loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Zmiana władzy w Armenii
Opublikowano dnia 19.06.2018 00:23
1. W Armenii doszło do ukonstytuowania się nowego rządu pod przewodnictwem Nikola Paszinjana – lidera kwietniowych protestów, które doprowadziły do zmiany władzy w kraju. Szefami resortów spraw zagranicznych i obrony narodowej zostali doświadczeni specjaliści, co powinno sprzyjać nierewolucyjnej polityce w tych obszarach.
2. Nowe władze nie zamierzają przewartościowywać relacji z Federacją Rosyjską, pełniącą względem Armenii rolę gwaranta bezpieczeństwa i protektora. W założeniu rządzących, sojusz z Rosją ma być rozwijany przy jednoczesnym zacieśnianiu współpracy z USA i Unią Europejską.
3. Głównym zagrożeniem pozostaje niestabilność nowego rządu i jego uzależnienie od poparcia przedstawicieli poprzedniego układu władzy. Ewentualna niemożność przeprowadzenia przyśpieszonych wyborów może skutkować ponowną destabilizacją kraju oraz grozić eskalacją napięcia w Górskim Karabachu.

screen YouTube
8 maja br. armeński parlament w drugim podejściu przegłosował kandydaturę Nikola Paszinjana (lider partii Umowa Społeczna współtworzącej blok polityczny Yelk) na nowego premiera kraju. Stało się to możliwe dzięki faktycznej aprobacie rządzącej wcześniej Republikańskiej Partii Armenii (RPA, posiadała wówczas większość bezwzględną w parlamencie), która choć zadeklarowała brak poparcia dla Paszinjana, to zdecydowała się też nie blokować jego wyboru na szefa rządu. W efekcie za ww. kandydaturą zagłosowało 59 parlamentarzystów, w tym kilkunastu członków RPA, co pozwoliło na uniknięcie automatycznego rozpisania przyśpieszonych wyborów parlamentarnych.

W rządzie Paszinjana znaleźli się zarówno jego bliscy współpracownicy z bloku Yelk (m.in. dwóch wicepremierów), jak również osoby delegowane przez partie Kwitnąca Armenia i Dasznakcutiun (w kwietniu br. oba ugrupowania finalnie poparły protestujących) oraz bezpartyjni technokraci. Dobór ministrów został w większości przypadków oceniony pozytywnie, w tym w odniesieniu do kluczowych z punktu widzenia polityki zagranicznej państwa resortów. Nowym ministrem spraw zagranicznych został ambasador Armenii przy ONZ Zohrab Mnacakanjan, zaś stanowisko ministra obrony narodowej objął dotychczasowy minister ds. nadzwyczajnych (wcześniej także wiceminister obrony narodowej) Dawid Tonojan. Kompetencje oraz doświadczenie obu ww. ministrów powinny zapewniać względną stabilność w armeńskiej polityce bezpieczeństwa.

Proces konstytuowania się rządu został ostatecznie zakończony 7 czerwca br., kiedy to parlament zaaprobował przedstawiony przez Paszinjana program nowego gabinetu. W przyjętym dokumencie, oprócz „standardowej” agendy prac w poszczególnych obszarach, uwagę zwraca nacisk kładziony na rozdział polityki od biznesu (w tym walka z korupcją) oraz kwestia przedterminowych wyborów. W treści programu stwierdza się bowiem, że armeński parlament w obecnym kształcie nie odzwierciedla rzeczywistej woli narodu, co implikuje konieczność wyboru nowego składu Zgromadzenia Narodowego. Przedterminowe wybory miałyby zostać zorganizowane w ciągu roku, po uprzedniej zmianie ordynacji wyborczej i wdrożeniu systemów zapewniających ich pełną uczciwość.

Kwietniowe protesty
Paszinjan został wyniesiony na stanowisko szefa rządu za sprawą trwających ponad miesiąc masowych demonstracji w Erywaniu i innych miastach kraju. Bezpośrednią przyczyną wybuchu protestów stały się nominacja oraz wybór na urząd premiera Serża Sarkisjana – przewodniczącego RPA, prezydenta kraju w latach 2008-2018 i zarazem autora reformy konstytucyjnej, zmieniającej armeński system polityczny z półprezydenckiego na parlamentarny. W powszechnym przekonaniu zmiana ta miała być podyktowana właśnie partykularnym interesem Sarkisjana, który zgodnie z obowiązującym prawem nie mógłby zostać wybrany na trzecią kadencję prezydencką. W efekcie, chęć zachowania władzy przez lidera RPA (notabene w przeszłości dementującego, jakoby miał objąć stanowisko premiera po wejściu w życie reformy) doprowadziła do wybuchu największych od lat 90. XX w. protestów społecznych. Demonstracje te były organizowane zarówno przez oddolne inicjatywy obywatelskie, jak i otoczenie Nikola Paszinjana, który szybko stał się zresztą liderem całego ruchu.

Choć katalizatorem wybuchu niezadowolenia społecznego była kandydatura Serża Sarkisjana na urząd premiera, to w rzeczywistości protestujący sprzeciwiali się nie tyle osobie byłego prezydenta, co raczej uosabianemu przez niego układowi polityczno-oligarchicznemu. Począwszy od zamachu pałacowego w 1998 r., Armenią rządził tzw. klan karabachski – grupa ludzi wywodzących swoje kariery z Górskiego Karabachu, w tym właśnie Serż Sarkisjan czy jego poprzednik Robert Koczarjan. Politycy ci zyskali dominującą pozycję w kraju, choć funkcjonowali też przy współistnieniu szeregu częściowo niezależnych oligarchów, którzy zdążyli zbudować swoje imperia jeszcze przed 1998 r. (m.in. Gagik Carukjan, lider partii Kwitnąca Armenia). Utrwalenie się tego typu systemu na przestrzeni ostatniego 25-lecia sprawiło, że w kraju panuje rozwarstwienie społeczne, a odsetek osób żyjących poniżej granicy ubóstwa oscyluje na poziomie ok. 30% (nawet mimo powszechnej emigracji zarobkowej). W efekcie, wymuszona rezygnacja Serża Sarkisjana z urzędu premiera (23 kwietnia br.) nie zaspokoiła żądań protestujących, którymi stały się wówczas: powołanie „rządu tymczasowego” i rozpisanie nowych, uczciwych wyborów parlamentarnych.

 

Wewnętrzna sprawa Armenii

Postulaty protestujących nie dotyczyły natomiast polityki zagranicznej, w tym przede wszystkim – kształtu relacji z Federacją Rosyjską. Należy podkreślić, że w czasie tegoroczonych demonstracji nie pojawiały się ani anty-rosyjskie hasła, ani postulaty integracji z UE, a agenda protestów dotyczyła de facto wyłącznie armeńskiej polityki. Jest to o tyle istotne, o ile w ostatnich latach w Armenii można obserowować wzrost nieufności względem Rosji. Choć Federacja Rosyjska jest wciąż postrzegana jako jedyny protektor kraju w kontekście konfliktu o Górski Karabach i blokady ze strony Turcji, to armeńska percpecja jej działań staje się bardziej zniuansowana. Czynnikami w tym zakresie są chociażby niekorzystne skutki dla gospodarki kraju z tytułu integracji ze strukturami eurazjatyckimi, podwyżki cen gazu i energii elektrycznej dostarczanych przez rosyjskie spółki oraz wydarzenia jednostkowe, takie jak masakra w Giumri w 2015 r., kiedy to stacjonujący tam rosyjski żolnierz zamordował siedmioosobową rodzinę.

Tak jak protestujący nie odwoływali się w swoich hasłach do geopolityki, tak również zaangażowanie państw trzecich w rozwój sytuacji w Armenii było ograniczone. Co naturalne, szczególną uwagę w tym kontekście zwaracano na władze na Kremlu, tradycyjnie postrzegające wszelkiego rodzaju kolorowe rewolucje w regionie jako zagrożenie dla legitymizacji własnego systemu. W tym wypadku możliwa do zaobserowania aktywność Rosjan obejmowała jednak przede wszystkim konsultacje z dotychczasowym obozem władzy (w tym na najwyższym szczeblu głów państwa), jak również z Nikolem Paszinjanem i innymi liderami protestów. Rozmowy miały przy tym zarówno charakter oficjalny, jak i zakulisowy, o czym świadczyć może chociażby nieanosowane lądowanie rosyjskiego samolotu rządowego w Erywaniu i jego odlot w niespełna godzinę później.

Sojusz z Rosją
Zgodnie z powyższym można przyjmować, że zmiana władzy w Armenii spotkała się z faktyczną akceptacją ze strony władz w Moskwie. Potencjalnym wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy może być brak realnych możliwości (i jak się zdaje – również chęci) po stronie nowego rządu, by szukać zmiany kształtu relacji z Rosją. Wynika to przede wszystkim ze skali uzależnienia Armenii od rosyjskiego protektora – Rosjanie udzielają kluczowych w kontekście konfliktu z Azerbejdżanem gwarancji militarnych (m.in. baza wojskowa w Giumri, posterunki na armeńskich granicach), de facto kontrolują armeńską energetykę oraz goszczą u siebie setki tysięcy armeńskich gastarbeiterów, których transfery pieniężne z Rosji odpowiadają przeszło 8% PKB Armenii.

W rezultacie, w ostatnich tygodniach Nikol Paszinjan (zarówno jako kandydat na premiera, jak i już jako szef rządu) wielokrotnie podkreślał, że nie zamierza wycofywać kraju z firmowanych przez Rosję struktur Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej (EUG) oraz Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Sam szef rządu zdążył się już zresztą spotkać z Władimirem Putinem przy okazji majowego szczytu EUG w Soczi, gdzie wskazywał na bezwarunkowo „sojuszniczy i strategiczny” charakter relacji obu państw. Deklaracje te są o tyle znamienne, o ile w poprzednich latach Paszinjan – jeszcze jako przedstawiciel opozycji – należał do grona wyraźnych krytyków obecności Armenii w strukturach euroazjatyckich. Aktualnie, nowy premier stoi na stanowisku potrzeby utrzymania sojuszu z Rosją, choć możliwie przy jednoczesnym zacieśnianiu współpracy z USA oraz Unią Europejską. Utrzymanie przez Paszinjana ww. priorytetów powinno gwarantować pewien stopień kontynuacji w armeńskiej polityce zagranicznej, choć być może przy bardziej otwartym podejściu do współpracy z zachodnimi partnerami (chociażby w ramach implementacji treści podpisanej z UE w 2017 r. Umowy o Kompleksowym i Wzmocnionym Partnerstwie).

Kwestia karabaska
Przedmiotem deklaracji nowego premiera jest również kluczowa dla Armenii kwestia konfliktu o Górski Karabach i toczącego się wokół niego procesu pokojowego. W dzień po wyborze na premiera kraju, Paszinjan złożył wizytę w Stepanakercie (stolicy samozwańczej Republiki Górskiego Karabachu), gdzie poczynił szereg deklaracji w tym zakresie. Szef armeńskiego rządu wskazał na potrzebę dopuszczenia Górskiego Karabachu do istniejącego formatu rozmów na prawach ich pełnoprawnego uczestnika (obecnie są nimi Armenia, Azerbejdżan i reprezentujące OBWE – Rosja, USA i Francja, tzw. format 3+2). Postulat ten (powtórzony zresztą w oficjalnym programie rządu) został dobrze przyjęty zarówno w Armenii, jak i w samym Karabachu (Paszinjan wyraźnie zabiega o przychylność mieszkających tam Ormian), jednak spotkał się z krytyką strony azerbejdzańskiej, uznającej w świetle prawa międzynarodowego karabaskich Ormian za separatystów. Oprócz tego Paszinjan wskazał też na 2 kolejne warunki dla rozwiązania konfliktu: odrzucenie przez Azerbejdżan wojennej retoryki i gotowości do uznania przez władze w Baku prawa mieszkańców Karabachu do samostanowienia.

Wydaje się, że ww. deklaracje Nikola Paszinjana można interpretować w kontekście armeńskiej polityki wewnętrznej. Nowy premier musi zabiegać o utrzymanie obecnego poparcia, w tym ze strony wciąż wpływowych w kraju środowisk weteranów wojennych, zaś przyjęcie ugodowego stanowiska ws. Karabachu najpewniej spotkałoby się z brakiem akceptacji społeczeństwa. Jednocześnie jest też mało prawdopodobnym, by Paszinjan zdecydował się zmianę kursu w tej kwestii w okresie „przejściowym” – tj. między objęciem władzy w kraju a spodziewaną organizacją przedterminowych wyborów. W efekcie wydaje się, że w ramach toczącego się procesu pokojowego w najbliższym czasie nie należy spodziewać się przełomu. Wręcz przeciwnie można natomiast przyjąć, że okres względnej niestabilności w Armenii może sprzyjać eskalacji napięcia. Znamiennym jest bowiem, że w maju br. siły azerbejdżańskie zdołały zająć ok. 16 km2 tzw. ziemi niczyjej na granicy w Nachiczewaniu (eksklawa Azerbejdżanu oddzielona pasem terytorium Armenii) – jest to dwukrotnie większa zmiana terytorialna, niż w przypadku tzw. wojny czterodniowej w 2016 r.

Krucha stabilność
Na chwilę obecną wciąż brak jest pewności, co do dalszego rozwoju wypadków w Armenii. Kluczowym czynnikiem w tym zakresie jest wspomniany już rozkład sił w parlamencie, który sprawia, że rząd Nikola Paszinjana musi de facto bazować na poparciu osób z dotychczasowego układu władzy. Dotyczy to zarówno wspierających Paszinjana Dasznaków (do wybuchu protestów współtworzyli koalicję rządzącą), partii Kwitnąca Armenia skupionej wokół oligarchy Gagika Carukjana (poparł Paszinjana dopiero w momencie, w którym doszło do dymisji Serża Sarkisjana, wcześniej wspierał RPA), jak również „rozłamowców” z obozu Republikańskiej Partii Armenii (według stanu na 8 czerwca br. – 6 osób, w tym wpływowy oligarcha Samwel Aleksanian). Wsparcie ze strony wszystkich wymienionych środowisk jest bowiem konieczne, by doprowadzić do zmiany ordynacji wyborczej i rozpisania przedterminowych wyborów, co pozostaje głównym celem rządu. Teoretycznie tak szeroka koalicja będzie posiadała większość w parlamencie, lecz nie jest pewnym czy faktycznie będzie współpracować na rzecz zmian, które mogłyby pozbawić wielu z jej członków mandatu parlamentarnego.

Ewentualne problemy rządu z rozpisaniem przedterminowych wyborów stanowią dziś główne zagrożenie dla stabilności w Armenii i regionie. Potencjalna obstrukcja działań Paszinjana ze strony poszczególnych frakcji parlamentarnych może prowadzić do ponownego wybuchu chaosu w kraju. W takiej sytuacji możliwym zdaje się scenariusz kolejnych protestów społecznych, a w skrajnym przypadku – nawet próby rozwiązania parlamentu z pominięciem istniejących reguł. Ewentualna destabilizacja kraju będzie jednocześnie oznaczała także ryzyko eskalacji w Górskim Karabachu, co zagrażałoby z kolei całemu porządkowi bezpieczeństwa w regionie. W tym kontekście wydaje się pożądanym, by USA i UE były gotowe wesprzeć armeńską reformę systemu wyborczego i realizację przyśpieszonych wyborów.

Źródło: WarsawInstitute.org
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
reklama_pionowaNajnowszy numer
Związek
więcej
Wideo gen. Komornicki: Rosjanie przygotowują się do wojny na dużą skalę
Blogi
avatar
Ryszard
Czarnecki

Ryszard Czarnecki: Źdźbło w polskim oku – belka w…
W dniu gdy niemieccy politycy zaczynają drążyć temat reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce w kontekście sporu Bruksela (czy Luksemburg) – Warszawa, jestem zmuszony przypomnieć, że właśnie jedne z liderów frakcji CDU w Bundestagu, a więc urzędujący polityk został wybrany na wiceszefa Trybunału Konstytucyjnego RFN – już wiadomo, że za rok ma zastąpić prezesa tegoż Trybunału w Karlsruhe, gdy ten przejdzie na emeryturę. Zatem akurat u naszego zachodniego sąsiada ta ingerencja polityków w wymiar sprawiedliwości jest dużo większa niż u nas.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Tusk w roli Pytii
Od tygodnia dogłębnej analizie podlega przemówienie, które wygłosił przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk na Łódzkich Igrzyskach Wolności.
avatar
Ryszard
Czarnecki

„Pójdź, Henning-Kloska, ja Cię uczyć każę"....
Wartością z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa jest NATO, jest Pakt Północnoatlantycki i żadne propozycje czy nowe formuły, które się pojawiają, nie mogą wylać dziecka z kąpielą. Nie mogą zaszkodzić, ograniczyć możliwości działania NATO czy zmniejszyć jego aktywność. Dlatego też z pewnym dystansem patrzę na głoszoną i przez prezydenta Macrona, i przez kanclerz Merkel koncepcję wspólnej armii, ponieważ jak znam życie, a w polityce międzynarodowej jednak siedzę od dłuższego czasu, to wiem, że w praktyce politycznej ta koncepcja będzie oznaczała olbrzymią ilość zamówień dla francuskich czy niemieckich firm zbrojeniowych
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.