loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Emeryci powinni korzystać ze wzrostu gospodarczego kraju
Opublikowano dnia 03.07.2017 19:22
W myśl zawartej umowy społecznej, waloryzacja rent i emerytur powinna pozwolić na utrzymanie realnej wartości świadczeń i dodatkowo być zwiększana o 50 proc. wzrostu gospodarczego – mówił w Radzie Dialogu Społecznego członek KK NSZZ „Solidarność” Henryk Nakonieczny. Ostatecznie, związki zawodowe zaproponowały, by waloryzacja na 2018 r. wyniosła w praktyce 3,3 proc., a nie 2,4 proc., jak chce rząd i popierające go organizacje pracodawców.

www.pexels.com
Jak poinformowali na posiedzeniu zespołów ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych oraz ubezpieczeń społecznych przedstawiciele Solidarności, stanowisko związku jest takie, że wskaźnik waloryzacji emerytur i rent powinien wynosić nie mniej niż średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług w 2017 r., zwiększony o co najmniej 50 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia za pracę w roku 2017.

Poparły je dwie pozostałe centrale związkowe: OPZZ i FZZ.

Jak podkreślał Henryk Nakonieczny, „związki i tak zachowują realizm, bo proponują mniej, niż wynikałoby to ze wzrostu gospodarczego”.  

Według, przyjętej 6 czerwca przez Radę Ministrów propozycji rządu, przyszłoroczna waloryzacja (wypłacana w marcu 2018 r.) ma wynieść 2,4 proc. co oznacza koszt dla budżetu ok. 4,8 mld zł.

Średnia podwyżka na jednego emeryta to 19 zł. Jednak w praktyce tyle dostałaby osoba mająca netto emeryturę w kwocie 854 zł. Gdyby było to np. 1500 zł, waloryzacja wyniosłaby prawie 35 zł, przy 2500 zł – prawie 60 zł, przy 3 tys. - ponad 70 zł. Ale np. emeryt mający 7 tys. zł dostałby aż 170 zł więcej.
I wszystko wskazuje na to, że tak się stanie. Partnerzy społeczni nie doszli bowiem do porozumienia.

Jak podkreślali przedstawiciele związków zawodowych, świadczenia emerytalno-rentowe w Polsce są na tyle niskie, że każda podwyżka jest niewystarczająca. Z drugiej strony, nie sposób zaprzeczyć, że w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych pieniędzy brakuje.

„Dlatego jedynym rozwiązaniem jest, by każdy płacił składki od takiej kwoty, jaką faktycznie zarabia” - mówiła na posiedzeniu zespołów wiceprzewodnicząca OPZZ, Wiesława  Taranowska. W jej opinii, trzeba zastanowić się, jak przebudować system waloryzacji , żeby więcej korzystali na niej najubożsi.
Natomiast Leszek Walczak, domagał się w imieniu Solidarności rozwiązań systemowych, które były już deklarowane przez resort rodziny w ubiegłym roku, ale do tej pory są gotowe.

Znaczenie reformy systemu emerytalnego zauważył również Henryk Nakonieczny. Jak powiedział, „w tym obecnym, bogaci emeryci szybko się bogacą, a biedni biednieją jeszcze szybciej”.

„Dla wszystkich, którzy mają świadczenie powyżej średniej, obecny sposób waloryzacji podwyższa ich realną wartość. Gdy świadczenia są niższe, wówczas ich realna wartość spada” - argumentował.

Dodał, że poważnie traktując postulat zmian systemowych, można zastanowić się, czy dokonywać wyrównania świadczeń wstecz. Być może właściwa byłaby nawet waloryzacja degresywna – mniejsza dla tych o najwyższych świadczeniach, a większa dla tych, których emerytury i renty są najniższe.

„To pozwoliłoby na zachowanie konstytucyjnej gwarancji utrzymania wartości świadczeń z punktu widzenia indywidualnego obywatela” - mówił Nakonieczny.
Przedstawiciel Solidarności wyliczał też, że faktyczny koszt dla budżetu waloryzacji zaproponowanej przez rząd, to kwota ok. 3,8 mld zł, bo 1 mld zł zostanie budżetowi  zwrócone w postaci podatku płaconego przez rencistów i emerytów.

W ocenie wiceministra rodziny pracy i polityki społecznej Marcina Zielenieckiego, gdyby przyjąć wariant związkowy, czyli poziom waloryzacji 3,3 proc., to koszt dla budżetu wyniósłby 6,6 mld zł, a to jest „nierealne jest to z finansowego punktu widzenia”.

Wiceminister wyjaśniał, że wskaźnik waloryzacji opiera się na parametrze inflacyjnym i płacowym.

„Ma to zapewnić odpowiedni zwrot świadczeń tak w lepszych, jak i w gorszych czasach. Gdy jest gorsza koniunktura gospodarcza, znaczenie ma wskaźnik cenowy, pozwalający utrzymać dotychczasową siłę nabywcą świadczeń. Przy dobrej koniunkturze, korzystny jest wskaźnik płacowy, bo wtedy rosną prace i wskaźnik ten pozwala partycypować w tej dobrej sytuacji emerytom i rencistom” - mówił Zieleniecki.

Podkreślił również, że nie można myśleć o waloryzacji jedynie jako o podwyższaniu świadczeń. Państwo przeprowadza bowiem także inne działania mające poprawić sytuację finansową emerytów i rencistów. Ostatnio polegało to na podwyższeniu najniższej emerytury do 1 tys. zł brutto. Kolejnym  rozwiązaniem tego rodzaju było zwiększenie minimalnej waloryzacji do 10 zł.

Zdaniem wiceministra, potrzeba takich działań pokazuje oczywiście, że sam czysty mechanizm waloryzacji, wynikający z ustawy, nie jest idealny. Dlatego potrzebna jest jego korekta, ale dyskusja na ten temat odbywa się zwykle w drugiej połowie roku, nie zaś przy okazji dyskusji nad wskaźnikiem waloryzacji.  
„Resort jest otwarty na dyskusję, ale teraz na to za wcześnie” - stwierdził Zieleniecki.

Stanowisko rządu, jednoznacznie poparły wszystkie organizacje pracodawców z RDS.

Pracodawcy RP dowodzili, że bieżące możliwości państwa wcale nie się tak duż,e jakby się wydawało - ze względu na znaczne wydatki społeczne. Do tego 10 mld zł będzie kosztowało obniżenie wieku emerytalnego, co jeszcze powiększy 45-omiliardowy deficyt FUS.

Jeremi Mordasewicz stwierdził, że ten deficyt jest jeszcze większy, bo razem z KRUS i systemami specjalnymi sięga 75 mld zł.

„W tej sytuacji, waloryzacja inna niż inflacyjna nie może być przez pracodawców poparta” - podsumował. Dodał, że „nie zaproponowano jak dotąd jednak żadnych działań, które mogłyby zrównoważyć waloryzację, jakiej chcą związkowcy, nie wzrasta liczba osób pracujących przypadających na jednego emeryta lub rencistę, a czeka nas wręcz odwrotny kierunek”.

Na zakończenie dyskusji, Henryk Nakonieczny przypomniał, że – wskazane przez wiceministra Zielenieckiego – dodatkowe działania rządu, nie wpływają na wysokość emerytur w przyszłości. Nie zwiększają bowiem podstawy ich wymiaru, co w kolejnych latach jeszcze pogłębia dysproporcje między otrzymującymi wysokie i niskie świadczenia.

Zaproponował też kompromis, czyli wskaźnik waloryzacji emerytur i rent oparty o inflację i zwiększony o co najmniej 30 - 40 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia za pracę w 2017 r. Jednak pracodawcy na ten kompromis nie przystali.

Anna Grabowska

 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Agnieszka Romaszewska: Ukraina postawiła na Niemcy. I się na tym przejedzie
Blogi
avatar
Marcin
Brixen

Marcin Brixen: Najdłuższy protest nowoczesnej Europy
Do bloku, w którym mieszkali Hiobowscy, wprowadziło się młode małżeństwo. Nie dość, że pochodzili z maleńkiej wioski, to na dodatek ta wioska była koło Pawełkowic. Te oto podwójne kompleksy były zapewne przyczyną tego, że młoda małżonka bardzo szybko chciała zostać osobą miastową. Przypadkiem spotkała mamę Wiktymiusza, zwierzyła jej się ze swojego problemu. A mama Wiktymiusza namówiła ją aby się zapisała do kierowanego przez siebie koła Komitetu Obrony Dewiacji. W kole tym była już mama Łukaszka, która zaprosiła swoją szefową i neofitkę na sojową latte i kanapkę z salcesonem z promocji.
avatar
Barbara
Piela

[video] Nowa animacja Barbary Pieli: "Nowoczesna. Ugotowani"
Nowa animacja Barbary Pieli
avatar
Maciej
Michalski

[Kliknij aby zobaczyć całość] Nowy rysunek Michalskiego: Mama
Ten i więcej rysunków w najnowszym "Tygodniku Solidarność" dostępnym również w aplikacji mobilnej.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.