loading
Proszę czekać...
O Bieńkowskiej , planach Tuska i unijnych „strachach na Lachy”
Opublikowano dnia 31.10.2018 09:24
Polecam Państwu lekturę -dość długiego ,przyznaje-wywiadu ,jakiego udzieliłem VOD czyli „telewizji” Gazety Polskiej. Rozmowę ze mną prowadził redaktor Jan Przemylski. Oto zapis tego wywiadu poświęconego w dużej mierze sprawom związanym z relacjami Polska- Unia:
Witam serdecznie, Jan Przemyłski, Rozmowa Niezależna, dzisiaj naszym gościem jest eurodeputowany z ramienia PiS Ryszard Czarnecki.

Ryszard Czarnecki: Witam Pana, witam Państwa.

Jan Przemyłski: Panie Pośle, dużo mówiło się o tym, że Polska straci dużo pieniędzy z kasy unijnej, jeżeli nie przyjmie imigrantów, jeżeli nie podporządkuje się Brukseli, a okazało się, że nie podporządkowujemy się, imigrantów nie przyjęliśmy, a budżet został uchwalony. Czy jakieś straty dla Polski są w tym budżecie?

Ryszard Czarnecki: Straty wynoszą 0 euro i 0 złotych. Właśnie wracam ze Strasburga, z sesji Parlamentu Europejskiego, przyjęliśmy budżet na przyszły 2019 rok, to jest budżet jednoroczny i żadnych negatywnych dla nas zmian nie ma. A więc strachy na lach. A była przecież taka presja polityczno-medialna, powiedziałbym nawet, że szantaż, szantaż finansowy, bo grożono nawet grzywnami w wysokości ćwierć miliona euro za każdego nieprzyjętego imigranta bądź też, że jak ich nie przyjmiemy to będą nas po budżecie uderzać. Okazało się, że i jedno, i drugie to były tylko formy takiej presji, Warszawa i Budapeszt się nie ugięły, inne kraje, na przykład kraje bałtyckie czy inne państwa V 4 ugięły się , my nie i okazało się, że wyszliśmy na swoje. Skądinąd w innym, siedmioletnim projekcie budżetu, który dla Polski korzystny nie jest, a głosowała za nim pani Bieńkowska – komisarz z Polski, w tym projekcie większe straty ponoszą kraje, które grzecznie przyjmowały imigrantów. Mówię o krajach, które weszły do Unii po 2004 roku. To kolejny sygnał , że w Unii warto walczyć o swoje.

Jan Przemyłski: Ale czy to, że my stracimy na tym siedmioletnim budżecie, co tam zaważyło, czy to przez brexit?

Ryszard Czarnecki: Nie wiadomo czy stracimy, bo mecz się toczy. Na razie propozycja Komisji Europejskiej jest dla nas zła, choć powtarzam to cały czas, że ten zły dla nas projekt pani komisarz, która Polskę reprezentuje-poparła. Zresztą przeciwko Polsce regularnie głosuje, mówię o Elżbiecie Bieńkowskiej ,sorry, taki mamy klimat, ale ona jest przewidywalna, nie tylko wypowiada się przeciwko nam publicznie, ale również jak była kwestia uruchomienia procedury sankcyjnej wobec Polski – też głosowała za tym. Jak są jakieś sytuacje dla nas niekorzystne, to możemy być pewni, że pani Bieńkowska zagłosuje jak Niemcy, Francja i inne kraje. Natomiast warto podkreślić, że ten mecz będzie się toczył jeszcze przez dwa lata-budżet na lata 2021-2027 będzie uchwalony  jesienią 2020 roku.

Jan Przemyłski: To jaki jest wynik na tę chwilę?

Ryszard Czarnecki: Na tę chwilę zawarliśmy sojusz z Francją odnośnie walki o jak największy budżet dla rolnictwa- i tutaj mamy też sojusz z krajami Europy Południowej, z którymi z kolei drogi nam się rozchodzą w innej sprawie ,bo my chcemy jak największego budżetu spójności i dalej z przeznaczeniem na biedniejszy region Europy Środkowo-Wschodniej, natomiast oni chcą, by środki przeszły do biedniejszej części starej Unii, czyli właśnie do Portugalii, Hiszpanii, Grecji, w jakiejś mierze do Włoch. I tutaj ta walka będzie się toczyć.

Jan Przemyłski: A kiedy mecz zostanie zakończony?

Ryszard Czarnecki: Zawsze tak jest, że budżet siedmioletni jest przyjmowany parę miesięcy przed jego rozpoczęciem, a ponieważ ten rozpoczyna się w 2021, kończy zaś  w 2027, więc można się spodziewać, że wczesną jesienią 2020 roku to się rozstrzygnie. Może wiosną, ale raczej jesienią, przy czym uwaga – bo będzie to inna Komisja Europejska, raczej bardziej nam przychylna, bo będą w niej przedstawiciele takich krajów, jak Włochy, Austria, Czechy, gdzie były wybory i zmieniły się rządy będzie też nowy polski komisarz, i będzie też zupełnie inny Parlament Europejski. To są dwie ważne informacje, bo budżet musi być zaakceptowany przez Parlament Europejski, bez niego nie ma możliwości wypuszczenia budżetu w świat. W związku z tym nowy europarlament powinien być dużo bardziej zdroworozsądkowy niż obecny.

Jan Przemyłski: Panie Pośle, powiedział Pan wcześniej o pani Bieńkowskiej, która atakuje Polskę, która głosuje przeciwko Polsce. Mamy jeszcze jednego takiego przedstawiciela, a konkretnie Guy Verhofstadt. Ten pan, który znany jest z powszechnej krytyki naszego kraju, skrytykował teraz też pana Donalda Tuska za to, że nie potrafił sobie poradzić z problemem migracji. Co to jest, kłótnia w rodzinie? Przecież do tej pory Ci Panowie stali po jednej stronie.

Ryszard Czarnecki: Skomentowałem to do „Gazety Polskiej Codziennie” starym polskim powiedzeniem, porzekadłem z końca XVIII wieku: „wart Pac pałaca, a pałac Paca”-z zastrzeżeniem ,ze Pac to był wielki polski patriota ,a pałac był wspaniały ,a tu obaj są siebie warci „in minus”. Tak,to jest kłótnia w rodzinie. Formalnie Guy Verhofstadt to szef frakcji liberalnej ,ale jednocześnie został upoważniony przez Parlament Europejski, że będzie nas reprezentował jako przedstawiciel PE  w negocjacjach dot. brexitu. Co on zarzuca Tuskowi? Że on stał się twarzą brexitu…

Jan Przemyłski: …ale sam jest chyba za to odpowiedzialny?

Ryszard Czarnecki: Tak, za kształt negocjacji po Brexicie,gdy to brytyjskie mleko już się wylało, aczkolwiek rzeczywiście jak doszło do negocjacji przed Brexitem, wtedy Verhofstadta jeszcze nie było, to Juncker wtedy, sprytny lis z Luksemburga, czuł że na dwoje babka wróżyła i że może być mniejszość za pozostaniem w Unii, wtedy właśnie Juncker wystąpił z tego pierwszego  szeregu i wypchnął Tuska, który został twarzą tych negocjacji, negocjował z Cameronem, negocjował ze skutkiem fatalnym, bo Wielka Brytania z Unii wyszła. Natomiast drugą rzecz, którą zarzucił Verhofstadt Tuskowi to polityka migracyjna Unii, że to fiasko, że miał swoje pięć minut... To były mocne słowa pokazujące, że z Tuskiem nikt się już w Brukseli nie liczy. Równo 13 miesięcy temu w Strasburgu było coroczne wystąpienie przewodniczącego Komisji Europejskiej  „o stanie Unii Europejskiej”, wzorowane na corocznych oredziach prezydenta USA i wtedy właśnie Juncker, który je wygłaszał, powiedział kompletnie lekceważąco o Tusku i do Tuska , że „Pańskie stanowisko jest kompletnie niepotrzebne”. Teraz, po 13 miesiącach ,w podobnej formie wyraża to samo ,tez publicznie , ostro krytykując Tuska - Verhofstadt.

Jan Przemyłski: Podkreślmy też to, że pan Verhofstadt jest chyba mniej znaczącą osobą w Brukseli niż Tusk, oczywiście formalnie.

Ryszard Czarnecki: Formalnie tak, jest szefem 4 co do wielkości frakcji w Parlamencie Europejskim, która być może zawrze sojusz z chadekami po wyborach europejskich.Na pewno jest osobą, która mniej znaczy formalnie, ale w praktyce wpływ ma chyba znaczniejszy niż Donald Tusk. Na pewno natomiast jest to sygnał, że Donald Tusk znaczy niewiele i wszyscy, którzy mówią, że ma on być szefem Komisji Europejskiej mówią bzdury. Taka narracja jest jakaś aberracja. Donald Tusk nie ma tam pozycji, która mogłaby przesądzać o stanowisku znacznie niżej niż szefa Komisji Europejskiej , a co dopiero szefa Komisji. Tutaj o tym mowy więc nie ma, ale słuchając Tuska na posiedzeniu europarlamentu miałem wrażenie, że on już pogodził się z tym, że żadnej kariery w Brukseli nie zrobi.

Jan Przemyłski: Co dalej będzie się z nim działo?

Ryszard Czarnecki: On przygotowuje się do powrotu do Polski. Skrytykował Nigela Farage’a, czyli eurosceptyka brytyjskiego, ale był też ukłon wobec polskich wyborców i publiczności, mówił „no, tak na tej sali są niektórzy, którzy by chcieli całkowicie zlikwidować w Europie granice”. Czyli skrytykował ich. Mruga okiem do polskiego elektoratu : „nie uważam, żeby zbyt szybko z ta federalizacją działać, lepiej, żeby Europa była Europą Ojczyzn”... Wydaje mi się, że Tusk chce się ewakuować do Polski…

Jan Przemyłski: Ale rząd czy parlament? Gdzie widziałby go Pan po powrocie do Polski?

Ryszard Czarnecki: Ja myślę, że on oczywiście poczeka na wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, potem parlamentarnych. Jeżeli zobaczy, że idzie fala antyPiS, to on się wtedy odda do dyspozycji tej fali elektoratu antyPiS i zostanie kandydatem na Prezydenta.

Jan Przemyłski: Ale czy widzi Pan tu możliwość powrócenia do Platformy, czy zupełnie nowe ciało polityczne?

Ryszard Czarnecki: Grzegorz Schetyna jest politykiem, który nie chce być popychadłem, tak jak kiedyś usiłował z niego zrobić Donald Tusk. Ma swoją grę. A Tusk swoją. Stąd te inspirowane przez Tuska właśnie przecieki, że to Kosiniak-Kamysz miałby być premierem rządu antyPiS... Ale ewentualny powrót Tuska ,podkreślam to jeszcze raz, zależy od wyniku wyborów europejskich i parlamentarnych. Ja sądzę, że one mogą przynieść wielką przykra niespodziankę dla Tuska : Prawo i Sprawiedliwość może wygrać, a wtedy okaże się, że Donald Tusk nie pała chęcią do żadnego kandydowania... Ale i tak poczeka pewnie do zimy 2020 roku i 3 miesiące przed wyborami prezydenckimi zdecyduje, czy kandydować czy nie. Ja uważam, że na dzisiaj w starciu z Andrzejem Dudą, bardzo pracowitym prezydentem, który nie popełnia takich gaf jak Komorowski, Tusk nie ma szans.

Jan Przemyłski: Panie Pośle, to jeszcze teraz porozmawiamy o sprawie, która ostatnio była szczególnie nagłaśniana przez opozycję, tj. teoretyczny Polexit. Czy w Unii lub w kręgach, w których Pan się obraca, takie sformułowanie w ogóle istnieje? Czy jest na to szansa, czy Polska chce wyjść z Unii Europejskiej ? Czy Prawo i Sprawiedliwość wyprowadza nas ze wspólnoty?

Ryszard Czarnecki: Żaden z moich kolegów z Europy nie pytał mnie nigdy o Polexit.  Owszem niektórzy pytali o wyniki wyborów samorządowych, ale o Polexit nikt. To są politycy, którzy chodzą po ziemi i oddzielają propagandę od realnej polityki. Oni wiedzą, że to jest bzdura. Jest ta opozycyjna narracja o Polexicie- po raz pierwszy to sformułowanie użył Grzegorz Schetyna, lider Platformy Obywatelskiej, ponieważ mu poradzono, że warto Polexit przykleić do PiS ,bo część wyborców PiS czy potencjalnych wyborców PiS może to zrazić. Goebbels mówił, że kłamstwo powtarzane 100 razy staje się prawdą. Mam wrażenie, że rzeczywiście część ludzi bezrefleksyjnie uwierzyła, że albo jest rzeczywiście jakiś plan, że Jarosław Kaczyński chce wyprowadzić Polskę z Unii-co jest piramidalna bzdura, albo-to taka narracja bardziej łagodna –ze  może PiS tego nie chce, ale uruchomił pewien proces zdarzeń, tak jak David Cameron, który nie chciał Brexitu, ale doprowadził do referendum ,a to się skończyło jak się skończyło, więc może Jarosław Kaczyński nie chce, ale może uruchomił proces, który do tego doprowadzi... I tym podobne bajki. „Klituś-bajduś módl się za nami” lub „Baju, baju,  będziesz w raju”. To jest naprawdę kompletnie wyssane z palca. Polska nie jest Norwegią, nie śpi na ropie, wie, że Unia ma wiele wad, ale lepiej ,ze względów geopolitycznych,ze względu na Rosję , być w niej niż nie być. Ale to oczywiście nie oznacza, że nie mamy własnej wizji rozwoju Unii Europejskiej, że nie mamy różnicy interesów z Niemcami czy innymi krajami…

Jan Przemyłski: …czyli po prostu nie będziemy się podporządkowywać nikomu.

Ryszard Czarnecki: Ależ oczywiście. Jeżeli lata temu mała Dania potrafiła załatwić derogację, czyli wyjątek od regulacji unijnych wprowadzających możliwość swobodnego zakupu ziemi przez cudzoziemców w Unii -obywateli innych krajów UE na terenie każdego państwa członkowskiego . A Dania tego nie musi przestrzegać , mały kraj, 5 milionów ludzi, a potrafił. Hiszpania niewiele większa od nas -w sensie demograficznym- potrafiła skorygować swój traktat akcesyjny : zaszantażowali  Unię brakiem poparcia Madrytu dla traktatów stowarzyszeniowych z Polska, Węgrami i jeszcze wtedy istniejąca Czechosłowacja i dzięki temu powiększyła akweny dla hiszpańskich rybaków. Bo w Unii warto twardo grać i każdy kraj to robi. Niemcy, którzy mają usta pełne „europejskiej solidarności”, jak przychodzi co do czego to dogadują się z Rosjanami, ale i Niemiecki Sąd Federalny w Karlsruhe – mało kto o tym wie, a warto to powiedzieć – przed momentem, kiedy RFN zaakceptowała traktat z Maastricht, a 9 lat temu jako jeden z ostatnich krajów obok Polski i Czech Traktat Lizboński, to przed tymi traktatami Bundestag zwrócił się do ich Trybunału Konstytucyjnego – dokładnie tak ,jak u nas teraz minister Ziobro – z prośbą o wykładnie i Niemcy uznały wyższość prawa niemieckiego nad unijnym. To pokazuje, ze inne kraje walczą o swoje interesy i fakt, że polski rząd też o nie walczy to nie jest żaden wyjątek.

Jan Przemyłski: Panie Pośle, bardzo Panu dziękuję za dzisiejszą rozmowę. Gościem Państwa był Ryszard Czarnecki .Naszych telewidzów zapraszamy na kolejny odcinek, dziękuję Panu, dziękuję Państwu.


 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
reklama_pionowa
Wideo gen. Komornicki: Rosjanie przygotowują się do wojny na dużą skalę
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Czy małe ptaszki wrócą do Krakowa?
Miejsca dla budek lęgowych wskazał ornitolog, a zawieszono je w taki sposób, aby nie uszkodzić kory drzew.
avatar
Ryszard
Czarnecki

Komisja Europejska próbowała postawić Polskę do kąta...
To oczywiste, że wymiar sprawiedliwości nie podlega jurysdykcji Unii Europejskiej, ba, w innych krajach-o czym Pani jako wieloletnia korespondentka Polski w Niemczech wie lepiej niż ja pewnie- w wielu krajach europejskich, także w Niemczech, także we Francji, wpływ polityków na wymiar sprawiedliwości, powoływanie sędziów, także sędziów Trybunału Konstytucyjnego, choćby w Austrii, jest znacznie większy niż w naszym kraju. Niedawno mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy jeden z liderów frakcji CDU, czyli partii kanclerz Angeli Merkel, został powołany na wiceprezesa niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. A więc urzędujący polityk zostaje wiceszefem Trybunału Konstytucyjnego i już wiadomo, że za rok zastąpi przechodzącego na emeryturę szefa Trybunału na tym stanowisku. Również prezydent Francji wyszedł jakiś czas temu z inicjatywą poszerzenia swoich prerogatyw w kwestii powoływania sędziów. W jednym i drugim przypadku Trybunał Sprawiedliwości i Komisja Europejska milczą.
avatar
Zbigniew "Zebe"
Kula

Zbigniew "Zebe" Kula: 2 Liga: Zadyszka lidera
Za nami 19 kolejka rozgrywek drugiej ligi. Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że Widzew Łódź spacerkiem wygra rozgrywki i zamelduje się w pierwszej lidze. Tymczasem w ostatnich trzech meczach faworyt rozgrywek zdobył tylko dwa punkty i przewaga nad drugim w tabeli Radomiakiem, zmalała do jednego punktu.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.