Szukaj
Konto

Cezary Krysztopa: Wolę pozostać mentalnym „wieśniakiem”

25.01.2026 12:30
Cezary Krysztopa
Źródło: Tygodnik Solidarność
Komentarzy: 0
Jestem człowiekiem wsi. Choć Michałowo, z którego pochodzę, jest już oficjalnie miastem, to jednak od niedawna. Ja wychowałem się (urodziłem się w Białymstoku) i wiele lat przeżyłem w Michałowie, które było wsią.
Co musisz wiedzieć
  • Autor stwierdza, że bycie ze wsi lub tzw. prowincji nie jest żadnym powodem do wstydu
  • Na wsi bardzo cenne jest coś, co potocznie nazywa się "zdrowym, chłopskim rozumem", a w dzisiejszych czasach najłatwiej manipulować tymi, którzy najwyżej zadzierają nosy, tymi, którzy mają się za "elity"
  • Żałosna jest kasta "profesorów" opowiadających najbardziej oderwane od rzeczywistości androny z miedzianymi czołami. Wszyscy oni karmią swoje kompleksy wywyższaniem się ponad "wieśniaków"

 

Mało tego, wiele lat w Michałowie przemieszkałem na osiedlu bloków. Moi rodzice nie byli rolnikami, mój śp. Tata był nauczycielem, a moja śp. Mama była położną. Jednocześnie jednak 90% mojej rodziny i od strony Mamy, i od strony Taty, prowadzi lub prowadziło gospodarstwo rolne, albo przynajmniej pomagało przy nim.

Ja również z racji zakrętów życiowych od młodego pracowałem, choćby najmując się jako parobek.

Wieś jest dobra

Oczywiście, że nie znam wszystkich ludzi wsi, nie znam wszystkich rolników, nie prowadziłem w tym zakresie żadnych badań. I oczywiście, że jacy by ludzie wsi nie byli, to są różni. Ale wydaje mi się, że podlaską wieś znam całkiem dobrze. I zdecydowanie tam o wiele bardziej czuję się u siebie niż w jakimkolwiek mieście.

Mało tego, że czuję się tam u siebie, to nadzwyczaj sobie cenię coś, co potocznie nazywa się "zdrowym, chłopskim rozumem". W dzisiejszych czasach najłatwiej manipulować tymi, którzy najwyżej zadzierają nosy, tymi, którzy mają się za "elity". Wystarczy zapewniać im "poczucie wyższości". A najśmieszniejsi pośród nich są tacy, którzy choć niedawno wyjechali ze wsi, czują się "lepsi", "bo mieszkają już w mieście" i już "mają poglądy, jakie trzeba". A najbardziej żałosna jest kasta "profesorów" opowiadających najbardziej oderwane od rzeczywistości androny z miedzianymi czołami. Wszyscy oni karmią swoje kompleksy wywyższaniem się ponad "wieśniaków".

A ja się wielokrotnie przekonałem o tym, że choć sam staram się do "miastowych" nie "awansować", to przed "zdrowym chłopskim rozumem" muszę ustąpić. Jak na przykład w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej. Wiele lat temu namawiałem tyle osób na głosowanie w referendum "za". Mimo wszystko. Wtedy słyszałem: "Zobaczysz, z tego będzie jakieś nieszczęście". I co? Dziś Polska stoi na krawędzi pozbawienia suwerenności. Wychodzi na to, że nie miałem racji.

Na wsi normalnie

I podobnie, mam wrażenie, jest teraz, z tymi wszystkimi "piątkami dla zwierząt" czy "uwalnianiem psów z łańcuchów" ukazującymi, jak ta wyższościowa "wielkomiejska" mentalność przekracza podziały polityczne. Ja na wsi od lat nie widzę psów na łańcuchach. Zdjęcia, które są masowo wrzucane przez tę świrownię do mediów społecznościowych, to zdjęcia stockowe, pochodzące najczęściej z Azji. A ci, którzy je kolportują, często sami trzymają psy na balkonach, gdzie te wyją całymi dniami ku utrapieniu sąsiadów. We wszystkim zdarzają się patologie, ale czy pies pracujący na łańcuchu, spuszczany na noc i zabierany na wycieczki naprawdę ma gorzej od psa mordującego się w miastowej kawalerce?

Dlatego wyjcie sobie, krzyczcie i mnie wyklinajcie, ja wolę zostać mentalnym "wieśniakiem".

Komentarzy: 0
Data publikacji: 25.01.2026 12:30
Źródło: tysol.pl