przez przeciwników PiS absurdalny pogląd, że ofiarami ataku równie dobrze mogli być przedstawiciele innych partii, a zabójca z Łodzi wcale niekoniecznie chciał zabić prezesa Kaczyńskiego, trzeba odebrać jako kolejny atak zmierzający do marginalizacji osoby prezesa. ...”. Trzeba przyznać, że wdzięk i bezpretensjonalność humoru Pana Mizerskiego były (są jeszcze dzisiaj) niedoścignione. W dalszym ciągu narracji prowadzonej przez „Politykę” odgrzano „ataki” na Balcerowicza „...Mengele polskiej gospodarki...”, atak Stanisława Helskiego na Wojciecha Jaruzelskiego, obrzucenie jajkami (przez „Naszość”) Aleksandra Kwaśniewskiego. Z dystansem, jednak stwierdzono, że w „tamtych” przypadkach nie doszło: „...jeszcze do drastycznego zanegowania ustroju, nie ujawnił się tak głęboki podział cywilizacyjny i ideologiczny. ...” (W presji agresji, Mariusz Janicki, Polityka, 30.10.2010). Pokazano też przy okazji, że niewłaściwe postawy pojawiały się po obu stronach barykady. Problem polegał na tym, że po jednej jako „winny” agresji pojawiał się PiS i Jarosław Kaczyński po drugiej zaś tylko facet, którego Profesor Jadwiga Staniszkis w jednej z komercyjnych telewizji określiła mianem „frajera”: „...Palikota już w Platformie nie ma. Ale w PiS pozostali wszyscy...”. Dla Autora było też oczywiste, że mamy do czynienia z wojną prawie cywilizacji, demokracji z totalitaryzmem (Autor nie używa tego określenia ale z kontekstu „to” właśnie wyraźnie wynika), w której ci dobrzy i walczący ze złem to:”...Coraz bardziej wiadomo, czym jest partia Kaczyńskiego i jaka jest rola Platformy w blokowaniu tego ugrupowania. Najbardziej aktualne dzisiaj pytanie brzmi zatem: jak powstrzymać przeciwników istniejącego demokratycznego systemu, nie wchodząc w jałowe polemiki, nie dokładając skrajnych emocji ? Jak bronić się, nie oddając razów ? Tusk stwierdził, że nie będzie dopowiadał na każdy atak Kaczyńskiego, bo to droga donikąd. … Zbrodnia w Łodzi dała partii Kaczyńskiego poczucie moralnej przewagi, … Kaczyński popełnił kolejny błąd, jak skorpion, który musi się sam użądlić. Gdyby w pierwszym słowie po zdarzeniu, że to atak na całą klasę polityczną, …, że teraz trzeba inaczej, wszedłby w kategorię męża stanu … . Ale szef PiS …, obraził, zagroził, insynuował i żądał przeprosin. ...”, a więc znowu winny okazał się jeden i tylko jeden polityk> Świat bez Niego byłby piękniejszy i (taki) spokojny. Wszyscy inni jak „żony Cezara” bez grzechu nieskalani i uczciwi, w zasadzie nieobecni w tej „wojnie” polsko – polskiej. Generalnie zaś to to co się zdarzyło w biurze PiS/u to efekt zwiększenia się w naszym życiu politycznym liczby osób niezrównoważonych psychicznie (Politbiura, Bianka Mikołajewska, Polityka, 31.10.2010). „Przegląd” (31.10.2010, rubryka „pytanie tygodnia”) przeprowadził wśród naukowców sondę „Jak zamach w biurze PiS wpłynie na sytuację polityczną ?”. Oprócz dość ekstrawaganckiego stwierdzenia (Mikołaj Cześnik, politolog, PAN), że: „...Odwykliśmy trochę od mordów na tle politycznym...” nie znajdziemy „tam” nic szczególnie ciekawego. Według piszących w tygodniku nie ma i nie było „wojny” wewnątrz polskiej. W najlepsze jednak toczy się walka PiS/u z PO (Przegląd, Wojna słów czy coś gorszego, Bronisław Łagowski, 31.10.2010). Nienawiść oprócz polityków potrafią też siać: „... Księża … mówiąc o przebaczaniu i miłosierdziu. ...”, a zemstę (na niewinnych oczywiście) będzie instytucjonalizował IPN choć „...nie rozwinie wszystkich swoich możliwości...”. Szybko też dowiedzieliśmy się, że zbrodni dokonał szaleniec (Przegląd, Szaleństwo, Jan Widacki, 31.10.2010), a osoby publiczne bardzo często stają się ich ofiarami. Autor posłużył się przykładami (Jaruzelski, Bp. Życiński, Berlusconi, Jan Paweł II, Benedykt XVI). Jeśli atakował wariat to przecież nikt nie był winny, a tu: „...prezes PiS Jarosław Kaczyński zwołał konferencję prasową, na której winą za czyn szaleńca obciążył Platformę Obywatelską i personalnie premiera. ...Teraz każda krytyka poczynań PiS będzie traktowana jako podżeganie do kolejnych zabójstw. ...”. Do wspomnianych erupcji nienawiści (atak Stanisława Halskiego na Wojciecha Jaruzelskiego) „Przegląd” (Busza po szaleju, Małgorzata Kąkiel, 31.10.2010) dodał jeszcze to, że „...każdy autorytet można zbesztać...” , a także „... Jaruzelskiego i innych … oskarżono przed sądem o udział w zorganizowanym związku przestępczym o charakterze zbrojnym ! Nie było też powszechnego zniesmaczenia, gdy prezydent Lech Kaczyński wyjaśniał, że nie wiedział, że podpisuje przyznanie Wojciechowi Jaruzelskiemu Krzyża Zesłańców Sybiru...”. W finale tekstu dowiadujemy się zaś, że „...Dzisiejszym mistrzem podziału jest oczywiście Jarosław Kaczyński (>>tam stało ZOMO, a tu my<<)...”. Wspomniano też o odebranych członkom WRON emeryturach wojskowych i o tym, że „...Mit strasznej >>komuny<< i okropnego >>Peerelu<< ma się coraz lepiej (znakomitym utrwalaczem jest n.p. IPN)...”. Marek Rosiak nie interesował szczególnie Pani dziennikarki (w notce odredakcyjnej występuje jako „krytyczka literacka i publicystka”). Później nastąpiła już (w kwestiach łódzkich) cisza – trudno jednak nie powiązać tych zdarzeń z pytaniem, które postawił tygodnik „Dlaczego tak długo trwa wyjaśnianie przyczyn śmierci Barbary Blidy ?” (Przegląd, 7.11.2010, rubryka „Pytanie tygodnia”).

Tuż po mordzie na Marku Rosiaku reagowały gazety codzienne (w tym przypadku przypatrzymy się, z przyczyn oczywistych, na Gazecie Wyborczej.

Przy głębszej analizie przyjdzie czas na inne dzienniki).

Zarówno w tekstach informacyjnych jak i tych odredakcyjnych komentujących zdarzenia atakowano PiS: „...Kaczyński i część komentatorów już przesądzili, że odpowiedzialność za tę zbrodnię ponoszą PO i inni przeciwnicy PiS. To stwierdzenia fałszywe. Nikt w Polsce nie wzywa do zabijania polityków PiS, wzywa się do ich zwalczania. … nawet brutalna debata jest przeciwieństwem zabijania. … Teraz ma się okazać – bez względu na fakty – że PO jest winna kolejnego zabójstwa. ...” pisał Marek Beylin w „komentarzu” (Gazeta Wyborcza, 20.10.2010). Można tylko do tego komentarza dodać „...to stwierdzenia fałszywe...”, ale kto, by chciał się tym (akurat dzisiaj i wtedy zresztą też) przejmować !?

Wraz ze zdarzeniami z Łodzi polska polityka straciła „...niewinność...” twierdził Paweł Wroński (Opamiętajmy się, 20.10.2010). Niewątpliwie miał rację, nie popełnił też błędu, gdy zauważył, że wspomniany mord „To nie był przypadek. Człowiek, który wdarł się do siedziby Prawa i Sprawiedliwości, chciał zabić i – jak wszystko w tej chwili na to wskazuje – chciał zabić z przyczyn politycznych. ...”. To, że Wroński akurat powiedział prawdę wcale nie musiało oznaczać, że będzie ona akceptowana przez resztę zespołu redakcyjnego i respondentów gazety.

Aleksandra Klich, która nie jest pewne tego co się stało pyta Profesora Jerzego Szackiego (Polityczna demagogia rozpala, Rozmowa z prof. Jerzym Szackim, 20.11.2010) pyta: „Panie profesorze, czy to co się stało w Łodzi, to mord polityczny ? Wiemy za mało, żeby to stwierdzić jednoznacznie. … Zdarza się, że jakaś zbrodnia wygląda na morderstwo polityczne, a powody są zupełnie inne. Człowiek, który mordował krzyczał, że nienawidzi PiS-u. To jeszcze o niczym nie świadczy. Powody tego co się stało, mogły być inne. ...” i czytelnicy już wiedzą, że nic w życiu nie jest pewne nawet to co mówił (czy może wykrzykiwał) poz zabójstwie Cyba.

Generalnie też jak zauważył drugi z uczonych rozmawiających z Gazetą Wyborczą (Demoralizująca mowa nienawiści, Rozmowa z prof. Michałem Głowińskim, rozmawia Krystyna Naszkowska, 20.10.2010) nie tylko mord był straszny sam w sobie ale i „...straszne jest to co mówi Jarosław Kaczyński. To prawda mamy teraz w Polsce język nienawiści. Ale jego główny eksponentem jest prezes PiS. Ten człowiek w Łodzi zareagował właśnie na ten język. Ten człowiek w Łodzi zareagował właśnie na ten język. … Mnie bardziej przeraża to, co po tej zbrodni powiedział Jarosław Kaczyński. ...”. Tak więc czytelnik po raz kolejny dowiaduje się, że winnym zbrodni jest Kaczyński nie Palikot, Niesiołowski nie Tusk: „...Czy premier Tusk, nazywając słuchaczy Radia Maryja >>moherowymi beretami<<, nie rozpętał kampanii nienawiści ? Tak uważa Jarosław Kaczyński. Nie było to ładne określenie, ale nie zaliczam go do języka nienawiści. Tusk nie wzywał nikogo do zrywania beretów z głów...”. Fakt Pan Premier Tusk rzeczywiście nie wzywał do niczego, nie zmienia to faktu, że gdy kilka miesięcy wcześniej zwyrodniała tłuszcza (przepraszam ale inaczej tego określić się nie da) na Krakowskim Przedmieściu pluła na modlących się sikała na znicze (niestety byłem tego świadkiem) i robiła rzeczy faktycznie dyskwalifikujące i wykluczające z grona ludzi cywilizowanych Pan Premier określił „to wszystko” mianem „happeningu” (radosnego czy jakoś tak podobnie).

Wspominany już wcześniej Waldemar Kuczyński (To ktoś sieje wiatr, Gazeta Wyborcza, 20.10.2010) też nie miał wątpliwości: „W kraju jest problem tej spirali nienawiści, którą puścili w ruch Kaczyńscy i ich drużyna, a dziś rozkręca się ona samoistnie”.

Tomasz Nałęcz z kolei szukając analogii historycznych (w rozmowie z Agnieszką Kublik, Nowa ofiara wojny polsko – polskiej, Gazeta Wyborcza 20.10.2010) znalazł co następuje: „...Ma Pan na myśli zabójstwo prezydenta Narutowicza ? Mam bardzo smutne skojarzenia historyczne. Ofiary polityki na swoje sztandary wynosiły najchętniej formacje autorytarne. Ale nie chcę poprzez tego rodzaju analogie być posądzony o ocenianie PiS. … Niestety, najczęściej to politycy PiS z prezesem na czela, przemawiają językiem konfrontacji, nienawiści. ...”. Po czym po „dowaleniu Kaczorowi” Pan profesor dodawał (by nie być posądzonym o stronniczość) z dużą lekkością i elegancją „...Ale z podobnymi uczuciami słucham przeciwników PiS, którzy z tą samą łatwością wypowiadają słowa, że to Kaczyński jest winny. ...”.

21 października Gazeta Wyborcza przedrukowała obszerne fragmenty wywiadu jakiego Donald Tusk udzielił Radiu TOK FM (Wbrew pokusie odwetu). Bez komentarza przytoczę tylko lead z tego tekstu „Gdyby polityka polska miała wyglądać tak, że każda wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego spotyka się z symetryczną odpowiedzią, mielibyśmy piekło na ziemi...”. Dzień wcześniej (To dramat nas wszystkich, Gazeta Wyborcza, 20.10.2010) wypowiadał się zupełnie inaczej.

Gazeta (Pakt przeciwko nienawiści. Ale czy z Kaczyńskim ? 21.10.2010) cytując wypowiedzi polityków z różnych formacji sugerowała zawarcie paktu mającego na celu zmniejszenie agresji w świecie polskiej polityki, mocno przy tym zaakcentowała warunek jaki postawił Jarosław Kaczyński „...Wyrzucić Niesiołowskiego...”, przeciwstawiano to zrównoważonemu Tuskowi, który miał zwrócić się do wszystkich członków PO (w tym wspomnianego Niesiołowskiego), by „...porzucili przesadnie emocjonalny język...”.

Przeciwny udziałowi Kościoła w „polityce” dziennik (Nie używać tragedii politycznie, Katarzyna Wiśniewska, 21.10.,2010) zwrócił jednak uwagę na apel Biskupów odnoszący się do zdarzeń w Łodzi.

Znawca tematyki niemieckiej Bartosz T. Wieliński (Zgodnie okazać współczucie, 21.10.2010) odniósł mord dokonany przez Cybę do podobnych zdarzeń jakie miały miejsce na terenie Republiki Federalnej. Z tej komparatystyki wynika jasno, że po pierwsze „...Nikt jednak nie zaryzykował tezy, że Lafontaine, … padł ofiarą zamachu przez nagonkę chadeków. W zamachu na Schaublego, którego do dziś szczerze nie cierpi niemiecka lewica, nikt nie doszukiwał się politycznych pobudek...”, a po drugie „...Za zamachami stali chorzy psychicznie ludzie bez związku z jakąkolwiek siłą polityczną...”. Nie znam szczegółów tych dramatycznych zajść jakie miały miejsce w Niemczech, ale o ile dobrze sobie przypominam (proszę o sprostowanie jeśli się mylę) nikt po dokonaniu tych haniebnych czynów nie wykrzykiwał słów o nienawiści do konkretnych osób (poszkodowanych w zamachach) czy reprezentowanych przez te osoby partii. O „tym” się Redaktorowi trochę zapomniało. Ale cóż pamięć jest przecież (nie powiem wybiórcza bo brzmiałoby to, w tym konkretnym przypadku, dwuznacznie) zawodna.

Śmierć Marka Rosiaka szybko dała też asumpt do analiz stanu ducha i generalnych ocen zwolenników (wyborców) PiS/u. W tekście „Koalicja ciszy” (Po zabójstwie w biurze poselskim PiS, 21.10.2010) Dominika Wielowieyska stawia przed czytelnikami swojego tytułu ważne pytanie badawcze (czy może przedstawia problem do zbadania): „...Warto zastanowić się, kim są zwolennicy PiS, jakie piętno odcisnęła na nich katastrofa smoleńska. I jak reagują na morderstwo w Łodzi. ...przed tymi tragicznymi wydarzeniami wiedzieliśmy, że część z nich to ludzie, którzy czują się wyrzuceni poza nurt życia tego kraju. Sfrustrowani, nieakceptujący polskiej rzeczywistości i przemian. Niektórzy z nich obawiają się świata i często nie radzą sobie z własnymi problemami, a odpowiedzialność za nie najchętniej przerzucają na innych, najlepiej nielubianych przez siebie polityków, złodziei, >>Żydów<< … . Taki wniosek można wysnuć, słuchając wypowiedzi zwolenników Radia Maryja popierających PiS... .”. Mamy więc w pakiecie „moherowych” nieudaczników będących emanacją polskiego zaścianka (zwanego czasami i dla niepoznaki „tymkrajem” cokolwiek miałoby to oznaczać) z nieodłącznym dla tegoż antysemityzmem „wyssanym z mlekiem matki”. Nic więc dziwnego, że taka mieszanka jest groźna może bowiem: „...popchnąć zwolenników PiS do wystąpień i zamieszek. Bo czują się osaczeni. Jarosław Kaczyński nie tylko ich nie zatrzyma ale może stanąć na ich czele. I jest to sytuacja niezwykle groźna. Bo spokój społeczny jest kruchy jak porcelana. ...”. Jeśli ktoś jest zainteresowany co Pani Redaktor Wielowieyska pisała o „”...wystąpieniach...” i „...zamieszkach...” w grudniu 2016 roku i później (przy różnych „demokratycznych” okazjach) odsyłam do archiwalnych numerów Jej gazety. Sam zajmę się tym w nieodległym czasie – zapewniam smakowite !

Kończąc przypomnę tylko apel dziennikarki o izolowanie szefa PiS/u (nihil novi chciałoby się rzec): „...Odpowiadanie na słowa prezesa PiS, że każda krytyka jego partii będzie wezwaniem do mordu, po protu nie ma sensu. Musi zostać ogłoszona ponadpartyjna koalicja ciszy wokół Jarosława... .”. Oczywiście usłyszę zaraz, że to nie chodzi o „izolację całkowitą” i oczywiście się z tym nie zgodzę, bo cały mainstream III RP nie marzy od lat o niczym innym tylko o tym, by pozbyć się „podłego Kaczora”. Ale to już zupełnie inna historia.

Kończąc też (powinienem napisać to wszystko na początku) chciałbym zapewnić zainteresowanego czytelnika, że będzie ciąg dalszy tego tekstu poświęcony temu co pisano o 19.10.2010 w „innych” niż cytowane wyżej tytuły. Te jako opiniotwórcze i pretendujące do miana obiektywnych poszły na pierwszy ogień. Nie ukrywam też i tego, że inspiracją do przejrzenia prasy z okresu stało się zabójstwo (już zresztą – jak się zdaje – powoli zapominane, podobnie zresztą stało się z potraktowanym czysto instrumentalnie samospaleniem – 2017 – Piotra Szczęsnego) Pawła Adamowicza (14.01.2019) i reakcje znacznej części mediów na ten koszmar.

 

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Prof. Romuald Szeremietiew: Polska może wrócić do pozycji mocarstwowej
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Biegowy paraliż Krakowa
Czy władze Krakowa nie powinny znacznie ograniczyć liczby wydawanych zezwoleń na biegi uliczne w centrum?
avatar
Jacek
Matysiak

Jacek Matysiak: Protest Polonii Amerykańskiej...
Stare chińskie przekleństwo “Obyś żył w ciekawych czasach” ponownie zaczyna sprawdzać się w Polsce. Tyle zmian! Pamiętacie jak mówili w Sowietach, że przyszłość to oni już znają, tylko nie są pewni przeszłości. Polacy pogrążeni w konflikcie z Żydami o Historyczna Prawdę, nie mają pojęcia co nagada im hagada. Raptem do roszczeniowego stołu przy którym siedzą Żydzi, powolutku dostawiają swoje krzesła Niemcy. Polacy próbują się odgryzać, na wcześniejsze roszczeniowe sugestie niemieckich organizacji wypędzonych, ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński poczęstował ich rachunkiem za zniszczenie Warszawy i nastał spokój...
avatar
Zbigniew "Zebe"
Kula

2 Liga: Rycerze wiosny z Grudziądza
W najciekawszym meczu dwudziestej piątej kolejki rozgrywek, Olimpia Grudziądz niespodziewanie rozgromiła Górnika Łęczna różnicą pięciu bramek. Klasycznym hattrickiem popisał się wprowadzony na plac gry w 58’ Mikołaj Gabor. Potrzebował do tego tylko 7 minut i co ciekawe, są to pierwsze jego celne trafienia w tych rozgrywkach! Grudziądz po raz czwarty wygrał w tym roku i jest najlepiej grającą obecnie drużyną w II lidze.

Drogi Użytkowniku,

Nasz Serwis korzysta z plików cookies. Przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem, przeglądanie Serwisu z otwartym komunikatem) bez zmian ustawień Twojej przeglądarki, wyrażasz zgodę na:
• przetwarzanie danych osobowych przez Tysol Sp. z o.o. i naszych zaufanych partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć, niezależnie od zgód wyrażonych na pozostałe rodzaje przetwarzania danych. Dowiedz się więcej o zgodzie marketingowej w naszej Polityce prywatności / Cofnij zgodę.

• na zapisywanie plików cookies w Twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych. Ten rodzaj plików cookies pozwala nam na dopasowanie treści dostępnych w Serwisie do Twoich preferencji, utrzymywania sesji po zalogowaniu oraz zapewnienia optymalnej funkcjonalności Serwisu. Więcej o plikach cookies i sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych dowiesz się w naszej Polityce prywatności.