loading
Proszę czekać...
Marek Budzisz: Jak mądrze uprawiać politykę historyczną wobec Rosji
Opublikowano dnia 07.07.2018 11:47
Galina Dudina z Kommersanta nie jest dziennikarką wrogo do Polski nastawioną, przeciwnie, z tego, co pisze, a robi to w sposób rzetelny i bezstronny, można wywieść wręcz to, że odczuwa do naszej ojczyzny jakąś sympatię. Nawet, jeśli ten cień sympatii nie jest wielki, to w rosyjskich mediach to i tak dużo, bo liberalnie nastrojeni rosyjscy dziennikarze, frondujący w stronę opozycji, tacy, którzy chcieliby, aby ich ojczyzna zakorzeniła się w świecie Zachodu są generalnie Polsce nieprzychylni.

YT, print screen

Dla nich, Warszawa jest dziś kontrolowana przez siły polityczne im nieprzyjazne. Z kolei nacjonaliści, albo przynajmniej pozytywnie nastawieni do linii politycznej Putina widzą w Polsce „małego pieska” Stanów Zjednoczonych, który niewiele może, ale za to wściekle ujada. Z tego tez punktu widzenia opinie Dudiny, winny być w Warszawie uważnie śledzone i analizowane. Zwłaszcza, że wolne są od nastrojów i uprzedzeń oficjalnej linii Kremla, co nie znaczy, że nie zawierają pewnych ocen i konkluzji. 

    Dudina była niedawno w Polsce, w Warszawie, Gdańsku, Braniewie, Elblągu i Olsztynku. Interesowała ją polska polityka historyczna oraz kwestia likwidacji komunistycznych upamiętnień w przestrzeni publicznej. Czyli jednym słowem to, co jest w ostatnich kilkunastu miesiącach przedmiotem niecichnących kontrowersji między Moskwą a Warszawą. Wczoraj opublikowała na łamach gazety, w której pracuje obszerny materiał reporterski na ten temat, któremu towarzyszy wywiad z Adamem Siwkiem z Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN. (Монументо мори)

    Jaka jest generalna linia argumentacji Dudiy? (Warto zaznaczyć, że rzetelnie przedstawia nasze argumenty i przytacza fakty). Jej zdaniem Polacy, a ma w tym wypadku na myśli rząd, dokonali w ostatnim czasie reinterpretacji zarówno polityki historycznej, jak i zawartych w ostatnich dwudziestu pięciu latach umów z Federacją Rosyjską. I teraz Warszawa dość sztywno trzyma się następującej wykładni – upamiętnienia wzniesione na miejscach pochówku podlegają ochronie, zaś inne, wzniesione w przestrzeni publicznej są elementem propagandy komunistycznej oraz jeśli cokolwiek upamiętniają to, co najwyżej wasalne relacje między Polską a ZSRR. I taka interpretacja, jej zdaniem, jest wadliwa, z kilku przynajmniej powodów. Warto jej argumenty zrelacjonować, bo być może posłuży to do pewnej modyfikacji naszej polityki w tym zakresie, której generalną linię uznaję za słuszną, choć z wykonaniem nie zawsze jest dobrze.

    Dudina zwraca uwagę, powołując się przy tym na badania opinii publicznej na to, że zdanie Polaków w kwestii znoszenia sowieckich monumentów nie jest bynajmniej jednolite. Wręcz przeciwnie, zdania zwolenników ich burzenia i przeciwników rozkładają się w zasadzie równomiernie. A zatem, jeśli tak jest, to mamy do czynienia nie z przekształconą w politykę historyczną wolą narodu, a poglądem pewnych, przeciwnych Rosji sił politycznych. A zatem zarzut pierwszy – likwidacja sowieckich pomników nie jest popierana przez większość Polaków, a stosunkowo świeżej daty działania w tym względzie są narzędziem politycznym jednej, Rosji niechętnej, formacji.

    Ale to oczywiście nie wszystko. Rosyjska dziennikarka zauważa, że kazuistyczne traktowanie przez Warszawę litery porozumień z Federacją Rosyjską nie zawsze się broni. Bo w czasie wojny chowano rosyjskie ofiary Niemców (chodzi w tym wypadku o jeńców) oraz poległych po prostu gdzie popadnie i nie można wykluczyć, a nie prowadzi się wykopalisk, że szczątki poległych znajdują się tam jednak. Ale to nie jedyna okoliczność nakazująca ostrożność. Bo jak zachować się z pomnikami, które upamiętniały poległych, rzeczywiście pogrzebanych w tych miejscach, ale przed laty ekshumowanych i przeniesionych na cmentarze wojenne? Tak było jej zdaniem np. z warszawskim „pomnikiem czterech śpiących”. Tempo, w jakim sowieckie obeliski są burzone nie potwierdza, w jej opinii, tego, że ich znoszenie poprzedzone zostało skrupulatnymi badaniami. Wreszcie, jak zauważa, mimo, że strona polska jest traktatowo zobowiązana do dbałości o cmentarze wojskowe, w tym i sowieckie, to, choć to czyni, (czego Dudina nie kwestionuje), to jednak dość opieszale i na niewielką skalę. Przytacza dane, z których wynika, że Federacja Rosyjska przeznacza na ten cel więcej środków niźli polski rząd. A trzeba wiedzieć, że nie mówimy tu o kwotach gigantycznych, raczej rządu milionów niźli dziesiątek milionów dolarów. Mamy, zatem do czynienia z zarzutem drugim – polski rząd tak przestrzega obowiązujące porozumienia z Rosją, żeby nie narazić się na zarzut, iż zobowiązań nie wypełnia, ale też w sumie robi absolutne minimum tego, co może i co powinien.

    I wreszcie ostatnia, ale być może najważniejsza w tym wszystkim kwestia. Otóż Dudina pisze o tym, że polskie władze w praktyce nie chcą rozmawiać z reprezentantami Federacji Rosyjskiej, którzy oficjalnie afiliowani przy warszawskiej ambasadzie nic innego nie robią jak tylko ślą protesty oraz, i to drugi obszar ich aktywności, starają się odpowiedzieć na całkiem niemałą liczbę listów, jakie napływają z Rosji od krewnych, których polegli spoczęli w Polsce. Czyli mamy do czynienia znów z zarzutem pewnej bezczynności władz polskich. Można też określić to mianem jednostronności spojrzenia.

    Dudina o tym nie pisze, ale obserwując politykę naszego rządu względem rosyjskiej narracji historycznej można pokusić się o sformułowanie zarzutu jednostronności. Postrzegania wszystkiego przez pryzmat propagandowych działań Kremla i stanowiska Rosji oficjalnej. Naiwnością byłoby twierdzić, że takowych działań nie ma i że nie ma celów politycznych, które Moskwa chce przy użyciu polityki historycznej realizować. Najlepszym przykładem są tutaj coroczne obchody „nieśmiertelnego pułki”, z których Putin i oficjalna Rosja uczyniła propagandowy oręż. Ale obraz jest dalece niejednorodny, bo w Rosji od pewnego czasu dyskutuje się, na czym polega fenomen popularności tych obchodów. Obchodów, w których Rosjanie naprawdę masowo i dobrowolnie uczestniczą. Nie są zaganiani na pochody, nikt ich do manifestowania pamięci o poległych nie zmusza. Nawet, jeśli władza przychylnie to zjawisko postrzega, stara się wykorzystać je w swej propagandzie, to jednak w pewnej, i trudno uchwytnej części ma ono charakter autentyczny. Trzeba też pamiętać, że geneza „nieśmiertelnego pułku” nie jest oficjalno – urzędowa, a raczej społeczna. Rosyjscy socjologowie opisujący zjawisko dostrzegają też, że charakter demonstracji nie ma wiele wspólnego z oficjalną narracją. Pochody „nieśmiertelnego pułku” są raczej próbą poszukiwanie narodowej tożsamości i odwołaniem się do pamięci rodzinnej, często niezwykle bolesnej i nadal żywej. Oczywiście nie można generalizować, bo niechybnie motywacje są różne. Ale nawet opozycjoniści rosyjscy zwracają uwagę, że uroczystości te odbywają się trochę „obok władzy”.

    I to jest, z punktu widzenia polskich interesów informacja ważna, a nawet rzekłbym fundamentalna. Z tego powodu, że jak się wydaje mamy do czynienia z dwoma narracjami – oficjalną, rządową i propagandową oraz prywatną, odwołującą się do pamięci poległych. Polska odpowiedź winna w swych działaniach uwzględniać ten fakt, a tego nie robi. Dudina w swym artykule opisuje historię pana Wojciecha Bieszczyńskiego, emeryta z Gdańska, który objeżdża pomorskie cmentarze rosyjskich żołnierzy i buduje bazę danych, – kto i gdzie spoczywa. Robi to z jednego powodu, – bo piszą do niego zwykli Rosjanie, zainteresowani miejscami spoczynku ich bliskich, a on im w miarę swych sił i możliwości pomaga. Dudina też przyjechała do Polski ze zdjęciem swego stryjecznego dziadka, który u nas jest pochowany. Dlaczego nie robi tego IPN? Dlaczego nie stworzyć komórki, która dysponowała będzie dokumentami, zdjęciami, relacjami, jednym słowem wszystkim, co jest związane z pochowanymi w Polsce rosyjskimi żołnierzami? I dlaczego nie można tego w Rosji rozgłosić i zaprosić zwykłych ludzi, Rosjan, aby pisali do polskiej, oficjalnej instytucji a my im w ich prywatnych poszukiwaniach pomożemy. To oczywisty element dyplomacji publicznej, budowania reputacji i dobrej opinii, szkoda tylko, że w Polsce zaniedbany. Dlaczego nie staramy się reagować na tego rodzaju zjawisko? Dlaczego dopuszczamy, aby wojskowe cmentarze były zaniedbane i zapuszczone? Nie trzeba być wrogiem Polski, aby taka bezczynność nie przypadła do gustu. A wrogów Polski w Rosji nie brak i wykorzystują oni, w charakterze maczugi, nasze błędy i zaniedbania, grzmiąc na cały świat, że jesteśmy politycznie motywowanymi barbarzyńcami. I znów, jak w przypadku nowelizacji ustawy o IPN. Kierunek może dobry, wykonanie fatalne. A przecież można mądrzej i lepiej. Trzeba tylko wysłuchać cudzych argumentów.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Prof. Romuald Szeremietiew: Polska może wrócić do pozycji mocarstwowej
Blogi
avatar
.
Rosemann

Rosemann: Ból…
Gdyby nie inicjatywa władz, mielibyśmy dziś na pierwszych stronach polskich i zagranicznych gazet prawdziwe a nie kadrowane z wielkim wysiłkiem pracowników Agory gorszące sceny z Warszawy. I mielibyśmy wielkiego kaca, że daliśmy sobie zepsuć święto, które raz tylko dane nam było przeżywać. I to tylko, że na to nie pozwolono powinno być dla nas ważne.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Tusk wysoko zawiesza poprzeczkę
Nie odnoszę się do treści przemówień Tuska, lecz wyłącznie do retoryki i erystyki, którymi znakomicie włada.
avatar
Ryszard
Czarnecki

Ryszard Czarnecki: Największa demokracja świata
Świat stał się globalną wioską, to prawda, ale interesy narodowe i państwowe wciąż są głównym drogowskazem i punktem odniesienia. Globalizacja polityki międzynarodowej nie polega na tym, że poszczególne kraje przestają mieć interesy czy że je grzecznie przekazują organizacjom międzynarodowym, tylko na tym, że owe interesy stają się przedmiotem rozgrywek globalnych.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.