Tȟašúŋke Witkó: Poganiacze niewolników XXI wieku
Co musisz wiedzieć:
- Autor krytykuje elity gospodarcze – tekst jest polemiką z wypowiedziami prezesa Mercedes-Benz, Sten Ola Källenius, które – zdaniem autora – powielają narrację o konieczności „większej wydajności” i cięższej pracy Europejczyków.
- Pojawia się odniesienie do transformacji lat 90. w Polsce – autor zestawia współczesne postulaty zwiększania konkurencyjności z polityką gospodarczą promowaną przez Jacek Kuroń i Leszek Balcerowicz po 1989 roku.
- To felieton o wyraźnie polemicznym charakterze – tekst operuje ostrą retoryką i metaforą „poganiaczy niewolników”, krytykując model gospodarki oparty – według autora – na presji pracy i przerzucaniu kosztów błędów elit na zwykłych pracowników.
Kuroń i Balcerowicz
Trzy kwadranse Kuroń mówił o tym, że my – ludzie, którzy właśnie weszli w dorosłość – jesteśmy nadzieją polskiej gospodarki, tylko musimy porzucić socjalistyczne myślenie naszych rodziców, sporządzać biznesplany i dużo, ale to bardzo dużo pracować, bowiem nasz kraj winien intensywnie gonić Zachód. Kiedy wróciłem do domu i otworzyłem telewizor, ujrzałem wicepremiera i ministra finansów, Leszka Balcerowicza, który też przekonywał odbiorców, że mają obowiązek wkładać w pracę dużo wysiłku, bowiem przez lata socjalizmu gospodarczo zostaliśmy w tyle w stosunku do krajów kapitalistycznych. Poczułem się wówczas maluczki, niepotrzebny i wykluczony, bowiem zdałem sobie sprawę, że nie potrafię założyć własnej, przynoszącej dochód działalności gospodarczej, tak zachwalanej przez ministrów.
Skąd wtedy, jako świeżo upieczony osiemnastolatek mogłem wiedzieć, że ani Kuroń ani Balcerowicz nie mieli pojęcia o czym ględzą, a ich przemowy były jedynie wyuczonymi na pamięć sloganami, których znaczenia sami oni – byli działacze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – dokładnie nie rozumieli? Cóż, minęło od tamtych chwil ponad trzy i pół dekady i obecnie wiemy, że z operacji naprawczej, przeprowadzonej przez owych „znawców”, nasza gospodarka podnosi się do teraz. Zdajemy sobie też sprawę, iż komuniści przerzucili koszty swych rządów na pokolenia urodzone po roku 1990, sami nie ponosząc za swe czyny żadnej odpowiedzialności. Nie sądziłem, aż do lutego roku 2026, że na świecie znajdzie się jeszcze ktoś, kto odważy się szermować przywołanymi powyżej bredniami.
„Arbeit macht frei”
Moim Wspaniałym Czytelnikom uniżenie polecam zaznajomienie się z radosną twórczością ekonomiczno-oratorską indywiduum nazywającego się Sten Ola Källenius. Tak, mają Państwo rację, to prezes zarządu i dyrektor generalny Grupy Mercedes-Benz, człek urodzony w Szwecji. Ponieważ nie mam o samochodach bladego pojęcia, więc natknąłem się na głęboką myśl Källeniusa dopiero kilka dni temu, kiedy przeczytałem jego wywiad udzielony jednemu z teutońskich tytułów prasowych. Po lekturze niesamowitych bredni Källeniusa, przed kaprawe ślepia me powrócił zasapany Kuroń i plotący wciąż te same androny Balcerowicz!
Jednym zdaniem mądrości Szweda można streścić mniej więcej tak: „Do roboty się bierzcie, wszyscy maluczcy, bo musimy nadrobić dystans do uciekających nam technologicznie i przemysłowo Chińczyków!”. W łaskawości swej, ów wybitny mózg dodał, że Azjaci umknęli Europie, bowiem zarządy wielkich koncernów europejskich popełniły fundamentalne błędy w strategiach rozwojowych firm. Przecież to jest nic innego, jak dokładna kalka z Balcerowicza i Kuronia! Oni też gnali plebs do roboty, każąc tyrać za psi grosz, bo czerwoni, spasieni oficjele partyjni, ci z Komitetu Centralnego, doprowadzili kraj do ruiny gospodarczej! Pan prezes Mercedesa napomknął także o wysokich kosztach pracy i konieczności poprawienia wydajności przez Niemców, co także było koronnym argumentem nadzorców galerników nad Wisłą. Gdybym był grafikiem gazety, w której produkował się Skandynaw, to jego mądrości okrasiłbym fotografią pewnej bramy, nad którą od dekad widnieje napis: „Arbeit macht frei”.
Międzynarodówka poganiaczy niewolników
Gospodarka Starego Kontynentu robi bokami, niczym zagłodzona chabeta, dzięki geniuszowi obłąkanej komunistki, Niemki z NRD, Angeli Merkel. To za jej rządów ściągnięto do Europy miliony śniadolicych mężczyzn, żyjących dziś z zasiłków. To ona wsunęła potężny oręż w żółte dłonie podstępnych Kitajców, przenosząc produkcję do Chin, które bezkarnie ukradły technologie Zachodu. To za jej rządów wymuszono odejście od węgla na rzecz rosyjskiej ropy i gazu, wdrażając siłowo jakieś szaleńcze zielone ideologie.
Teraz Merkel, milionerka, zażywa dostatniego żywota w Szwajcarii, a na arenę wkracza jakiś odrealniony biały kołnierzyk i, w najlepszym liberalnym stylu, chce gnać niewolników do roboty, żeby znów napchać konta swoich koleżków. Ponownie, podobne „pomysły naprawcze” podsuwa znów Balcerowicz, na szczęście powszechnie w Polsce lekceważony, a znajdujący poklask jedynie wśród wąskiej grupy tych, którzy przed 1989 rokiem zamieszkiwali osiedla zwane slangowo „zatokami czerwonych świń”. Na naszych oczach podejmowana jest próba stworzenia czegoś na kształt „międzynarodówki poganiaczy niewolników”, czyli niewielkiego grona samozwańczych latyfundystów, żądających od ludzi pracy ponad siły i za liche wynagrodzenie. Obowiązkiem szeroko rozumianego bloku patriotycznego jest powstrzymanie tych ludzi, bo jeśli to się nie stanie, to w Polsce będziemy żyć na poziomie z I połowy lat 90. XX wieku. Jeśli ktoś ma więcej pracować, to beneficjenci zysków, a nie mrówki, od woli których nic nie zależy.
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 13 lutego 2026 r.
Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus.




