Łowcy dzieci nie odpuszczają Rosjanom

To dziesiątki tysięcy śledztw i przynajmniej kilkadziesiąt trudnych do zinfiltrowania grup internautów, którzy – szczególnie ci w Rosji – skrupulatnie sprawdzają każde nowe, pojawiające się w społeczności dziecko. Praca nie jest łatwa, bo dzieci adoptowane przez rosyjskie rodziny mają zupełnie nowe tożsamości – nie chodzi tylko o zmianę imienia i nazwiska, ale także całej historii życia, z datą i miejscem urodzenia włącznie. Większość ma za sobą obozy filtracyjne i reedukacyjne, z praniem mózgów, o których możecie przeczytać u Aldousa Huxleya czy George’a Orwella.
dziecko
dziecko / pickpik

Z niespełna 40-letnią mamą 9-letniego Dymitra poznałem się w Izium, kiedy pojechałem na Ukrainę zbadać historię porywanych przez Rosjan dzieci ze wschodu Ukrainy. Rosjanie odbierali dzieci rodzicom siłą albo podstępem – te odebrane podstępem były łatwiejsze do znaturalizowania i zruszczenia. Mechanizm był prosty i przez pierwsze półtora roku wojny egzamin zdawał doskonale. Rosyjscy urzędnicy przed szturmem na wieś czy miasteczko pojawiali się i proponowali mieszkańcom, aby odesłali swoje dzieci na kolonie i obozy, gdzieś w Rosji – oczywiście w związku z planowanym szturmem. 

Czytaj także: Euroestablishment brzydzi się ludem
 

Dzieci zabrane podstępem

 

– Będziemy się bić o to miasteczko, my będziemy strzelać, Ukraińcy będą strzelać, będzie pełno ofiar wśród cywilów. Nie ma sensu ryzykować życia dzieci. My i tak tę waszą Ukrainę zdobędziemy, wtedy oddamy wam dzieci, będziecie żyć szczęśliwie w tym samym domu, tyle że w Rosji – mówili.

Rodzice wysyłali więc, właściwie dobrowolnie, swoje dzieci na te rosyjskie kolonie. Nikomu nie śniło się wówczas, że obiecane kolonie były przygotowanymi przed inwazją obozami reedukacyjnymi, w których dzieciom nie pozwalano mówić po ukraińsku, uczono ich historii od nowa, zaś każdy poranek zaczynał się od gimnastyki pod okiem rosyjskiego kaprala i odśpiewania hymnu Federacji Rosyjskiej na baczność, przed portretem Władimira Putina. 

Niepokój rodziców, z czasem przeradzający się w panikę, wywołała dopiero podpisana przez Putina zmiana prawa adopcyjnego w Rosji – przygotowana przez Marię Lwową-Biełową, rzeczniczkę praw dziecka Federacji Rosyjskiej, która umożliwiła adopcję każdego ukraińskiego dziecka pod warunkiem zmiany wszystkich danych adoptowanego, z datą i miejscem urodzenia włącznie. Przy czym adopcje do rodzin miały dotyczyć tylko tych najmłodszych. Nastolatki powyżej 14. roku życia, najczęściej zabrane z ukraińskich sierocińców, mogły już trafiać do obozów wojskowych, gdzie były szkolone i przygotowywane do walki na ukraińskim froncie. Uczono ich m.in. strzelania do rodaków i brania do niewoli kolejnych dzieci. 
 

Tortury, gwałty – co jeszcze się działo?

 

Kiedy pojechałem – za dziećmi – na wschód Ukrainy, opowieści rodziców mroziły krew w żyłach. 

– Rosjanie zabierali dzieci na kolonie – opowiadały mi matki. – Kolonie miały trwać kilka tygodni, tymczasem już od marca 2022 roku żadne dziecko nie wróciło. Powód? Kiedy ukraińska armia odbiła Izium, dzieci wciąż były w Rosji, choć nie było już z nimi kontaktu. 

Wysłane wówczas do rosyjskiego dowództwa sklecone naprędce poselstwo matek dowiedziało się, że dzieci już nie zobaczą, bo Rosja... nie wysyła dzieci przebywających pod jej opieką za granicę. 

Ta sama delegacja poszła do dowództwa ukraińskich jednostek wojskowych, przekazała petycję do rządu. Rząd rozpoczął negocjacje z Rosjanami – nie pierwsze, bo chwilę wcześniej udało się doprowadzić do wymiany obrońców Azowa, zakładów metalurgicznych w Mariupolu, na rosyjskich jeńców wojennych przebywających na Ukrainie. Negocjacje w tej sprawie trwały kilka tygodni. Powracający z niewoli obrońcy Azowa natychmiast otrzymali ordery i opiekę medyczną. Okazało się, że wszystkich okrutnie torturowano. 

– Jeszcze żadne nie wróciło dobrowolnie oddane przez Rosjan – opowiadała mi wówczas moja przewodniczka.

– Jedna 12-letnia dziewczynka uciekła. Udało się jej. Kiedy dotarła do posterunków ukraińskich, okazało się, że jest w trzecim miesiącu ciąży. Te zwierzęta gwałciły ją regularnie. Rodzina zdecydowała, że powinna wyjechać z Ukrainy i więcej tu nie wracać. Przynajmniej do czasu, do którego istnieje Rosja. Bo w to, że koniec Rosji jest nie tylko nieuchronny, ale jest również koniecznością dziejową, na Ukrainie nikt nie miał wówczas wątpliwości.

Dowiedziałem się również, że rosyjskie służby starannie czytają i oglądają zachodnie media. Jeżeli znajdą w nich wypowiedź Ukraińca, natychmiast sprawdzają, czy przypadkiem nie ma w Rosji jego dziecka. Jeżeli jest – mogą je zabić. Obcięcie głowy dziecku to dla nich żaden problem – o czym przekonali się prokuratorzy i dziennikarze nad grobami w Buczy czy w Izium. Lęk przed takim losem dzieci paraliżuje ukraińskie matki. I skutecznie wiąże im usta. 

Czytaj także: [Felieton „TS”] Jan Wróbel: O Kaczyńskim bez obsługi emocji
 

Zbrodnia udowodniona Putinowi

 

To właśnie porwania dzieci są jak na razie jedyną zbrodnią przeciwko ludzkości, za które Międzynarodowy Trybunał Karny wystawił listy gończe za Władimirem Putinem i Marią Lwową-Biełową. Dzięki nim tych dwoje jest ściganych na całym świecie z oskarżenia o zbrodnie wojenne. Nie zmieniło to jednak sytuacji samych dzieci – raz wywiezione do Rosji rozpływały się i ślad po nich ginął. Rosyjska polityka zmieniania tożsamości miała swój głębszy sens, szczególnie że po pierwszym roku wojny kremlowska administracja po międzynarodowych negocjacjach zgodziła się odsyłać ukraińskie dzieci z powrotem do kraju. Pod warunkiem precyzyjnego wskazania, o jakie dziecko chodzi. Próba wysłania danych ukraińskich dzieci kończyła się nieodmiennie informacją, że „takich dzieci nie ma na terenie Federacji Rosyjskiej”.

Rosja zaprzecza oskarżeniom MTK i twierdzi, że chroniła bezbronne dzieci, przenosząc je ze strefy działań wojennych dla ich własnego bezpieczeństwa. Maria Lwowa-Bełowa mówi o „ratowaniu” ukraińskich dzieci i wielokrotnie przekonywała, że mogą one wrócić do domu.

Wskazuje, że do Rosji przywieziono około 730 tys. dzieci, większość z rodzicami lub innymi krewnymi, oraz że 2000 dzieci ewakuowano z ukraińskich sierocińców. Stanowczo zaprzecza, że „naturalna rosyjska troska” ma cokolwiek wspólnego z przymusowym wysiedlaniem. 

– Stało się oczywiste, że musimy rozpocząć szeroką akcję poszukiwawczą, bezprecedensową w XXI wieku – wspomina Mykola Kuleba, były rzecznik praw dziecka na Ukrainie, a obecnie założyciel i prezes organizacji Save Ukraine. Już na początku wojny przyjęła ona w darach kilkadziesiąt opancerzonych busów szpitalnych i karetek, które miały służyć do przewożenia ukraińskich dzieci z powrotem do ojczyzny. – W warunkach wojny takie poszukiwania były niemożliwe bez pomocy wolontariuszy z Rosji, ludzi, którzy zgodzą się dyskretnie z nami współpracować i przekażą nam informację na temat każdego nowo pojawiającego się gdziekolwiek w Rosji dziecka, którego porodu w Rosji nikt nie widział czy nie pamiętał. Trzeba też było nawiązać z nimi kontakt i upewnić się, że dziecko jest z Ukrainy. Okazało się, że zwykli ludzie chętnie nam pomagali. Oczywiście warunkiem sine qua non była pełna dyskrecja, bo nasi informatorzy w końcu ryzykowali kolonią karną, a nawet życiem.
 

Łowcy dzieci 

 

Do poszukiwań szybko dołączyli hakerzy – dzisiaj grupa określa się mianem „cyfrowych detektywów”, ale Ukraińcy przyznają, że w pełni zasługują na tę nazwę. Razem z rosyjskimi wolontariuszami stanowią grupę „łowców dzieci”, która wyszukuje w Rosji każdego młodego Ukraińca. 

Ponad 60 pasjonatów informatyki i wolnego oprogramowania z 23 krajów świata, we współpracy z Europolem w Hadze, połączyło siły i wyszukuje najnowsze zdjęcia dzieci, jeżeli pojawiły się one gdziekolwiek w rosyjskim internecie. Skutecznie – pierwsze miesiące pozwoliły na odnalezienie ośmiorga z nich. Choć na co dzień żaden z cyfrowych detektywów nie ma ochoty na współpracę z policją, w tym przypadku z chęcią korzystają z pomocy Europolu. Policyjni eksperci od geolokalizacji i danych satelitarnych ustalają, kiedy i gdzie były robione zdjęcia oraz czy we wskazanym miejscu znajduje się jedno czy więcej dzieci, które mogły być porwane z Ukrainy. Ukraińcy dysponują imienną listą 180 tysięcy dzieci, które trafiły do Rosji, drugie tyle uważa się za zaginione. 

Co jakiś czas wolontariusze Save Ukraine przywożą dzieci odebrane Rosjanom. W ten sposób wrócił syn ukraińskiej matki, którą poznałem w Izium. Odbierała go pod koniec ubiegłego roku w Charkowie i tam została z dzieckiem, bo w zniszczonym Izium, w cieniu odkrytych przez międzynarodowe organizacje masowych grobów rozstrzelanych przez Rosjan mieszkańców i wojskowych, nie dało się już mieszkać. Rozmawialiśmy niedawno przez telefon – z Charkowa też będzie wyjeżdżać, trwające niemal bez przerwy ataki rakietowe obracają to największe po Kijowie miasto Ukrainy w stos gruzów. Wszyscy oczekują rychłego szturmu Rosjan. Dwa tygodnie temu administracja ukraińska zaproponowała jej ewakuowanie syna do Kijowa, ale nie – tym razem już nie da się rozdzielić z dzieckiem. 

– Ewakuację przejdziemy razem – mówi zdenerwowana. – Poprzednio, nie wiem, jak mogłam się na to zgodzić, ewakuowany był 9-letni Dymitro, ale już w rosyjskim autobusie był Dimitrijem, a wrócił do mnie 11-letni Sasza, urodzony w Ufie na Uralu.

Naukowcy z Uniwersytetu Yale w USA sporządzili mapę systemu deportacji i odkryli, że dzieci często umieszczano w obozach reedukacyjnych lub szpitalach psychiatrycznych.

Organizacji humanitarnej Save Ukraine udało się uratować co najmniej 95 porwanych ukraińskich dzieci – w tym Dymitra-Saszę – i w uznaniu swoich osiągnięć otrzyma w Holandii międzynarodową Nagrodę Czterech Wolności.
 

Kolejna lista trafia do Moskwy

 

Pod koniec kwietnia Ukraina przekazała Rosji za pośrednictwem Kataru listę 561 dzieci przetrzymywanych w Rosji – oświadczył obecny ukraiński rzecznik ds. praw człowieka Dmytro Łubinec po trwających przez dwa dni rozmowach w stolicy Kataru Dausze. To kolejna lista dzieci, których rosyjską tożsamość ustalili Ukraińcy.
 

– Oczekujemy na powrót do domu grupy naszych dzieci. Na razie nie ujawniamy szczegółów. Przekazaliśmy Katarowi listę 561 ukraińskich dzieci. Powiedziano nam, że strona rosyjska już się z nią zapoznaje – mówi Łubinec, publikując swoją wypowiedź w serwisie Telegram. 

Dzień wcześniej rosyjska rzeczniczka praw dzieci Maria Lwowa-Biełowa powiedziała, że przedstawiciele Rosji i Ukrainy przeprowadzili w Dausze pierwsze bezpośrednie rozmowy o wymianie przemieszczonych dzieci. Rzeczniczka powiadomiła, że w rosyjskiej ewidencji znajduje się 29 ukraińskich dzieci mieszkających w Rosji i trwają prace nad ich połączeniem z bliskimi na Ukrainie, zaś... na Ukrainie znajduje się 11 dzieci, których bliscy żyją w Rosji.

Łubinec zaprzeczył jednak, by doszło do bezpośrednich rozmów z przedstawicielami obu krajów. – Powrót ukraińskich dzieci i rozmowy z Rosją odbywają się za pośrednictwem katarskich dyplomatów – oświadcza twardo.

Ukraińska administracja przyznaje, że może mieć kłopoty z odzyskaniem dzieci z sierocińców. 

– Jeżeli te dzieci zostały adoptowane przez rodziny, to prawo międzynarodowe będzie po stronie Rosji – uważa Kuleba. – Rodzina gwarantuje dziecku znacznie więcej niż dom dziecka, więc zgodnie z tym prawem dla dobra dziecka powinno ono pozostać przy rodzinie. Problem w tym, że nie wiemy, jak dzieci są tam traktowane, ani w żaden sposób nie możemy pilotować czy kontrolować ich rozwoju czy losów. Nie zapomnimy o tych dzieciach, jednak w pierwszej kolejności musimy wygrać wojnę. W innym wypadku odzyskanie ich może się okazać niemożliwe.
 

Dzieci umierają setkami

 

Do trudnego losu uprowadzonych ukraińskich dzieci dochodzą jeszcze inne dane. Chodzi o dzieci, które bezpośrednio odczuły skutki działań wojennych. Od lutego 2022 roku zginęło 546, a rannych zostało ponad 1330 dzieci. Większość zabitych i rannych dzieci pochodzi ze wschodnich regionów kraju – informuje Biuro Prokuratora Generalnego w Kijowie.

„Ponad 1876 dzieci ucierpiało na Ukrainie w wyniku agresji zbrojnej Rosji na pełną skalę. Do godzin porannych 9 maja 2024 roku, według oficjalnych informacji prokuratorów ds. nieletnich, 546 dzieci zostało zabitych, a ponad 1330 odniosło obrażenia o różnym stopniu ciężkości” – mówi prokurator generalny Ukrainy w specjalnym komunikacie. 

Najwięcej ofiar wśród dzieci jest w obwodach: donieckim (530), charkowskim (365), chersońskim (150), dniepropietrowskim (137), kijowskim (130), zaporoskim (108) i mikołajowskim (104). Rozpoczynająca się rosyjska ofensywa na wschodzie kraju może doprowadzić do śmierci kolejnych dzieci. 
 


 

POLECANE
Agencja Moody's dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski: perspektywa jest negatywna z ostatniej chwili
Agencja Moody's dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski: perspektywa jest negatywna

Agencja Moody’s dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski, ale nie podjęła działań względem ratingu (rating action) - podała agencja w komunikacie. Oznacza to, że ocena kredytowa kraju pozostaje na poziomie "A2", a jej perspektywa jest negatywna.

Marcin Warchoł: Jeśli pozwolimy upolitycznionym sędziom układać nam życie, nie poznamy naszego kraju gorące
Marcin Warchoł: Jeśli pozwolimy upolitycznionym sędziom układać nam życie, nie poznamy naszego kraju

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marcin Warchoł skomentował na platformie X decyzję NSA nakazującą urzędom stanu cywilnego wpisanie do polskiego rejestru aktu małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.

Szef FBI: Związani z Rosją hakerzy atakują użytkowników komunikatorów, w tym polityków z ostatniej chwili
Szef FBI: Związani z Rosją hakerzy atakują użytkowników komunikatorów, w tym polityków

Szef FBI Kash Patel poinformował w piątek o zidentyfikowaniu hakerów związanych z Rosją, atakujących użytkowników komunikatorów, w tym byłych i obecnych przedstawicieli władz USA, wojskowych i dziennikarzy.

Tȟašúŋke Witkó: Armia z brukselskiego sufitu tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Armia z brukselskiego sufitu

Pod koniec stycznia 2026 roku Komisja Europejska zatwierdziła pakiet inwestycyjnych planów zbrojeniowych, zwanych Instrumentem na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, a w Polsce wdrażanego pod nazwą Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa, określanego potocznie jako „SAFE”. Nasz kraj znalazł się wówczas w grupie państw, którym Bruksela zaaprobowała wzięcie owej pożyczki.

Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim gorące
Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim

„Po pierwsze, NSA zadając pytanie TSUE w sprawie transkrypcji aktu małżeństwa osób jednopłciowych, w świetle traktatu był zoobligowany uwzględnić odpowiedź TSUE, a zatem bezpośrednio to nie NSA wykazał się aktywizmem sędziowskim, ale TSUE” - oceniła na platformie X przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc. z ostatniej chwili
Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc.

Wicepremier, szef MON i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział w piątek, że PSL złoży w Sejmie projekt ustawy, która ma być de facto „poprawioną wersją” przedstawionej propozycji prezydenta Karola Nawrockiego o tzw. polskim SAFE 0 proc. Projekt ma trafić do Sejmu w przyszłym tygodniu.

Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją gorące
Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją

„Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny nie tylko z naszą Konstytucją, ale także z utrwalonym orzecznictwem TK, SN i NSA, a przede wszystkim z prawem naturalnym” - napisał na platformie X wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja).

Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli tylko u nas
Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli

Na posiedzeniu Rady Europejskiej przewodnicząca Parlamentu Roberta Metsola poruszyła trzy główne tematy: konkurencyjność, energię i rozwój geopolityczny. Jeżeli ktokolwiek jednak sądził, że UE odejdzie od zielonego szaleństwa, jest w błędzie. Z wypowiedzi przewodniczącej Parlamentu Europejskiego jasno wynika, że UE, oficjalnie dla ratowania gospodarki, sięgnie po oszczędności obywateli.

Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza tylko u nas
Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza

„W kuluarach mówi się, że mniej więcej za pół roku, kiedy będzie połowa tej kadencji Parlamentu Europejskiego, może dojść do wymiany przewodniczącej Komisji Europejskiej, dlatego że Unia Europejska gospodarczo grzęźnie” - poinformowało portal Tysol.pl źródło w Unii Europejskiej.

Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS tylko u nas
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS

„Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany PiS Bogdan Rzońca, zapytany, dlaczego szefowa KE nie chce wycofać UE z ETS.

REKLAMA

Łowcy dzieci nie odpuszczają Rosjanom

To dziesiątki tysięcy śledztw i przynajmniej kilkadziesiąt trudnych do zinfiltrowania grup internautów, którzy – szczególnie ci w Rosji – skrupulatnie sprawdzają każde nowe, pojawiające się w społeczności dziecko. Praca nie jest łatwa, bo dzieci adoptowane przez rosyjskie rodziny mają zupełnie nowe tożsamości – nie chodzi tylko o zmianę imienia i nazwiska, ale także całej historii życia, z datą i miejscem urodzenia włącznie. Większość ma za sobą obozy filtracyjne i reedukacyjne, z praniem mózgów, o których możecie przeczytać u Aldousa Huxleya czy George’a Orwella.
dziecko
dziecko / pickpik

Z niespełna 40-letnią mamą 9-letniego Dymitra poznałem się w Izium, kiedy pojechałem na Ukrainę zbadać historię porywanych przez Rosjan dzieci ze wschodu Ukrainy. Rosjanie odbierali dzieci rodzicom siłą albo podstępem – te odebrane podstępem były łatwiejsze do znaturalizowania i zruszczenia. Mechanizm był prosty i przez pierwsze półtora roku wojny egzamin zdawał doskonale. Rosyjscy urzędnicy przed szturmem na wieś czy miasteczko pojawiali się i proponowali mieszkańcom, aby odesłali swoje dzieci na kolonie i obozy, gdzieś w Rosji – oczywiście w związku z planowanym szturmem. 

Czytaj także: Euroestablishment brzydzi się ludem
 

Dzieci zabrane podstępem

 

– Będziemy się bić o to miasteczko, my będziemy strzelać, Ukraińcy będą strzelać, będzie pełno ofiar wśród cywilów. Nie ma sensu ryzykować życia dzieci. My i tak tę waszą Ukrainę zdobędziemy, wtedy oddamy wam dzieci, będziecie żyć szczęśliwie w tym samym domu, tyle że w Rosji – mówili.

Rodzice wysyłali więc, właściwie dobrowolnie, swoje dzieci na te rosyjskie kolonie. Nikomu nie śniło się wówczas, że obiecane kolonie były przygotowanymi przed inwazją obozami reedukacyjnymi, w których dzieciom nie pozwalano mówić po ukraińsku, uczono ich historii od nowa, zaś każdy poranek zaczynał się od gimnastyki pod okiem rosyjskiego kaprala i odśpiewania hymnu Federacji Rosyjskiej na baczność, przed portretem Władimira Putina. 

Niepokój rodziców, z czasem przeradzający się w panikę, wywołała dopiero podpisana przez Putina zmiana prawa adopcyjnego w Rosji – przygotowana przez Marię Lwową-Biełową, rzeczniczkę praw dziecka Federacji Rosyjskiej, która umożliwiła adopcję każdego ukraińskiego dziecka pod warunkiem zmiany wszystkich danych adoptowanego, z datą i miejscem urodzenia włącznie. Przy czym adopcje do rodzin miały dotyczyć tylko tych najmłodszych. Nastolatki powyżej 14. roku życia, najczęściej zabrane z ukraińskich sierocińców, mogły już trafiać do obozów wojskowych, gdzie były szkolone i przygotowywane do walki na ukraińskim froncie. Uczono ich m.in. strzelania do rodaków i brania do niewoli kolejnych dzieci. 
 

Tortury, gwałty – co jeszcze się działo?

 

Kiedy pojechałem – za dziećmi – na wschód Ukrainy, opowieści rodziców mroziły krew w żyłach. 

– Rosjanie zabierali dzieci na kolonie – opowiadały mi matki. – Kolonie miały trwać kilka tygodni, tymczasem już od marca 2022 roku żadne dziecko nie wróciło. Powód? Kiedy ukraińska armia odbiła Izium, dzieci wciąż były w Rosji, choć nie było już z nimi kontaktu. 

Wysłane wówczas do rosyjskiego dowództwa sklecone naprędce poselstwo matek dowiedziało się, że dzieci już nie zobaczą, bo Rosja... nie wysyła dzieci przebywających pod jej opieką za granicę. 

Ta sama delegacja poszła do dowództwa ukraińskich jednostek wojskowych, przekazała petycję do rządu. Rząd rozpoczął negocjacje z Rosjanami – nie pierwsze, bo chwilę wcześniej udało się doprowadzić do wymiany obrońców Azowa, zakładów metalurgicznych w Mariupolu, na rosyjskich jeńców wojennych przebywających na Ukrainie. Negocjacje w tej sprawie trwały kilka tygodni. Powracający z niewoli obrońcy Azowa natychmiast otrzymali ordery i opiekę medyczną. Okazało się, że wszystkich okrutnie torturowano. 

– Jeszcze żadne nie wróciło dobrowolnie oddane przez Rosjan – opowiadała mi wówczas moja przewodniczka.

– Jedna 12-letnia dziewczynka uciekła. Udało się jej. Kiedy dotarła do posterunków ukraińskich, okazało się, że jest w trzecim miesiącu ciąży. Te zwierzęta gwałciły ją regularnie. Rodzina zdecydowała, że powinna wyjechać z Ukrainy i więcej tu nie wracać. Przynajmniej do czasu, do którego istnieje Rosja. Bo w to, że koniec Rosji jest nie tylko nieuchronny, ale jest również koniecznością dziejową, na Ukrainie nikt nie miał wówczas wątpliwości.

Dowiedziałem się również, że rosyjskie służby starannie czytają i oglądają zachodnie media. Jeżeli znajdą w nich wypowiedź Ukraińca, natychmiast sprawdzają, czy przypadkiem nie ma w Rosji jego dziecka. Jeżeli jest – mogą je zabić. Obcięcie głowy dziecku to dla nich żaden problem – o czym przekonali się prokuratorzy i dziennikarze nad grobami w Buczy czy w Izium. Lęk przed takim losem dzieci paraliżuje ukraińskie matki. I skutecznie wiąże im usta. 

Czytaj także: [Felieton „TS”] Jan Wróbel: O Kaczyńskim bez obsługi emocji
 

Zbrodnia udowodniona Putinowi

 

To właśnie porwania dzieci są jak na razie jedyną zbrodnią przeciwko ludzkości, za które Międzynarodowy Trybunał Karny wystawił listy gończe za Władimirem Putinem i Marią Lwową-Biełową. Dzięki nim tych dwoje jest ściganych na całym świecie z oskarżenia o zbrodnie wojenne. Nie zmieniło to jednak sytuacji samych dzieci – raz wywiezione do Rosji rozpływały się i ślad po nich ginął. Rosyjska polityka zmieniania tożsamości miała swój głębszy sens, szczególnie że po pierwszym roku wojny kremlowska administracja po międzynarodowych negocjacjach zgodziła się odsyłać ukraińskie dzieci z powrotem do kraju. Pod warunkiem precyzyjnego wskazania, o jakie dziecko chodzi. Próba wysłania danych ukraińskich dzieci kończyła się nieodmiennie informacją, że „takich dzieci nie ma na terenie Federacji Rosyjskiej”.

Rosja zaprzecza oskarżeniom MTK i twierdzi, że chroniła bezbronne dzieci, przenosząc je ze strefy działań wojennych dla ich własnego bezpieczeństwa. Maria Lwowa-Bełowa mówi o „ratowaniu” ukraińskich dzieci i wielokrotnie przekonywała, że mogą one wrócić do domu.

Wskazuje, że do Rosji przywieziono około 730 tys. dzieci, większość z rodzicami lub innymi krewnymi, oraz że 2000 dzieci ewakuowano z ukraińskich sierocińców. Stanowczo zaprzecza, że „naturalna rosyjska troska” ma cokolwiek wspólnego z przymusowym wysiedlaniem. 

– Stało się oczywiste, że musimy rozpocząć szeroką akcję poszukiwawczą, bezprecedensową w XXI wieku – wspomina Mykola Kuleba, były rzecznik praw dziecka na Ukrainie, a obecnie założyciel i prezes organizacji Save Ukraine. Już na początku wojny przyjęła ona w darach kilkadziesiąt opancerzonych busów szpitalnych i karetek, które miały służyć do przewożenia ukraińskich dzieci z powrotem do ojczyzny. – W warunkach wojny takie poszukiwania były niemożliwe bez pomocy wolontariuszy z Rosji, ludzi, którzy zgodzą się dyskretnie z nami współpracować i przekażą nam informację na temat każdego nowo pojawiającego się gdziekolwiek w Rosji dziecka, którego porodu w Rosji nikt nie widział czy nie pamiętał. Trzeba też było nawiązać z nimi kontakt i upewnić się, że dziecko jest z Ukrainy. Okazało się, że zwykli ludzie chętnie nam pomagali. Oczywiście warunkiem sine qua non była pełna dyskrecja, bo nasi informatorzy w końcu ryzykowali kolonią karną, a nawet życiem.
 

Łowcy dzieci 

 

Do poszukiwań szybko dołączyli hakerzy – dzisiaj grupa określa się mianem „cyfrowych detektywów”, ale Ukraińcy przyznają, że w pełni zasługują na tę nazwę. Razem z rosyjskimi wolontariuszami stanowią grupę „łowców dzieci”, która wyszukuje w Rosji każdego młodego Ukraińca. 

Ponad 60 pasjonatów informatyki i wolnego oprogramowania z 23 krajów świata, we współpracy z Europolem w Hadze, połączyło siły i wyszukuje najnowsze zdjęcia dzieci, jeżeli pojawiły się one gdziekolwiek w rosyjskim internecie. Skutecznie – pierwsze miesiące pozwoliły na odnalezienie ośmiorga z nich. Choć na co dzień żaden z cyfrowych detektywów nie ma ochoty na współpracę z policją, w tym przypadku z chęcią korzystają z pomocy Europolu. Policyjni eksperci od geolokalizacji i danych satelitarnych ustalają, kiedy i gdzie były robione zdjęcia oraz czy we wskazanym miejscu znajduje się jedno czy więcej dzieci, które mogły być porwane z Ukrainy. Ukraińcy dysponują imienną listą 180 tysięcy dzieci, które trafiły do Rosji, drugie tyle uważa się za zaginione. 

Co jakiś czas wolontariusze Save Ukraine przywożą dzieci odebrane Rosjanom. W ten sposób wrócił syn ukraińskiej matki, którą poznałem w Izium. Odbierała go pod koniec ubiegłego roku w Charkowie i tam została z dzieckiem, bo w zniszczonym Izium, w cieniu odkrytych przez międzynarodowe organizacje masowych grobów rozstrzelanych przez Rosjan mieszkańców i wojskowych, nie dało się już mieszkać. Rozmawialiśmy niedawno przez telefon – z Charkowa też będzie wyjeżdżać, trwające niemal bez przerwy ataki rakietowe obracają to największe po Kijowie miasto Ukrainy w stos gruzów. Wszyscy oczekują rychłego szturmu Rosjan. Dwa tygodnie temu administracja ukraińska zaproponowała jej ewakuowanie syna do Kijowa, ale nie – tym razem już nie da się rozdzielić z dzieckiem. 

– Ewakuację przejdziemy razem – mówi zdenerwowana. – Poprzednio, nie wiem, jak mogłam się na to zgodzić, ewakuowany był 9-letni Dymitro, ale już w rosyjskim autobusie był Dimitrijem, a wrócił do mnie 11-letni Sasza, urodzony w Ufie na Uralu.

Naukowcy z Uniwersytetu Yale w USA sporządzili mapę systemu deportacji i odkryli, że dzieci często umieszczano w obozach reedukacyjnych lub szpitalach psychiatrycznych.

Organizacji humanitarnej Save Ukraine udało się uratować co najmniej 95 porwanych ukraińskich dzieci – w tym Dymitra-Saszę – i w uznaniu swoich osiągnięć otrzyma w Holandii międzynarodową Nagrodę Czterech Wolności.
 

Kolejna lista trafia do Moskwy

 

Pod koniec kwietnia Ukraina przekazała Rosji za pośrednictwem Kataru listę 561 dzieci przetrzymywanych w Rosji – oświadczył obecny ukraiński rzecznik ds. praw człowieka Dmytro Łubinec po trwających przez dwa dni rozmowach w stolicy Kataru Dausze. To kolejna lista dzieci, których rosyjską tożsamość ustalili Ukraińcy.
 

– Oczekujemy na powrót do domu grupy naszych dzieci. Na razie nie ujawniamy szczegółów. Przekazaliśmy Katarowi listę 561 ukraińskich dzieci. Powiedziano nam, że strona rosyjska już się z nią zapoznaje – mówi Łubinec, publikując swoją wypowiedź w serwisie Telegram. 

Dzień wcześniej rosyjska rzeczniczka praw dzieci Maria Lwowa-Biełowa powiedziała, że przedstawiciele Rosji i Ukrainy przeprowadzili w Dausze pierwsze bezpośrednie rozmowy o wymianie przemieszczonych dzieci. Rzeczniczka powiadomiła, że w rosyjskiej ewidencji znajduje się 29 ukraińskich dzieci mieszkających w Rosji i trwają prace nad ich połączeniem z bliskimi na Ukrainie, zaś... na Ukrainie znajduje się 11 dzieci, których bliscy żyją w Rosji.

Łubinec zaprzeczył jednak, by doszło do bezpośrednich rozmów z przedstawicielami obu krajów. – Powrót ukraińskich dzieci i rozmowy z Rosją odbywają się za pośrednictwem katarskich dyplomatów – oświadcza twardo.

Ukraińska administracja przyznaje, że może mieć kłopoty z odzyskaniem dzieci z sierocińców. 

– Jeżeli te dzieci zostały adoptowane przez rodziny, to prawo międzynarodowe będzie po stronie Rosji – uważa Kuleba. – Rodzina gwarantuje dziecku znacznie więcej niż dom dziecka, więc zgodnie z tym prawem dla dobra dziecka powinno ono pozostać przy rodzinie. Problem w tym, że nie wiemy, jak dzieci są tam traktowane, ani w żaden sposób nie możemy pilotować czy kontrolować ich rozwoju czy losów. Nie zapomnimy o tych dzieciach, jednak w pierwszej kolejności musimy wygrać wojnę. W innym wypadku odzyskanie ich może się okazać niemożliwe.
 

Dzieci umierają setkami

 

Do trudnego losu uprowadzonych ukraińskich dzieci dochodzą jeszcze inne dane. Chodzi o dzieci, które bezpośrednio odczuły skutki działań wojennych. Od lutego 2022 roku zginęło 546, a rannych zostało ponad 1330 dzieci. Większość zabitych i rannych dzieci pochodzi ze wschodnich regionów kraju – informuje Biuro Prokuratora Generalnego w Kijowie.

„Ponad 1876 dzieci ucierpiało na Ukrainie w wyniku agresji zbrojnej Rosji na pełną skalę. Do godzin porannych 9 maja 2024 roku, według oficjalnych informacji prokuratorów ds. nieletnich, 546 dzieci zostało zabitych, a ponad 1330 odniosło obrażenia o różnym stopniu ciężkości” – mówi prokurator generalny Ukrainy w specjalnym komunikacie. 

Najwięcej ofiar wśród dzieci jest w obwodach: donieckim (530), charkowskim (365), chersońskim (150), dniepropietrowskim (137), kijowskim (130), zaporoskim (108) i mikołajowskim (104). Rozpoczynająca się rosyjska ofensywa na wschodzie kraju może doprowadzić do śmierci kolejnych dzieci. 
 



 

Polecane